Jednak wytrzymaliśmy...

2
06.08.2001
Jednak wytrzymaliśmy...
Elblążanin Krzysztof Grygo był szefem grupy strażaków pomagających powodzianom
Do Elbląga powrócili strażacy, którzy w ramach Kompani Specjalnej Centralnego Odwodu Operacyjnego województwa warmińsko - mazurskiego nieśli pomoc powodzianom na południu kraju. Jednostką z woj. Warmińsko-mazurskiego dowodził strażak z Elbląga - Krzysztof Grygo.
43 strażaków z całego województwa m.in. z Elbląga, Braniewa, Morąga czy Olsztyna pod dowództwem Krzysztofa Grygo wyjechało w kierunku gór 26 lipca. Dzień później byli na miejscu i od razu przystąpili do akcji. - Podzieliliśmy się na dwie grupy - opowiada dowódca kompani. - Jedna część przez wszystkie dni naszego pobytu zajmowała się wycinką drzew ze zboczy. Ile oni tych drzew wycięli, nie wiem. One spływały razem z błotem i zagrażały domom. Druga grupa przed godz. 17 została przerzucona alarmowo do Lachowic, gdzie spływające ze zbocza woda utworzyła tamę. Gdyby gromadząca się woda popłynęła na domy, z miejscowości nic by nie zostało. Strażacy umacniali tamę balami z drewna oraz workami z piaskiem. Dopiero o 22 rzeka wróciła do starego koryta. Kolejne dni również upłynęły na bardzo intensywnej pracy. Nazajutrz strażacy starali się uprzątnąć jedyną drogę, która prowadzi do kościoła. Praca znowu trwała od 8 do 22. - W niedzielę przestał padać w końcu deszcz i wyszło słońce - mówi Krzysztof Grygo. - Zrobiliśmy więc sobie takie "świąteczne sprzątanie". Cały dzień usuwaliśmy z Makowa ogromną masę błota, gruzu i połamanych drzew. Skończyliśmy o 22. Poniedziałek strażacy spędzili w miejscowości Wieprzec, gdzie wprost na budynki mieszkalne zaczęło osuwać się podmywane przez wodę zbocze. Stalowymi linami związano drzewa i taką zaporę umocniono workami z piaskiem. O 21 mieszkańcy byli już bezpieczni. Najbardziej strażakom dokuczało zmęczenie. Niekiedy szli na wołanie o pomoc słaniając się na nogach. - Zmęczenie było okrutne, lecz pojechaliśmy tam pracować, a nie wypoczywać - wspomina dowódca grupy. - Wracając do bursy tylko jedliśmy, kąpaliśmy się i zaraz szliśmy spać, gdyż od rana czekała nas znowu praca. Wszyscy się o nas martwili - żebyśmy wytrzymali. Kierowniczka bursy nie chciała nas wypuszczać do ludzi w brudnych i mokrych rzeczach. Sama wszystko prała i suszyła. Mieliśmy także dwa ciepłe posiłki - rano i wieczorem, a w środku dnia suchy prowiant. Jednak ludzie przynosili nam obiady. Pracowaliśmy niemal bez przerwy. - Całe mienie tych ludzi zostało zniszczone - mówi Krzysztof Grygo. - Przeżywali dramat. A mimo tego mieli ogromną chęć pomocy bliźnim. Bardzo nas to dopingowało. Ludzie, którzy stracili niemal wszystko, dzielili się z nami tym, co im zostało. Nie mieliśmy serca odmówić. To było fantastyczne uczucie. Ostatnie dni grupa pod dowództwem Krzysztofa Grygo spędziła już na północy Polski patrolując wały Wisły. - Po przejściach poprzedniego tygodnia, to były niemal wakacje - wspomina strażak z Elbląga. - Najbardziej męczące było użeranie się z ludźmi, którzy przyszli obejrzeć sobie powódź. Udało nam się uratować grupkę saren, które woda odcięła na jednej z wysepek. Krzysztof Grugo miał z początku obawy, czy poradzi sobie z ogromną odpowiedzialnością, jak na nim spoczywała. - Jechałem do Makowa z ludźmi, których nie znałem, na obcy zupełnie teren, a jednak wytrzymaliśmy. Chciałbym im podziękować za to, że położyli na ten wyjazd na szalę wszystkie swoje umiejętności, siłę i doświadczenie. Za to ich podziwiam.
OP

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem...

Jak zwykle można liczyć na strazaków. A może na posłów wybrać strazaków, potrafią pomagać innym za płace niższej od średniej krajowej !!!!!!!!!!!! Elito rządząca!!!!!!!! Wstyd !!!!!!!!!!!!!!!!! Jeszcze do wyborów zotsało trochę czasu - na naukę nie jest nigdy zapóżno !!!!!!!
Wyborca (2001.08.06)

info

0  
  0
dlaczego my wszyscy ,którzy ratujemy ludzkie życie i mienie zarabiamy tak mało????
huda (2001.08.07)

info

0  
  0