A moim zdaniem... (od najstarszych)
Pokazuj od
najnowszych
najnowszych
Największe
emocje
emocje
a więc Pani Redaktor krok po kroku opisała bolesną rzeczywistość. ..
Wszyscy w poczekalni widzieli jak młoda i energiczna ratowniczka przytrzasnęła drzwiami starszą panią. Tu nie o pieniądze chodzi, tylko o kulturę. .. Krystyna
Może po prostu należy przestać wynajmować sale w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Elblągu na gabinety prywatne. Obcowanie lekarzy "na państwowym" z lekarzami trzepiącymi kasę w gabinetach prtwatnych życzliwie udostępnianych przez panią dyrektor to przecież też niemały powód do stresu lekarza i powód jego agresji wobec pacjenta. W Olsztynie nie zauważyłem takiej symbiozy prywaciarstwa z ZUS-owską opieką lekarską. A poza tym jak mówią ryba psuje się od głowy. Dyrektor dla której betonowe donice i niby to ozdobne kamienne głazy na parkingu są ważniejsze niż wygoda wysiadających schorowanych pacjętów dajeje jednoznaczny przykład jak należy traktować ludzi chorych ! ( o szwędaniu się pani dyrektor w godzinach pracy po portowych nabrzeżach i niekompetentnych wypowiedziach na temat przewozów drogą wodną nie wspomnę). Hero.
Bardzo ciekawe stwierdzenie "Wszak to pacjenci płacą niemałe składki zdrowotne", Pani Marto średnia kwota na ochronę zdrowia jaką płaci Polak to ok. 110 zł miesięcznie, czyli za to porady lekarskie w poradni, leczenie w szpitalu, refundacja leków, sprzęt ortopedyczny, sanatoria, rehabilitacja, karetka w razie potrzeby lub helikopter itd, itd
BRAWO, BRAWO Hero najtrafniejsza ocena kobiciny tak kobiciny bez pomysłu wylansowanej przez partię
do osóbki podpisujacej sie gravitysoldier - wczoraj żona dostała krwotoku z nosa, przez 10 minut krew leciała ciurkiem, wezwalismy pogotowie, ale paniusia z rejestracji poradziła nam tylko okłady z zimnego ręcznika. Żona i my wszyscy spanikowani. Dla nas jest to sytuacja stresująca, bo żona jest w trakcie leczenia chemią. o tym wszystkim informuję dyspozytorkę pogotowia, ta na moje stanowcze żadanie zgadza się wysłac karetkę ratunkową, ale w tej chwili nie ma wolnej. Jedziemy więc sami na SOR, z miska pod nosem, bo krew sie leje, wchodzimy z zakrwawionym ręcznikiem na SOR, ale tam na wejściu zatrzymuje nas sanitariuszka, trzyma drzwi nogą, pani " lekarz " siedzi na fotelu przed komputerem i przez drzwi wysyła nas na 6 pietro na oddział laryngologiczny, bo ona tu nic nie pomoże. Jedziemy na oddział i tam wreszcie przyjmuje nas lekarz. Krwotok ustał po 20 minutach. Lekarz stwierdził, że pekła jakas tętniczka w nosie i stad ten krwotok. Ale skąd my mamy to wiedzieć, że nie była to sytuacja zagrażajaca życiu. Żona jest w trakcie chemioterapii i reakcje organizmu moga byc różne. Cały ten SOR i ich stosunek do niekiedy przerażonych pacjętów to jedno wielkie szambo. Pani 'doktor" nie chciało sie nawet podnies tyłka z fotela, żeby obejrzeć pacjęta. Pani Gelert. jak pani ma byc dobrym poslem, dyrektorem, jak pani ma takie szambo u siebie. andrzejxl@wp. pl
Czytam opisy pacjentów, żądania wysłania karetki do krwi z nosa u pacjenta na chemii, żądania wysłania karetki do żylaka pękającego u dializowanej pacjentki. .. i stwierdzam, że szwankuje edukacja zdrowotna, a w zasadzie jej nie ma. Już teraz trzeba czekać dłużej na karetkę, nawet do pilniejszych wezwań. I nie dzieje się tak dlatego, że ktoś robi na złość. Szanowni Państwo, liczba karetek jest ograniczona do 4,naciągając 5.Trzeba czekać, bo karetki załatwiają sprawy jak żylaki i krew z nosa oraz w przerażającej większości - pijaństwo i jego skutki. Proszę zrozumieć, że dyspozytor nie jest w stanie dodrukować nowej karetki. To, że ktoś z Was musi czekać do pilnej sprawy na karetkę oznacza nie mniej, nie więcej, że inny mieszkaniec Elbląga lub powiatu właśnie ją zajmuje. W przerażającej cześci, zajmuje jakąś małą sprawą z medycznego punktu widzenia, właśnie jak krew z nosa czy żylak.
A, że Państwo nie wiedzą o tym, że to nie jest stan zagrożenia życia, wynika z braku edukacji własnej, bądź serwowanej przez MZ. Co do kultury osobistej na oddziałach SOR. Pragnę przypomnieć, że kultura osobista to coś, co powinno działać w dwie strony. Mówiąc bardzo obrazowo, jeśli ktoś zachowuje się jak w chlewie, to może być potraktowany jak świnia. Oczekiwanie, że Państwo są chorzy mniej lub bardziej i macie prawo do bycia opryskliwym, bądź nie pukania do drzwi i wchodzenia jak do siebie, tudzież nie tak rzadko do zwykłego bycia wulgarnym - to oczekiwanie z założenia błędne. Ludzie po drugiej stronie - pracownicy oddziałów SOR - to też ludzie, tacy sami jak wy. Nie mają w obowiązku czy powołaniu podkładać się uniżenie pod wasze kąśliwe uwagi czy próby wyprowadzenia ich z równowagi. Nie leży też w ich powołaniu poddawanie się pod publiczne poniżenie tylko dlatego, że ktoś uważa, że jest najbardziej chory ze wszystkich i może pomijać procedury szpitalne i zasady dobrego wychowania. Jak to mawiają, szanowni Państwo, żądasz kultury, zachowaj ją sam.
Mam też, może brutalną, ale złą wiadomość do tych z Państwa opiekujących się osobami przewlekle chorymi, bądź z potencjalnie śmiertelnymi chorobami. Część z tych chorych, jeśli nie wszyscy, zginą z powodu swojej choroby przy którejś z interwencji pogotowia bądź szpitala. Niestety, będzie to wina choroby, nie personelu. Oczywiście można szukać winnych, że ktoś drzwiami staruszkę na pół przeciął (o zgrozo, co za siła w tych kobietach drzemie!), że ktoś się nie uśmiechnął (co za parszywa pani 'doktor'!). Nie zmieni to jednak faktu, że Wasi bliscy zginęli przez chorobę, a nie brak uśmiechu. Pozdrawiam serdecznie i życzę zrozumienia ale WZAJEMNEGO ZROZUMIENIA Z DWÓCH STRON TEJ 'BARYKADY'.
Artykuł opisuje nieprawidłowości, to prawda, ale opisuje je zarówno po stronie pacjentów jak i służby zdrowia. Autorka chcąc nie chcąc, ukręciła po części bat na siebie, czyli pacjenta. Jej frustracja wynikająca z choroby, brak zrozumienia natłoku i faktu, że każdy chce być "obsłużony", wreszcie szok spowodowany widokiem krwi w szpitalu na oddziale ratunkowym (a gdzież ma być ta krew jeśli nie tam :) ) sprawiły, że na pierwszy plan wysuwa się nieuprzejmość "urzędników" tam urzędujących. To u części pacjentów rodzi agresywne zachowania, wulgarność i dalszy brak zrozumienia dla wydłużającej się kolejki oraz stanowczości "urzędników". Koło się zamyka. Apeluję więc do Autorki o cykl artykułów. Jeden opisujący życie na SOR ze strony "urzędnika", drugi opisujący patologiczne uwarunkowania prawne obowiązujące w naszym kraju. Jako rodzynek, Autorka mogłaby wybrać się do NFZ z zapytaniem co sądzą o otwarciu w SOR powiedzmy 3-4 stanowisk chirurgicznych. Bardzom ciekaw ich odpowiedzi :) Pozdrawiam Autorkę i życzę więcej obiektywizmu w pracy dziennikarskiej!