W sztabie Witolda Wróblewskiego, który został zorganizowany w restauracji znajdującej się w Hali Sportowo-Widowiskowej przy al. Grunwaldzkiej, już po godz. 22 było wiadomo, że urzędujący prezydent prowadzi z ogromną przewagą, Wraz z napływem kolejnych informacji z obwodowych komisji utrzymywała się ona na podobnym poziomie - ok. 72 do 28 procent głosów. Na ogłoszenie nieoficjalnych wyników czekali m.in. nowo wybrani radni z prezydenckiego komitetu, kandydaci na radnych, niektórzy urzędnicy, przedstawiciele SLD czy PSL na czele z marszałkiem województwa Markiem Gustawem Brzezinem. Wszystkim, którzy pomogli w kampanii Witold Wróblewski dziękował z imienia i nazwiska, lista liczyła kilkadziesiąt nazwisk. Na koniec podziękował żonie i mamie.
- Kampania była ciężka i trudna, ale przede wszystkim brudna. Spodziewałem się, że będę mógł z kontrkandydatami dyskutować na argumenty, a nie na zarzuty czy wydumane informacje, które się pojawiały. Myślę, że w sumie wszyscy przez tę kampanię przeszliśmy dobrze i chciałbym wam jeszcze raz serdecznie podziękować za całość. Czasem trochę mnie nerwy podczas kampanii ponosiły i chcę wszystkich przeprosić za czasem moją szorstkość i może nieodpowiednie zachowanie, ale myślę, że puścimy to w niepamięć i wszystko będzie dobrze - mówił Witold Wróblewski do zebranych w sztabie współpracowników. - Chciałbym, żeby ten zespół dalej tak współpracował, mam kilka pomysłów w sprawie takiego działania. Jeśli oficjalne wyniki to potwierdzą i będę prezydentem, na pewno nie będę stawiał murów, kopał rowów, jak to robią niektórzy z innych partii politycznych, zaczynających się na "p" i kończących na "s". Będę starał się raczej łączyć i szukać współpracy. Mamy w koalicji 7 mandatów, jesteśmy równorzędnym partnerem dla pozostałych ugrupowań w Radzie. I myślę, że sobie poradzimy i nasze miasto dalej się będzie rozwijało. Dziękuję mieszkańcom po pierwsze za to, że poszli do urn wyborczych, bo frekwencja będzie podobna do tej z pierwszej tury. I dziękuję tym, którzy oddali na mnie swój głos. Mam nadzieję, że przez te ostatnie cztery lata zdążyli mnie poznać z różnych stron i w tej kadencji nie zawiedziemy ich zaufania.
Zupełnie odmienne nastroje panowały wieczorem w sztabie Jerzego Wilka, który spotkał się z najbliższymi współpracownikami w biurze poselskim przy ul. Czerwonego Krzyża. Jak ocenił dwa ostatnie tygodnie kampanii wyborczej?
Jerzy Wilk w oczekiwaniu na wyniki (fot. Anna Dembińska)
- To ja byłem atakowany, za każdym razem mój konkurent "wyskakiwał" z różnymi pomysłami. Najpierw oskarżył mnie, że jestem niedemokratyczny, ponieważ jeden z dziennikarzy nie dostał się na konwencję, później wyciągał osobiste sprawy dotyczące moich akcji. To takie dziwne zachowanie. Ja tylko starałem się odpowiadać na ataki, które dotyczyły mnie, starałem się skupiać na programie, żeby mieszkańcy mogli porównać oba programy wyborcze - mówił podczas wieczoru wyborczego. - Zrobiłem, co mogłem, pracowałem do ostatniego dnia, zmieniłem nawet formułę, sposób narracji, byłem aktywny do końca. Teraz wszystko w rękach wyborców, oczekuję na decyzję.
Dodał również, że po raz ostatni ubiega się o fotel prezydenta Elbląga.
- Na pewno będę starał się o to, żeby startować w wyborach parlamentarnych, bo robię to też dla Elbląga - powiedział Jerzy Wilk i dodał, że chodzi tu zwłaszcza o kanał przez Mierzeję Wiślaną.
Czy będzie współpracował z Witoldem Wróblewskim jako poseł?
- Przez trzy lata się do mnie nie zwrócił, więc wątpię, że w ostatnim roku mojej kadencji tak się stanie. Jeśli jednak się do mnie zwróci, to jak najbardziej przyjmę zaproszenie - dodał.