Naiwność matką idiotów

20
21.04.2009
Od małego wmawiano mi, że uczciwość ludzka jest rzeczą bezcenną i gdy będę uczciwy, to kiedyś to do mnie wróci. Uczyli mnie rodzice, szkoła, a nawet ksiądz w kościele, gdy byłem jeszcze młodym ministrantem. Jednak rzeczywistość nie jest tak różowa jak ze wspomnień młodego chłopaka, zapatrzonego w piękne idee.
W święta, dokładniej w Wielką Niedzielę, stałem się ofiarą (a także sprawcą) przykrego incydentu. To, że w wielu domach alkohol jest nieodłącznym elementem świata i urasta do rangi celebracji, wiemy nie od dziś. U mnie w rodzinie, jak zwykle daliśmy się ponieść magii czasu, który razem dzieliliśmy przez chwil kilka. Jednak moja przygoda nie skończyła się jedynie na wizycie u najbliższych. Już tradycją stało się wyjście wraz ze znajomymi do któregoś z elbląskich pubów, by wspólnie uczcić święta w miłym towarzystwie. Grono przyjaciół i wiele ciekawych przygód (z których niejedna mogłaby posłużyć za temat artykułu) to standardowy komplet. Bezczelny czas jednak gonił, więc trzeba było wrócić do domu. Wsiadłem w taksówkę. Łóżko, miękka pościel i sen - mój organizm zasłużył na odpoczynek. Obudziłem się rano i od razu zauważyłem brak telefonu. Najpierw musiałem nieco dojść do siebie. Następnie z lekkim podenerwowaniem zacząłem wydzwaniać po znajomych, by upewnić się, czy nie posiadają przypadkiem mojej „komórki”. Nikt nie miał. Zatem jedyne logiczne wytłumaczenie, które przyszło mi do głowy, to że zgubiłem telefon w taksówce. Telefon płaski, spodnie w kant z płytką kieszenią, to do siebie pasowało - niczym porucznik Columbo starałem się ustalić przyczyny tragedii. Znając markę samochodu, którym jechałem, mogłem podzwonić po korporacjach taksówkarskich, pytając o nocny kurs i zaginiony telefon. Nieco to potrwało, jednak skończyło się happy endem. Telefon się znalazł. Pomyślałem o jakiejś nagrodzie za uczciwość dla taksówkarza. W portfelu po wczorajszej zabawie ostało się tylko pięćdziesiąt polskich złotych. Pomyślałem, że jest to satysfakcjonująca kwota na tzw. „znaleźne”. Jednak zupełnie inaczej myślał pan taksówkarz, stwierdzając: „Trochę mało jak za taki telefonik.” Przeprosiłem jednak i starałem się wytłumaczyć, że nie mam więcej pieniędzy przy sobie. Nagle, jak w tanim thrillerze, poczułem lekki szantaż. Kierowca, trzymając pieniądze w rękach, nie oddał mi telefonu, a dodał jedynie: „Wiesz... mogłem się w ogóle nie przyznawać”. Wtedy pod wpływem szoku zaproponowałem wizytę w pobliskim bankomacie. Wypłaciłem dodatkowo kilka złotych. Zakończyłem wymianę. Telefon mój. Pieniądze jego. Myślałem, że tak zachowałby się każdy. Minęło kilka dni i zacząłem się zastanawiać, czy aby nie dałem się nieco oszukać. I chyba tak. Moi znajomi stwierdzili, że jestem idiotą i nie powinienem płacić tyle za własny telefon. (Nie wymienię korporacji ani konkretnej taksówki, bo to mało ważne). Jedynym winnym w tej sytuacji jestem ja sam. Dałem komuś kilka złotych za dużo przez swoją naiwność. Po raz pierwszy idiotą stałem się już w momencie, kiedy nie sprawdziłem telefonu po wyjściu z taxi. Od kilku dni czuję się idiotą... I jak do takiej etykiety można się przyzwyczaić, tak do myślenia o ludzkiej uczciwości nie mogę. Wciąż w mej chorej głowie pojawiają się nowe, dziwne pytania. Zastanawia mnie, czy gdyby telefon znalazła policja, też musiałbym płacić? Zastanawia mnie, czym jest dzisiaj uczciwość dla zwykłych ludzi? Czy jeśli znaleźliby jakąś „zgubę”, to czy byliby w stanie komuś bezinteresownie ją oddać? A może żyjemy w czasach, kiedy to człowiek znajduje np. portfel, wyciąga pieniądze, a całą resztę wyrzuca do śmieci i nikogo to nie rusza? Chciałbym przestrzec ludzi przed takimi sytuacjami. Warto dbać o swoje rzeczy, żeby później nie znaleźć się w podobnej sytuacji, w jakiej byłem ja. Było, minęło. Nauczka na przyszłość. Kto w życiu choć raz nie był naiwny, niech pierwszy rzuci kamień...
Jacek Żukowski

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem... (od najstarszych)

Pokazuj od
najnowszych
Największe
emocje
Będzie Cię to męczyło bo faktycznie jesteś naiwny. A poza tym nie dałeś słowa marnej i chciwej złotówie, że nie opublikujesz nr tej taryfy. 50 zł powinno wystarczyć za znaleźne. Nie bądx miłosiernym ministrantem i włącz się do tępienia chamstwa. To tacy właśnie taryfiarze prezewiozą cię możliwie najdalszą trasą albo przełączą taryfę w czasie jazdy. Napisz do jakiej nie wsiadać a i korporacja się ucieszy że ma takiego zawodnika w zespole.
@ w czerwonym (2009.04.21)

info

0  
  0
trzeba było się zgłosić z problemem na policję, znalazł - nie oddał - wiadomo kim jest. wyrok i po zawodzie taksówkarza. proste. jak oni Ciebie tak Ty ich i tu nie ma miejsca na sentymenty. a ta sprawa z wymuszeniem znaleźnego. .. no właśnie, wymuszenie, też paragraf.
(2009.04.21)

info

0  
  0
my wczoraj zgubiliśmy bilety do multikina i chociaż były w zaadresowanej kopercie, to ktoś kto je znalazł wolał je zatrzymać dla siebie, kopertę znaleźliśmy, ale już bez zawartości :(
ren (2009.04.21)

info

0  
  0
Jeśli naprawdę sam zaproponowałeś 50 zł, to jakakolwiek cena by była tego telefonu powinno to ucieszyć taksówkarza. Zacznijmy od tego, że uczciwego nie musiał byś sam szukać tylko on by cię znalazł i nie liczył na nic. Jestem za tym żeby napisać co to za typ. Nie chciał bym nic zgubić u takiego.
34r43 (2009.04.21)

info

0  
  0
Ja również proponuję, abyś podał numer taksówki i do jakiej korporacji należy. Chcę wiedzieć do jakiej taksówki mam nie wsiadać. Każdemu może się zdarzyć coś zostawić w taksówce i kierowca powinien zwrócić własność. Ostatecznie pieniądze za kurs wziął.
sonieczka (2009.04.21)

info

0  
  0
Słynna dewiza - nie pisane prawo: 10% znaleźnego.
taksiarz (2009.04.21)

info

0  
  0
te taksiarz uważaj bo zgubisz taksówkę. ..
(2009.04.21)

info

0  
  0
taksówkarze lubią naciągać szczególnie turystów, którzy nie znają miasta :(
sonieczka II (2009.04.21)

info

0  
  0
Wg mnie to beletrystyka i rzucenia cienia na taksowkarzy.
zza miedzy (2009.04.21)

info

0  
  0
Fajny artykuł- chciałabuym znać namiar na tego taksiarza. Miałam kiedyś nieco podobną przygodę z taksówkarzem- nie chciał mi odpalić samochód, spytalam w pobliżu stojącego taksówkarza, czy pomoże mi za pomocą tzw. "przewodów" rozruszac akumulator. Owszem, zgoził się, ale. .. za 50 złotych! Tego spobie zapamiętałam- niegdy już nie wsiądę do taryfy na parkingu przed sądem!
(2009.04.22)

info

0  
  0