Proces gangu, który ponownie trafił na salę sądową, toczył się sześć lat i pochłonął cztery miliony złotych. Lista zarzutów była bardzo długa, a wyrok zapadł w październiku 2011 r. 15 członków grupy zostało skazanych – Jan R. na najsurowszą karę dożywotniego więzienia. Inne, wysokie wyroki to 15 lat pozbawienia wolności dla: Marcina K., Radosława H. i Marcina G. Zostali oni uznani za winnych m.in. zabójstwa dwóch biznesmenów ze Szczecina (ciał nie odnaleziono). Jednak Sąd Apelacyjny w Gdańsku uchylił karę dożywocia dla "Kulawego", a większości jego ludzi obniżył wyroki, zawieszając je warunkowo lub zamieniając na karę grzywny. Gdański sąd wykreślił też w akcie oskarżenia zapis, że organizacja, której przewodził Jan R. miała charakter zbrojny. I w ten sposób sprawa "gangu" wróciła do Elbląga.
Dziś (18 sierpnia) odbyła się kolejna rozprawa. Przed sądem zeznawał tylko Jan R., domniemany szef gangu. Reszta oskarżonych, w tym Marcin K., ps. "Kacper", poprosiła sędziego o zwolnienie z rozprawy.
Tym samym na sali pozostał jedynie "Kulawy", który zaczął od tego, że jego pseudonim miał zostać wymyślony przez Krzysztofa Rutkowskiego, znanego detektywa, który zajmował się tą sprawą.
- Przy przesłuchaniu wszystkich osób z góry narzucano przezwisko "Kulawy" – mówił na sali oskarżony. - Chodziło o stworzenie pewnej otoczki, mediom przekazano, że jesteśmy najgorszymi bandytami w kraju.
Dodał również, że detektyw i jego pracownicy mieli w Kisielicach "rozsiewać plotki, że to ja zamordowałem biznesmenów".
Powrócił również do 30 maja 2003 r., czyli do dnia, w którym mieli zginąć dwaj biznesmeni ze Szczecina. Jak mówił przed sądem następnego dnia miały się odbyć chrzciny chrześniaka jego żony, więc wszyscy byli zajęci przygotowaniami. Według Jana R. tego dnia pracownicy mieli zostać zwolnieni do domu szybciej.
Kolejna rozprawa odbędzie się 25 sierpnia.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter