UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
do osóbki podpisujacej sie gravitysoldier - wczoraj żona dostała krwotoku z nosa, przez 10 minut krew leciała ciurkiem, wezwalismy pogotowie, ale paniusia z rejestracji poradziła nam tylko okłady z zimnego ręcznika. Żona i my wszyscy spanikowani. Dla nas jest to sytuacja stresująca, bo żona jest w trakcie leczenia chemią. o tym wszystkim informuję dyspozytorkę pogotowia, ta na moje stanowcze żadanie zgadza się wysłac karetkę ratunkową, ale w tej chwili nie ma wolnej. Jedziemy więc sami na SOR, z miska pod nosem, bo krew sie leje, wchodzimy z zakrwawionym ręcznikiem na SOR, ale tam na wejściu zatrzymuje nas sanitariuszka, trzyma drzwi nogą, pani " lekarz " siedzi na fotelu przed komputerem i przez drzwi wysyła nas na 6 pietro na oddział laryngologiczny, bo ona tu nic nie pomoże. Jedziemy na oddział i tam wreszcie przyjmuje nas lekarz. Krwotok ustał po 20 minutach. Lekarz stwierdził, że pekła jakas tętniczka w nosie i stad ten krwotok. Ale skąd my mamy to wiedzieć, że nie była to sytuacja zagrażajaca życiu. Żona jest w trakcie chemioterapii i reakcje organizmu moga byc różne. Cały ten SOR i ich stosunek do niekiedy przerażonych pacjętów to jedno wielkie szambo. Pani 'doktor" nie chciało sie nawet podnies tyłka z fotela, żeby obejrzeć pacjęta. Pani Gelert. jak pani ma byc dobrym poslem, dyrektorem, jak pani ma takie szambo u siebie. andrzejxl@wp. pl
andrzejxl