A moim zdaniem... (od najstarszych)
Pokazuj od
najnowszych
najnowszych
Największe
emocje
emocje
jedna z tych ofiat to pani Beata Chyrniewicka moja nauczycielka; (
Moja też i się pisze * Hryniewicka chodzę do SP 12 w E-g. Wyrazy współczucia dla wszystkich poszkodowanych i ich rodzin :(
Romek nie był pasażerem, Romek był żeglarzem i moim serdecznym przyjacielem. Znaliśmy się od 40 lat. Tyle razy mieliśmy się jeszcze spotkać. .. , tyle razem mieliśmy jeszcze zrobić. .. lecz telefon już nie zadzwoni. .. .Nie potrafię się z tym pogodzić.
g. .. o prawda wcale nie zahaczyli masztem tylko zrobił się łuk elektryczny i biedaków poraziło. .. .szkoda ludzi
Strasznie mi smutno, szczere kondolencje dla rodzin, znalam ich wszystkich od dziecka. .. Malgorzata Gebicka
Jechałem autem w tym czasie, ,, nieżle napieprzał deszcz. .. to jest przyczyna. schronili sie przed chwilową ulewą. .sobiście uważam że jak tak lało to kto patrzy w niebo. .czy jakieś kable. ..
Po analizie dostępnych publicznie materiałów, to moja hipoteza przyczyny wypadku jest taka, iż po kontakcie sztagu z linią średniego napięcia pojawiło się napięcie na relingach i koszach (dziobowym i rufowym). Najkrótsza droga do wody (uziemienia) przy stosunkowo wysokiej wolnej burcie była po przez silnik. Zbiornik przenośny paliwa (w kokpicie bądź bakiście) był połączony z silnikiem elastycznym przewodem gumowym z ręczną pompką. Do południa tego dnia padało, więc możliwe jest, że po mokrym wężu popłynął prąd, inicjując pojawienie się łuku elektrycznego w tym miejscu. Teoria ta jest trochę naciągana, bowiem przy napięciu 15kV przeskok iskry w suchym powietrzu następuje do 2 cm, a długość łuku chyba do 40cm. Bardziej prawdopodobną przyczyną gwałtownego pożaru jest linka zabezpieczająca silnik przez " zgubieniem" i kradzieżą, która to mogła się nagrzać (nawet do " czerwoności" ), a w jej pobliżu był wspomniany przewód paliwowy.
W naszych stronach było wiele przypadków zaczepień jachtów o linie energetyczne, lecz nigdy skutki nie były tak tragiczne. Wydaje mi się bardzo mało prawdopodobne, aby cztery osoby (raczej rozsądne, z doświadczeniem życiowym) poraził śmiertelnie prąd w momencie zetknięcia się z linią. Niejednokrotnie pływając pod liniami " dupa mi się marszczyła" i na pewno trzymałem się z dala od wszystkiego, co metalowe (podczas burz również). Jedynym racjonalnym wytłumaczeniem jest gwałtowny pożar po tym jak jacht " stanął pod napięciem" , który to zmusił załogę do podjęcia czynności narażających się na porażenie prądem. Na takiej małej, chybotliwej jednostce z relingami 15kV (w dnie kokpitu prawdopodobnie ok. 0V - odpływy) ciężko coś zrobić, w szczególności gasić pożar, bez dotykania się do stalówek, bomu czy kosza. Jest też prawdopodobne, że próby odciągnięcia jednego porażonego kończyły się porażeniem kolejnego. Nie wierzę, by wszystkie osoby przebywały w kokpicie (" Florydy" nie było), a ryzyko porażenia wewnątrz jachtu jest niewielkie.
Reasumując, zabezpieczenia (relingi) stały się śmiertelną pułapką dosłownie nie do przeskoczenia. Nie jestem specjalistą w dziedzinie elektryczności, ale uważam, że wyskoczenie za burtę w kapoku na zawietrzną z dala od rufy dawało dużą szansę na przeżycie w tych warunkach.
W obliczu takiej tragedii może się wydawać, iż analiza technicznych aspektów wypadku jest cynizmem, lecz moim zdaniem jest to naszym obowiązkiem, by śmierć tych osób nie była całkowicie bezsensowna i mogła uchronić innych przed podobnymi sytuacjami. Prokuratura te wypadek będzie badała w innym aspekcie (ewentualnej czyjejś odpowiedzialności), Izba Morska chyba nie jest właściwa (śródlądzie), więc raczej nie ma instytucji, której obowiązkiem byłoby zbadanie sprawy pod kątem zapobiegania podobnym wypadkom.
z całym szacunkiem " rocker" , jest dużo wypadków samochodowych spowodowanych zaśnięciem przy kierownicy. Może wystąpisz również z apelem do kierowców, aby nie zasypiali prowadząc? Pewne rzeczy są oczywiste.