W drodze do Walhalli
Wikingowie zajmowali się handlem, zakładali osady oraz mieli ogromny udział w rozwoju żeglugi morskiej i śródlądowej. Jednak w masowej wyobraźni najczęściej kojarzą się z doskonałymi wojownikami, których samo wspomnienie budziło strach.
W trakcie sobotniego IV Wikińskiego Festiwalu Wody i Ognia „Truso Fest” w Elblągu nie mogło więc zabraknąć pokazu dawnego uzbrojenia i walk w wykonaniu współczesnych skandynawskich wojowników.
– Prezentujemy różne rodzaje uzbrojenia, które były używane przez Słowian i Wikingów: miecze, topory, topory dwuręczne, włócznie oraz broń ochronną – mówił Wojciech Grabowski z olsztyńskiej Drużyny Wojów Bolesławowych „Białozór”. – Nie zabraknie też kilku efektownych starć.
W bojowe szranki stanęły Drużyna Wikingów „Nidhogg” z Braniewa, Drużyna Wojów Bolesławowych „Białozór” z Olsztyna oraz Drużyna Wikingów „Gautar” z Brus. Wszyscy stanęli do boju uzbrojeni po zęby, co w sobotnim upale było dla nich dodatkowym, ogromnym utrudnieniem.
– Dziś będę walczył mieczem. Swoją przygodę z walką zaczynałem od topora jednoręcznego. U nas w drużynie przyjęło się, że nowi wojownicy zaczynają od topora, żeby wyrobić siłę, poznać technikę i otrzaskać się z walką – wyjaśniał Mateusz „Gardoń” Domagalski z olsztyńskiego „Białozora”. – Nie każdy miał w średniowieczu miecz ze względu na jego wysoką cenę. Topory były bardziej popularne. A z broni długiej najchętniej wybieram włócznię.
I po starciu (fot. Sebastian Malicki)
– Włócznia była wyborem uboższych wojowników, tych, których nie stać było na miecz – dodał Matys z Drużyny Wikingów „Gautar” z Brus. – W dawnych czasach stanowiło to raczej pospolite ruszenie – ludzie z wioski, którzy dostali rozkaz walki.
– Jako broń dodatkową mogli mieć nóż, który wykorzystywali na krótkim dystansie – uzupełnił Krzysztof Daniłek z tej samej drużyny.
Jak nie zginąć na polu bitwy? Trzeba pamiętać, że śmierć w walce była dla Wikinga najlepszym zwieńczeniem ziemskiego życia. Polegli wojownicy trafiali od razu do Walhalli – krainy wiecznego szczęścia, do której zabierały ich walkirie.
– Najlepszą obroną jest atak – przekonywał Matys.
– Albo czekasz na błąd przeciwnika i wykorzystujesz nadarzającą się sytuację – dodał Krzysztof Daniłek.
Licznie zgromadzona na dziedzińcu Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu publiczność obserwowała ciekawe starcia jeden na jeden oraz emocjonujące potyczki drużyna na drużynę. Na placu boju emocji i śmiechu nie brakowało. Sympatyczni Wikingowie opuścili już nasze miasto, ale prawdopodobnie wrócą tu za rok.