Nie bez powodów jednak, o czym m. in. może świadczyć przytoczony poniżej przykład.
16 lutego o godz. 14 ob. Jan M. zamieszkały przy ul. Morszyńskiej, zabierał ze szpitala żonę z noworodkiem.
Przed szpitalem stała jedna taksówka nr 7, której kierowca Stanisław R., odwoził właśnie jakąś matkę z dzieckiem. Przed odjazdem obiecał jednak ob. M, że wróci za 10 min i odwiezie go wraz z żoną i noworodkiem.
Ponieważ taksówka nie wracała, więc ob. M. skorzystał z usług innej.
Po pewnym czasie, gdy już byli w domu, zjawił się „punktualny” taksówkarz (nr 7) z „piekielną” awanturą, żądając zapłaty za nie odbyty kurs w wysokości 40 złotych. (Dla wyjaśnienia warto dodać, że obowiązująca taksa za 1 km wynosi 2,60 zł, a odległość mieszkania ob. M. od szpitala nie przekracza 4 km?).
Na jakiej podstawie więc kierowca taksówki nr 7 upomniał się za kurs, którego nie odbył z własnej winy, ponieważ nie stawił się w obiecanym terminie i na umówionym miejscu?
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter