O sprawie dzikich psów na obrzeżach Elbląga pisaliśmy m. in. w materiałach Mimo wszystko to nie są wilki, Psy szczekają a mieszkańcy się boją oraz Nie udało się wyłapać zdziczałych psów.
- Temat wraca systematycznie – przyznaje w rozmowie z nami Tomasz Świniarski. - W 2019 roku minister (środowiska - red.) uniemożliwił nam odstrzał dzikich zwierząt, w tym roku marszałek województwa – wymienia.
W związku z tym postanowiono wyłapać je, rozkładając im jedzenie ze środkiem usypiającym. Próbowano tego rozwiązania w maju i w lipcu tego roku, bezskutecznie. - W ostatnim czasie nie mieliśmy zgłoszeń w tej sprawie, mimo to systematycznie jeździ na ten teren straż miejska i my jako departament – mówi dyrektor.
Dodaje, że zatrudniony przez miejską jednostkę weterynarz stawia w lesie odłownię, jednak psy nauczyły się, by do niej nie wchodzić, zrobiły to tylko "pierwsze dwa" z nich. Do rozstawionych klatek nie wszedł natomiast żaden pies.
- Będziemy wracać do stosowania klatek, odłowni, rozsypiemy też znów w lesie kotlety ze środkami usypiającymi. Zrobimy to w październiku, kiedy być może będzie mniej pokarmu w lesie – mówi dyrektor DBiZK.
Według informacji, którymi dysponuje departament, mowa o stadzie ok. 12 psów. Zarządzanie Kryzysowe współpracuje z elbląskim schroniskiem, którego zadaniem jest wyłapywanie szczeniaków dzięki specjalnie przygotowanym norom, by stado się przynajmniej nie rozmnażało.