Do szczęścia trzeba zmuszać (copiątkowy felieton Marii Kasprzyckiej)

74
09.08.2019
Do szczęścia trzeba zmuszać (copiątkowy felieton Marii Kasprzyckiej)
Maria Kasprzycka (fot. archiwum prywatne)
Gdybym była nieco silniejsza, a prezydent nieco mniejszy, gotowa byłabym go nosić na rękach, za szczęście, do jakiego mnie przymusił i niechcący obdarzył. Niech żyje emerytura!

Sama nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele kosztowały mnie ostatnie lata w muzeum. Mimo że naprawdę kocham to miejsce i zostawiłam tam swoje serce – dłużej nie byłam w stanie w nim tkwić. Na szczęście żyję tu i teraz i mogę się cieszyć wesołym życiem staruszki. Współczesnej, oczywiście, bo dawniej różnie bywało. W starożytnej Grecji generalnie starość uważano za ciężką przywarę. Strabon opisywał, że na niektórych wyspach osobniki po 60-tce zobowiązane były do popełnienia samobójstwa. Nawet Arystoteles uważał, że ludzie starzy są nieprzydatni, bo nie znają bezinteresownej przyjaźni, są nastawieni egoistycznie, bywają często podejrzliwi, nieżyczliwi, oziębli i kierują się wyrachowaniem zamiast wartości etycznych. Trochę lepiej było w Rzymie, ale tylko mężczyznom. Rzymski senat składał się głównie z osób w podeszłym wieku, które właściwie reprezentowały powagę sprawowanego urzędu. Ale to Cyceron w dialogu „O starości” wskazywał, że „(…) trzeba spokojnie przyjąć i ten okres życia, nie rezygnować z dostępnych rodzajów aktywności, zdobywając tym szacunek, a nie tylko nań czekając.”
   Podążając za Cyceronem korzystam na całego z dostępnych aktywności – czytam, piszę, pływam, zajmuję się mężem, domem i kotami, spotykam z przyjaciółmi. Każdego dnia wstaję z przyjemnością, życie znowu sprawia mi radość. Depresja i nerwica definitywnie minęły. I żadne hejty czy konferencje prasowe tego poczucia szczęścia i wolności mi nie zaburzają.
   Piszę, bo lubię i wierzę w Słowo. Ono było pierwsze. Ono ma moc. Ludzie zaś wymyślili pismo, by się ze sobą komunikować. Chciałabym, by moje felietony zbliżały do siebie mieszkańców Elbląga. Dlatego czytam wszystkie komentarze. I będę czasami się do nich odnosić.
   Zanim prezydent Słonina powołał mnie na stanowisko dyrektora muzeum, robiłam różne rzeczy. Angażowałam się politycznie, prowadziłam działalność gospodarczą, sporo pisałam. I zawsze miałam dużo do powiedzenia. Trzepałam jęzorem szybciej niż myślałam. Po pewnym czasie od objęcia stanowiska pan prezydent spokojnie poprosił mnie, abym - póki będę tym dyrektorem - zajmowała się tylko muzeum. Oczywiście na początku się oburzyłam. Szanowałam jednak bardzo prezydenta i wiedziałam, że zawsze działa w interesie miasta. Mimo że był raptusem i miał zapędy dyktatorskie, to nie koterie czy partyjne układanki, ale miasto i mieszkańcy byli dla niego priorytetem. Uznałam więc, że ma tutaj sporo racji i skoro się najęłam na psa, to szczekać trzeba i obejścia pilnować, a nie miauczeć i po krzakach ganiać. I nie płynęłam jak g…. z nurtem, lecz walcząc o muzeum, z każdą władzą w niejeden mniejszy lub większy konflikt weszłam. Tyle że prezydenci Słonina, Nowaczyk czy Wilk nigdy nie byli małostkowi i nawet bardzo przeze mnie wkurzeni, doceniali pracę i znaczenie muzeum. A najważniejsze, że oddzielali osobiste relacje z ludźmi od interesu miasta czy mieszkańców.
   Poprzedni felieton chciałam zakończyć anegdotką o tym, jak często życie zmusza nas do wyboru między strachem a rozumem w najdziwniejszych okolicznościach. A brzmiało to tak:
   Zbierałam kurki w gęstym zagajniku w Puszczy Augustowskiej, gdy matka natura kazała mi w wiadomym celu przykucnąć. Pewna całkowitej samotni oddawałam się naturalnym czynnościom, gdy ze stanu błogości wyrwał mnie rozlegający się z tyłu tubalny głos: „Ja Panią przepraszam.” Widziana od dołu postać z nożem w ręce wydawała się ogromna. Zamarłam zastanawiając się – krzyczeć, uciekać czy czekać. Postanowiłam czekać na ciąg dalszy. „Ja się zgubiłem.” – zakomunikował przerażający typ. „W tej chwili byłoby mi trudno panu pomóc” – odrzekłam skonfundowana. Łaskawca się nieco usunął, ale z oka mnie nie spuszczał. Był wystraszony. Co było robić, godność własną odsunęłam na bok i wyprowadziłam człowieka z lasu. Wybierając drogę ucieczki, mogłabym się tylko jeszcze bardziej ośmieszyć i nieźle poturbować. Poza tym znowu okazało się, że ci, którzy wydają się najbardziej groźni, sami potrzebują pomocy.
   Kiedy mój mąż, który jest pierwszym i najgorszym dla mnie cenzorem, przeczytał ten fragment, kazał go natychmiast wyrzucić. Stwierdził, że od razu hejterzy napiszą mi, że to felieton o sraniu, nie o strachu. Wyrzuciłam potulnie i zapytałam, co teraz napiszą. Normalnie – odparł – że głupia jesteś i pisać nie umiesz. No i w porządku. Wiadomo przecież, że nie da się zadowolić wszystkich. Piszę dla ludzi, którzy podobnie do mnie czują wewnętrzny bunt. Bunt z powodu deptania fundamentów demokracji i zawłaszczania przestrzeni publicznej przez jednostki, koterie i partie polityczne. Dla ludzi, którym naprawdę zależy na naszym mieście i których boli jego degradacja. Żeby wiedzieli, że nie są osamotnieni; że nie są jedynymi w tłumie pochlebców, którzy widzą, że król jest nagi. I póki będę otrzymywać głosy potwierdzające taką potrzebę - a jest ich naprawdę wiele – będę pisać. A jeśli ich zabraknie, na pewno znajdę nowe pole do aktywności. Bo dzisiaj starość rysuje się w różowych barwach. Dziesiątki programów: 50+, 60+, 75+, wesoły senior, radosna seniorka, itp., itd. Świat wariuje w drugą stronę. Rusza w mieście „Akademia +60”. Będę mogła nauczyć się obsługi smartfona, wpłynąć na swój system energetyczny, doznać uczucia szczęścia i radości, a nawet nauczyć się robić własnoręcznie prezenty czy ozdoby. Może z czasem. Naprawdę doceniam te inicjatywy, ale żal mi młodych. Oni tu są; jeszcze są. Przed nimi całe życie, a to, co miasto funduje im w perspektywie, optymizmem nie napawa. Szanuję dorobek starszych, ale uwielbiam entuzjazm i kreatywność młodych. Czekam na nich niecierpliwie, bo już najwyższy czas, by sięgnęli po władzę. Wtedy może nawet nauczę się piec i haftować.

Maria Kasprzycka, elblążanka
    

PS. Pierwsze wydanie nowej, papierowej gazety w Elblągu, o której pisałam w poprzednim felietonie, zostało wstrzymane z powodów czysto formalno-prawnych. Co nie znaczy, że na zawsze. Może we wrześniu nastąpi kolejna odsłona.

.

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem... (od najstarszych)

Pokazuj od
najnowszych
Największe
emocje
Tu cytuję ". .. Nawet Arystoteles uważał, że ludzie starzy są nieprzydatni, bo nie znają bezinteresownej przyjaźni, są nastawieni egoistycznie, bywają często podejrzliwi, nieżyczliwi, oziębli i kierują się wyrachowaniem zamiast wartości etycznych. .. " powinna autorka to głęboko przemyśleć jest jeszcze nadzieja na logiczne wnioski prawda?
Kat_Na_Idiotów (2019.08.09)
To prawda o poprzednich prezydentach, raptus to dobra cecha bo wybucha, powie co mysli i wraca do normy, a mściwość, zawiść, chamstwo, prostactwo i zwykłe tchórzostwo to cechy najgorsze
(2019.08.09)
Weź ty chłopie śniadanie najpierw sobie zrób. 7:15 a ty już jad wpuszczasz. #mariakasprzyckateam
(2019.08.09)
To cechy najgorsze i charakterystyczne dla PSLu. Czas żeby zniknęli ze sceny politycznej jak SLD, chociaż jest takie przysłowie w różnych wariantach: "Dwie rzeczy są pewne - kupa rano i PSL w sejmie".
(2019.08.09)
O Jezu, znowu. .. definitywnie przestaję czytać portel. .. znów te pseudomądrości, ech. ..
suverę (2019.08.09)

info

18  
  38
Dokładnie pani Maria to ujęła te miasto dla młodych nic nie oferuje(brak nowych technologicznych firm),aparat urzędników niczym nowotwór niszczy i degraduje ,emeryci na stanowiskach.
Jesteśmy z M.K (2019.08.09)

info

36  
  12
@Kat_Na_Idiotów - Na szczęście po Arystotelesie przyszli inni, mądrzejsi;) "Wiek dojrzały - aby nie mówić podeszły - ma wiele znanych przypadłości. Ma jednakże niewątpliwą zaletę, że nagromadzone doświadczenie pozwala patrzeć z pewnego dystansu, unikać ahistorycznych ocen, myśleć na zasadzie "czarne-białe" i w rezultacie uznać to co prawdziwe, obiektywne, a odsiać fałsz, mętlik, płytkie emocjonalne reakcje. Oczywiście przeszłości nie wolno sztucznie upiększać. Taka kosmetyka ma "krótkie nogi". Ale i nie przemilczać, a zwłaszcza nie przekreślać, nie znieważać tego, co jest autentycznym dorobkiem. " - gen. Wojciech Jaruzelski;
RobertKoliński (2019.08.09)
Mario masz talent. Teksty ciekawe, wciągające i nawet niektóre części doprowadzają do śmiechu \tego pozytywnego\. Pisanie to dar jaki posiadasz i i wiele merytorycznych uwag znajdziemy. Powodzenia- pisz i mów dalej. Działaj
(2019.08.09)

info

40  
  19
PsL znika juz ze sceny i czas najwyzszy bo chlopki zaplataly się we wlasne sidla i wyobraznia ich poniosla, dla Elblagato troche kicha
(2019.08.09)

info

27  
  5
Nie słyszałam z żadnych ust dobrego słowa o wróblewskim i nic dobrego zrobionego przez niego dostrzec też nie mogę. Czy on z jakiejś podelbląskiej wsi pochodzi, że tak z tym PSLem, czy tylko tam go przygarnęli?
(2019.08.09)

info

34  
  9