Bezcenne skarby rodziny Loitzów znów w Elblągu

4
Godzinę
temu
Bezcenne skarby rodziny Loitzów znów w Elblągu
Państwo Kowalscy przekazali Bibliotece Elbląskiej starodruki (fot. Anna Dembińska)
To gotowy scenariusz na film. Przez dekady leżały na półce w Warszawie, trafiając tam w cieniu stanu wojennego. Dziś, dzięki czujności bibliotekarzy i... awarii hydraulicznej, dwa bezcenne starodruki z kolekcji rodziny Loitzów po blisko 80 latach wróciły do Biblioteki Elbląskiej. Zobacz zdjęcia z wernisażu wystawy, na której zaprezentowano odzyskane starodruki.

W 1660 r., Biblioteka Elbląska wzbogaciła się o pokaźny zbiór 400 woluminów. Darczyńcą był Henryk Loitz, przedstawiciel znanej, bogatej i wpływowej rodziny patrycjuszowskiej. Książki odziedziczył po swoim stryju, Simonie. Henryk zmarł bezdzietnie, co zakończyło krótką, bo zaledwie dwupokoleniową historię Loitzów w Elblągu.

– Mamy cały przekrój książek medycznych, religijnych i naukowych, takich jak architektura Witruwiusza, geometria Euklidesa czy dzieła Jana Retyka – mówi dr Aleksandra Girsztowt-Biskup z Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego. – Na jednym z posterów na wystawie zobaczą Państwo mały fragment inwentarza ksiąg należących do rodziny Loitzów. Tu mamy dwie strony, a było ich aż 20.

Po rodzie Loitzów pozostały bezcenne książki. Wśród nich znalazły się: „Praxis medica” Remberta Dodoensa (Remberti Dodonaei), wydana w Amsterdamie w 1616 r., oraz „Pharmacopoeia” Anutiusa Foesiusa, wydana w Bazylei w 1561 r. Aż do 1947 r. były przechowywane w Elblągu. Po II wojnie światowej prawdopodobnie zostały wywiezione do Torunia. Piszemy „prawdopodobnie”, ponieważ nigdy nie powstał oficjalny spis książek wywiezionych do biblioteki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Dalsze losy woluminów przez lata pozostawały nieznane.

Przełom nastąpił w 1981 r. Wiosną do Polski przyjechał pewien Włoch. Chciał rozejrzeć się na polskim rynku antykwarycznym, kupić tutejsze starodruki i sprzedać je we Włoszech. W warszawskim antykwariacie kupił 11 pozycji, ale do ich wywiezienia potrzebował zgody Biblioteki Narodowej. Zanim wyjechał, zlecił uzyskanie odpowiednich pozwoleń swoim znajomym – państwu Kowalskim z Warszawy. Pozwolenie udało się uzyskać, ale w grudniu 1981 r. wkracza wielka polityka. Generał Wojciech Jaruzelski wprowadza stan wojenny – jakakolwiek podróż z i do Polski staje się niemożliwa. Włoch rezygnuje z wywiezienia woluminów i przekazuje je w prezencie państwu Kowalskim. Na półkach warszawskiego mieszkania książki spędzają kolejne kilkadziesiąt lat.

– Nawet nie wiedzieliśmy, że te woluminy pochodzą z Elbląga – mówiła Anna Kowalska na piątkowym (26 czerwca) wernisażu wystawy w Bibliotece Elbląskiej.

Całkiem niedawno dochodzi do małej katastrofy. Jesienią ubiegłego roku mieszkanie państwa Kowalskich zostaje zalane przez sąsiada. Książkom na szczęście nic się nie stało, ale aby sfinansować remont, właściciele decydują się wystawić jeden z woluminów na aukcję. Ofertę wypatrzyli pracownicy Biblioteki Elbląskiej i ze zdumieniem odkryli, że może to być jeden z zaginionych po II wojnie woluminów.

Dzięki pomocy pracowników Wydziału Restytucji Dóbr Kultury w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wolumin wrócił do Elbląga. A w zasadzie dwa, gdyż państwo Kowalscy, po przejrzeniu półek w mieszkaniu, odkryli, że mają drugi elbląski wolumin. I ten również postanowili przekazać naszemu miastu.

– Zdaliśmy sobie sprawę, że książki nie są nasze. Nawiązaliśmy kontakt z ministerstwem i zadeklarowaliśmy, że oddamy woluminy bez żadnego zadośćuczynienia, ale muszą one trafić do Elbląga – mówiła Anna Kowalska. – Uważaliśmy, że tak należy zrobić. Miasto to żywy twór, bez względu na to, czy nazywa się Elbing, czy Elbląg.

– Odzyskiwanie zbiorów nieraz wymaga ciężkiej, wieloletniej pracy – uzupełniła Ewa Potrzebnicka, główna specjalistka ds. narodowego zasobu bibliotecznego w Bibliotece Elbląskiej. – Tu był to jednak szczęśliwy zbieg okoliczności. Po kilku dniach otrzymałam od kolegów informację, że otrzymamy dwa druki.

W piątek (26 czerwca) w Bibliotece Elbląskiej miał miejsce wernisaż wystawy, na którym pokazano dwa odzyskane woluminy. Przy okazji zaprezentowano fragment kolekcji starodruków Biblioteki Elbląskiej. Wystawę „Utracone - odzyskane. Dziedzictwo piśmiennicze rodziny Loitzów” można oglądać do końca lipca.

„Praxis medica” Remberta Dodoensa to praktyczny podręcznik medyczny zawierający opisy chorób i ich objawów oraz zalecane metody leczenia. Z kolei „Pharmacopoeia” Anutiusa Foesiusa stanowi zbiór receptur leków oraz opisów substancji leczniczych stosowanych w medycynie i aptekarstwie XVI wieku. Oba dzieła zostały napisane w języku łacińskim i należą do ważnych źródeł dokumentujących rozwój wiedzy medycznej oraz farmaceutycznej epoki renesansu. Były przeznaczone przede wszystkim dla lekarzy i aptekarzy.

– To dwie niepozorne, małe książeczki, oprawione w pergamin, wydrukowane na czerpanym papierze – opowiadała Ewa Potrzebnicka. – Kiedy w Bazylei drukowano „Pharmacopoeię”, w Elblągu dopiero powstawała drukarnia. Te książki mają prawie 500 lat. Jacy byli ówcześni ludzie? Zastanawiamy się nad tym, oglądając te druki.

SM

Fotoreportaż

Kliknij, żeby zobaczyć więcej zdjęć

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem...

Kiedy Uniwersytet w Toruniu odda kolekcje książek "pożyczoną" z Elbląga?
(2026.06.27)

info

3  
  1
Pewnie w tym samym czasie gdy Gdańsk i Warszawa zadośćuczynią Elblagowi za ubogacenie tych miast przez elbląska cegłę i elementy starej architektury zdobiące gdańską starówkę czyli nigdy.
(2026.06.27)

info

2  
  1
Wspaniała sprawa dla Biblioteki Elbląskiej, dla Elbląga !!! Serdeczne podziękowania dla Państwa Kowalskich, gratulacje dla dyr. J.Nowińskiego! A teraz łyżka dziegciu - straszna ta moda, Panie redaktorze Sebastianie M. , prawda ?! Na noszenie czapki w pomieszczeniu! I to przy takiej okazji!!! Pozdrowienia dla ulubionej Redakcji !!!
dziadek stefek (2026.06.27)
@dziadek stefek - Zgadzam się z panem. Straszna jest ta moda. Nie wiem kto w ogóle do tego dopuścił :-)
SebastianMalicki (2026.06.27)