25
29.05.2006

A moim zdaniem... (od najstarszych)

Pokazuj od
najnowszych
Największe
emocje
kochani, z jednym trzeba się zgodzić mianowicie z tym, co napisał Pan Paweł Płoski, że tytuł jakkolwiek sam w sobie jest trafny i prawdziwy, to nie pasuje do treści artykułu. No nie pasuje. Natomiast inne zdania, że matka jest jedyna, najlepsza - choć subiektywnie biorąc może i w wielu wypadkach niedobra - to jest to najświętsza prawda. Matka to jedyna, najcudowniejsza istota na tym świecie dla każdego z nas. I mówcie sobie co chcecie; jeśli źle lub lekceważąco , to tym gorzej o was świadczy. O matce wypowiadali się wielcy tego świata - a i współcześni też oddawali cześć MATCE. Przytoczę dwie piękne wypowiedzi Tadeusza Różewicza i Konstantego Dobrzyńskiego o matce. "To, co w naszym domu było najdroższe i najpiękniejsze, to Mama." Tadeusz Różewicz "Gdy kto chce zamknąć w jednym tylko słowie Ogrom uczuć jasnych do granic ostatka Niech przyklęknąwszy, to imię wypowie Jedno jedyne, przenajsłodsze... Matka". Konstanty Dobrzyński. A gdzie Stanisław Różewicz, a gdzie ks. Jan Twardowski, a gdzie wieszcze .... Dla mnie Matka była i jest- choć już dawno nie żyje - najcudowniejszą istotą na tym padole. Pozdrawiam
egzegeta (2006.05.30)

info

0  
  0
Własna matka nie może być najlepsza, gdy nie przyjeżdza, nie interesuje się, zaniedbuje, maltretuje fizycznie i psychicznie. Albo molestuje seksualnie, w ciąży chleje na umór, bierze narkotyki albo przy dziecku nie wypuszcza papierosa z gęby, chociaż dziecko nie ma co jeść. Albo po narodzeniu dziecka znika na całe dnie, a gdy już jest, wszystko załatwia "kurwami" i poszturchiwaniem. Co z tego, że dziecko uważa ją za najlepszą? Dzieci niewiele wiedzą o świecie. Nie mają porównania, ich świat jest ograniczony do tego, co pokażą mu dorośli albo ulica. Nie wierzę w to, że zastępczy rodzice uważają te matki za najlepsze dla dzieci, którymi się opiekują i nigdy nie uwierzę. Te rodziny starają się zmienić te dzieci, wykrzywione i pokrzywdzone przez dorosłych, dbają o nie i wkładają w to dużo serca. Jeśli wracają one do biologicznych matek, cała ta nauka idzie psu na budę. Dzieci ponownie przystosowują się do patologicznego środowiska. I tworzą kolejną patologiczną generację, na której utrzymanie płacimy później wszyscy. Najlepsza jest tylko ta matka, która kocha swoje dzieci okazując swą miłość CZYNAMI, a nie tylko słowami.
Panzerzug (2006.05.31)

info

0  
  0
I co z tego, że dzieci uważają swoje patologiczne matki za najlepsze? Nie zmienia to faktu, że z moralnego punktu widzenia ich sposób postępowania z dziećmi uznaje się za patologiczny i szkodliwy dla dzieci. Świat dzieci jest ograniczony, nie wiedzą one o świecie tego co dorośli i dlatego ich sposobu postrzegania rzeczywistości nie należy przyjmować jako wiodącego. Gdyby tak nie było, nie potrzeba by było rodzin zastępczych, sądów rodzinnych, domów dziecka, ośrodków wychowawczych, pogotowia opiekuńczego, itd. Nidy nie uwierzę, że rodziny zastępcze uznają matki tych dzieciaków za najlepsze dla ich rozwoju. Utrzymują z nimi kontakt, żeby je "reintegrować", z miernym zresztą skutkiem, ale tak nakazuje przyzwoitość i prawo. Zrobić dziecko potrafi nawet największy idiota, ale je wychować na pożądnego człowieka - już nie każdy. Dlatego matka jest tylko jedna - a matka to ktoś, kto z miłością wychowuje człowieka, który kiedyś stanie się wartościowym członkiem społeczeństwa. I nie ma tu znaczenia, czy jest ona biologiczna, czy zastępcza.
Panzerzug (2006.05.31)

info

0  
  0
Zamiast idealizować, moglibyście zstąpić na ziemię. Każdemu dziecku do prawidłowego rozwoju potrzebna jest pełna, prawidłowo funkcjonująca rodzina. A nie tylko matka. To po pierwsze. Po drugie, na jakiej podstawie większość zakłada, że matka jest zawsze "w porządku" a ewentualne patologie mogą zagrażać jedynie ze strony ojca? Osobiście znam wiele przypadków wręcz odwrotnych, kiedy to właśnie matki nadużywają alkoholu, nie zajmują się swoimi dziećmi, maltretują je fizycznie i psychicznie a nawet dochodzi do molestowania seksualnego. I to właśnie ojcowie zapewniają wtedy dzieciom te maksimum normalności na jakie ich stać w takich warunkach. Nie piszcie więc, że tak naprawdę liczy się tylko matka i jakakolwiek by ona nie była zawsze pozostanie dla dziecka najwspanialszą istotą. Nie macie bowiem pojęcia co przeżywają te dzieci, które doświadczają w/w ciewrpień ze strony swej rodzicielki, czy też któregokolwiek z rodziców. Dziecku potrzebny jest rozumny i kochający opiekun, najlepiej żeby to byli oboje rodzice, ale jeżeli żadne z nich nie nadaje się do wypełniania tego obowiązku, lepiej żeby w sposób prawidłowy wykonawała to rodzina zastępcza lub rodzinny dom dziecka, niż "zmarnować" dziecko pod pseudoopieką biologicznych rodziców.
orka (2006.05.31)

info

0  
  0
orka, chyba za bardzo nie idealizujemy. Wydaje mi się, że każdy z wypowiadających się ma tu swoje racje. Tylko jeśli patrzyć będziemy na matkę z pozycji patologii, to do niczego tu - na forum - nie dojdziemy. Bo wtedy kłaniają się skądinąd znane próby wychowania dziecka przez państwo, bo każda rodzina ma swoje słabe strony /przedszkola w obecnej Korei, a i hitlerjugend też była swego rodzaju szkołą wychowania bez rodziców dla ojczyzny/. Dlatego dalej mówię, że matka jest jedyna na tym świecie. Matka normalna, kochająca, która niejednokrotnie gotowa jest oddać życie za swoje dziecko. Jeśli ktoś widzi tylko patologiczne matki, które były, są i będą, to dyskusja tutejsza prowadzić będzie do nikąd. Ja twierdzę, że świat jest piękny, i wcale nie mam pretensji do kogoś, kto ciągle mówi, że świat jest okropny, okrutny, zły.Bo tak mu się trafiło. Dalej, ja twierdzę, że miłość to najpiękniejsze uczucie na świecie, m.innymi dlatego, że kocham moją żonę niezmiennie od 43 lat. Ale są tłumy ludzi, którzy twierdzą, że miłość to uczucie głupie, zaczyna się na ustach .. ..itd. ..bo zawiedli się, bo zostali zdradzeni, porzuceni, etc. twierdzę dalej, że ludzie są wspaniali, muzyka jest eliksirem dla ucha, poezja jest chlebem dla ducha .....I na to wszystko znajdzie się również stanowisko negujące. Dla osoby matki - jak się okazuje - też. Pozdrawiam serdecznie
egzegeta (2006.05.31)

info

0  
  0
nie ta matka co urodzi, lecz ta matka co wychowa. Moja sąsiadka wprawdzie mówi do swego dziecka: ty sukinsynu, lecz myślę,że to raczej tak samokrytycznie niż złośliwie.
tato (2006.05.31)

info

0  
  0
Do "egzegeta": Mój komentarz odnosił się do artykułu traktującego o patologiach w rodzinie (zapewne gdyby nie było takich patologii, to nie byłoby zapotrzebowania na istnienie rodzin zastępczych) a nie o ogólnym stanie rodzin. Trudno więc żeby w kontekście takiego artykułu, nie patrzeć na rodzinę z pozycji patologii. Przecież nikt tu nie twierdzi, że wszystkie matki, wszyscy ojcowie, czy wszystkie rodziny są z gruntu złe i wychowanie dzieci należy oddać instytucjom państwowym. Zarówno autorka artykułu jak i jego komentatorzy, zdają się słusznie zakładać że patologiczne rodziny stanowią zaledwie margines społeczeństwa (takie przynajmniej mam przeświadczenie). Tym nie mniej problem z tego wynikający jest poważny i nie można udawać, że go nie ma. Ale Twoje podejście (wyrażające się w zdaniu: "Jeśli ktoś widzi tylko patologiczne matki, które były, są i będą, to dyskusja tutejsza prowadzić będzie do nikąd") zdaje się bagatelizować całą sytuację i sprowadzać ją do rangi zupełnie nieistotnego incydentu. A to już jest poważnym błędem, ponieważ nieleczona (nawet jednostkowa) patologia, prędzej czy później odbije się ciężkim brzemieniem na losach całej społeczności. I naprawdę warto spojrzeć na całą sprawę z punktu widzenia skrzywdzonych w ten sposób dzieci, a nie tylko ze swojego - jak się wydaje - pozbawionego trosk piedestału.
orka2 (2006.06.01)

info

0  
  0
I jeszcze jedno. Niezrozumiałe jest dla mnie, dlaczego w całym tym temacie mowa jest w zasadzie tylko o matkach. A ojciec to pies? Od dawna próbuję walczyć ze stereotypami, w których rolę ojca ogranicza się jedynie do spłodzenia potomstwa i ewentualnie zarabiania na rodzinę. Jak widać jednak przekonania takie są w naszym społeczeństwie tak głęboko zakorzenione, że chyba tylko naturalne następstwo pokoleń może je zmienić. Zastanawiając się natomiast nad przyczynami tych stereotypów, dochodzę do wniosku że większość ludzi została chyba w dzieciństwie skrzywdzona przez niedoświadczenie ojcowskiej miłości i zainteresowania życiem dziecka. W takim wypadku, nie jest niczym dziwnym że bez zastrzeżeń przyjmuje się później zredukowanie roli ojca w rodzinie do funkcji jednego z wielu gadżetów. Zgodnie z tym założeniem, tato byłby rodzinie trochę mniej potrzebny niż np. telewizor, a trochę bardziej niż - powiedzmy - wygodny fotel lub pojemna szafa.
orka2 (2006.06.01)

info

0  
  0
orka2, - piszesz:- "...a nie tylko ze swojego - jak się wydaje - pozbawionego trosk piedestału". I dobrze, że się zastrzegasz pisząc - "jak się wydaje". Takich trosk jak ja mam, to rzadko kto je ma. Od ponad 30 lat czuwam przy nieuleczalnie chorej żonie. Nocne wstawanie matki do swego dziecka, to pryszcz przy moim conocnym czuwaniu, odsysaniu flegmy, zmianach pampersa, przekładaniu a boku na bok, układaniu z powrotem na wznak etc. A przy tym znajduję czas na czytanie żonie wierszy, które piszę dla Niej, czytam Jej ulubione czasopisma.Słuchamy muzyki. Robię wszystko, ona jest moim całym życiem. To tyle mojego "pozbawionego trosk piedestału". A pozostałą Twoją wypowiedź pozostawiam już bez komentarza, bo to tylko masło maślana. Temat artykułu dotyczy rodziny i tam w tekście przejawia się i matka i tato i dziadek - słowem rodzina. Chodziło jedynie o niefortunny tytuł tego artykułu.A snucie wątku patologii z powodzeniem można rozszerzyć na edukację, na zdrowie, na kulturę w rodzinie. Ale to wykracza ramy tego forum. Pozdrawiam
egzegeta (2006.06.01)

info

0  
  0
Pozdrawiam-nie bawmy sie w szkole napisane jak napisane -dobrze ze ktos poruszyl ten temat.Tato pozdrawiam Cie -jestem twego zdania-nie ta co urodzi lecz ta co wychowa .Poczucie humoru masz jak zwykle wspaniale.Milego dnia!
MAMUSIA (2006.06.01)

info

0  
  0