A moim zdaniem... (od najstarszych)
Pokazuj od
najnowszych
najnowszych
Największe
emocje
emocje
Nadejdzie dzień
A kiedy nadejdzie dzień 1 listopada
i dzień się zasnuje mglistym woalem
pójdę uklęknę przed grobem matki
i wonne znicze odpalę.
Niech jej rozjaśnią mroki wieczne
ogrzeją chłód z grobowych czeluści
zapukam w kamień zimny i głuchy
i powiem matko jestem a już ci.
Przyniosę ci matko złociste chryzantemy
te które tak kochałaś w ich niezwykłej krasie
chciałbym by stały tak piękne do wiosny
ale czy da się.
Przyniosę ci w sercu uśmiech twych wnuków
których słuchałaś każdego poranka
jeszcze dziś słyszę gdzie jesteś babciu
kup mi dziś loda i z cukru baranka.
Na ziemi jesień w całej swej krasie
złociste kobierce leżą wszędzie
w modlitwie do boga mam jedno przesłanie
przytul ją panie to moje orędzie.
Henryk Siwakowski.
Smutek i żal
Gorące serca w nich smutek i żal
wokoło kwiaty płonące znicze
idą powoli niczym skazańcy
całe rodziny których nie zliczę.
Zapach perfum i wosku wręcz drażni nos
czuć żywicą iglaste wianki
i tylko szarfy na wiankach rozwiewa wiatr
hardy
pożegnalne niezwykłe kokardy.
Słychać szloch i modlitwę
ktoś tam klęczy na grobem
ustawiają kolejne znicze
a tłum ciągnie jak pociąg
idzie wolno do przodu
tłumy tłumy których nawet nie zliczę.
Lecą z drzew złote liście
w deszczu w mokrej asyście
wokół piękne złote kobierce
jak konfetti spadają każdy w innym
odcieniu
i chwytają urodą za serce.
A marsz ludzki wciąż trwa
marsza żałobnego ktoś gra
dzwonią puszki od monet żebracze
gwiżdże wiatr słychać trzask pękającego
szkła
stara wrona na drzewie kracze.
Henryk Siwakowski.
Wiatr gra
Wiatr smutną zaduszną rapsodię gra
kłębią się w głowie myśli tułacze
wracają wspomnienia za tymi co odeszli
modle się za ich dusze i cicho płaczę.
Obcieram łzy słone i ciężkie
ten sam scenariusz jak co roku
patrzę na uśmiechnięte zdjęcie matki
jestem jak w transie nie mogę zrobić
kroku.
Rozmyślam o życiu tak szybko przemija
a lata idą jak dziś te tłumy
patrzę na niebo zasnute jak me oczy
to chwila refleksji zadumy.
Wokoło stoją złociste chryzantemy
to kwiaty zmarłych dla nich to cudo
kwitną w przeróżnych odcieniach kolorach
na biało złoto fioletowo rudo.
Znicze całe morze zniczy
to symbol życia i pamięci
niech płoną dzisiaj rozjaśnią im mroki
niech ten szczególny dzień się święci.
I my tu kiedyś złożymy swe kości
gdy koniec obwieści kościelny dzwon
staniemy się tylko prochem marnym
a ziemia na nas wyda nowy plon.
Henryk Siwakowski.
Dzień płacze
Dziś 1 listopada dzień Wszystkich Świętych
smutny deszczowy dzień płacze
rusza marsz żywych w hołdzie umarłym
a w sercu smutek się kołacze.
Cmentarz okryty białym woalem
strzelają z hukiem w deszczu płonące znicze
spadają chłodne krople deszczu
jak słone łzy na policzek.
Ci co odeszli nie maja już nic
daleka przed nimi droga do boga
i całun z ziemi czarnej i mokrej
niczym kajdany na ich nogach.
Znicze migają jak ludzkie oczy
czuć zapach wosku i wonnej żywicy
maszerują pokolenia w pochodzie żywych
skruszeni pokutnicy.
Gdzieś z boku słychać cichą modlitwę
stawiają kwiaty zmarłym w darze
spadają ostatnie z drzew złote liście
typowe jesienne pejzaże.
Wracają wspomnienia za tymi co odeszli
leją się łzy wzruszenia
kolejne puste buty ktoś odszedł na wieczność
nie zdążył powiedzieć do widzenia.
I tak co roku od zarania dziejów
ciągną się ludzkie tłumy
kolejny marsz żywych w hołdzie umarłym
chwila refleksji zadumy.
Henryk Siwakowski
Nie do twarzy nam
Nie do twarzy nam ze śmiercią
nie dla nas chłód czeluści i wieczne mroki
chcemy bez końca ku słońcu iść
i w sercu mieć miłość i świata uroki.
Nie do twarzy nam z kostuchą
choć szron na włosach i skrzypiące kości
chcemy bez końca miłość garściami brać
i ciągle żyć w miłości.
Nie do twarzy nam z tą postacią
odejdź przepadnij kusicielko
ja na życie ochotę bardzo wielką mam
i miłość w sercu mam wielką.
Nie oddam ci swej duszy ty o tym wiesz
więc na nic twe podchody
choć lata lecą i szron na głowie lśni
wciąż w sercu jestem ciągle młody.
Chcę patrzeć na słonce a nie płonące znicze
i wąchać kwiaty a nie sztuczne dalie
chcę żyć jak najdłużej i kochać gorąco
i zrywać wonne białe konwalie.
Henryk Siwakowski
Dudnią kamienie
Ziemia drży pod stopami
spadające kamienie dudnią o wieko trumny
słyszę szloch i płacz zalewa ludzkie oczy
jak deszcz ulewny jak anielskie hurmy.
Czerwony na twarzy trębacz
z wysiłkiem gra pożegnalną ciszę
szloch zagłusza słowa księdza
co chwilę lament rozpaczy słyszę.
Spuszczone głowy przeszklone oczy
wszyscy podają rodzinie dłonie
wyrazy współczucia mówią cicho
i każde serce żalem płonie.
Żałobne stroje czarny kir
nieopisany w sercach wielki żal
czarne woale na twarzach bliskich
niezwykły ziemski smutku bal.
To cała nagroda za nasze życie
czarny gliniasty całun z ziemi
i brzemię ciężkie jak nasze życie
gdy serce zgaśnie i w oczach się
ściemii.
Henryk Siwakowski
Zaduszny koncert
Jesienny koncert deszcz na szybach gra
jak werble dudnią spadające kasztany
za oknem wiatr ołowiane chmury gna
złocistych liści kolorowe tumany.
Tańczy wiatr z nimi wywija piruety
czasem zakręci skocznego oberka
na gołych konarach czarne wrony siedzą
czasem wróbelek cicho zaćwierka.
A wiatr tylko gwiżdże i tańczy jak szalony
podrywa do rytmu wszystko dookoła
odlatują kluczami ostatnie ptaki
trzęsie się z zimna brzoza goła.
Powraca nostalgia za tymi co odeszli
jak mgła jesienna na nas opada
płyną łzy z oczu słone i ciężkie
i deszcz po szybach głośno gada.
Wiatr deszczem zacina płyną łez kałuże
drżą gołe drzewa zawstydzone na wietrze
niebo zasnute czarną kurtyną i coraz
chłodniejsze powietrze.
A w sercu rany najmilsze wspomnienia
tych co odeszli od nas na wieki
czujemy ich obecność to ich apel poległych
widzimy ich gdy zamykamy powieki.
I znowu jak co roku marsz żywych ruszy
w hołdzie umarłym jak co roku
płoną lichtarze przepiękne chryzantemy
ogromny żal w sercu i łzy w oku.
Henryk Siwakowski
Smutny październik
Kończy się powoli smutny październik
chmurami okryty jak czarnym woalem
ożyły jak co roku ziemskie cmentarze
pójdę na grób matki i świeczkę zapalę
i cicho w sercu powtarzam pytanie
czyś przyjął ją do siebie miłosierny panie.
Na ziemi pada lecą złote liście
deszcz mocno zacina a w jego asyście
idą tłumy jak co roku
marsz żywych się toczy
widać spuszczone głowy i przeszklone oczy
smutek w sercach wielki i ogromny żal
idą wolno krok za krokiem jak na smutku
bal.
A marsz trwa dalej wciąż idą ludzkie tłumy
to wszystko dla nich w hołdzie zmarłym
chwila refleksji zadumy
wokoło groby i las krzyży
i zapach wosku drażni nos
taki jest ludzki los.
Płoną znicze wokoło pękają lichtarze
wokół piękne chryzantemy
przy nich smutne ludzkie twarze
i deszcz jak łzy słone i ciężkie
bez przerwy tylko pada
to dzień smutku niezwykły jest
1 listopada.
Henryk Siwakowski
Idę
Idę aleją cmentarną pada deszcz
nie to nie deszcz to łzy tych
którzy odeszli
czuję na sobie wzrok zmarłych
w podświadomości słyszę lament dusz
w czyśćcu i piekle błądzących.
Aleja śliska od łez
pod stopami kleją się złote liście drzew
które gołe stoją jak skazańcy
i tylko biała mgła jest ich odzieniem.
Kołyszą się na grobach białe i złociste
chryzantemy
z trzaskiem dopalają się ogniste znicze
mijam smutne jak jesień blade twarze
i pochylone krzyże a w sercu smutek
jest moim bratem.
Myśli tułacze przenikają w głowie niczym
cienie zmarłych i kłębią się
jakby pytały czemu panie czemu tak szybko
życie nasze spala się i wygasa jak cmentarne
znicze.
Wokoło cisza i pustka
tu całun ziemi pochłonął nasze szczęście
miłość i radość
to co kochaliśmy nad życie dawno robaki
zjadły.
Henryk Siwakowski.
Portret twój
Widzę twój portret matko na niebie
choć czasem zasłaniają go chmury
kiedy poczuję tęsknotę do ciebie
podnoszę głowę do góry.
Mówię cicho witaj matko
głos mi drży i serce głośno bije
pytam co tam u ciebie w na rajskich łanach
ja tu na ziemi skromnie żyje.
Przywołuję ciebie myślami
i widzę jak machasz do mnie ręką
wysoko wysoko na niebie
chciałbym poczuć znów twoje matczyne ciepło
lecz daleko mi do ciebie.
Nagle odpływasz gdy zawieje wiatr
i robi się z ciebie biały bałwanek
a przed chwilą widziałem twój przepiękny portret
i z białych rumianków na głowie wianek.
Na ziemi matko zima trwa
i mróz uparcie mrozi moje serce
słyszę dzwoneczki pędzących sań
i śniegu białe kobierce.
Za pasem święta jakże piękne
znowu narodzi się Chrystus pan
i powędruje do Betlejem
z kolędą a ustach ludzki klan.
Henryk Siwakowski