Na straży języka polskiego

9
13.02.2007
W roku 2006 pracownicy elbląskiej Delegatury Inspekcji Handlowej przeprowadzili 312 kontroli, aby sprawdzić, czy przedsiębiorcy przestrzegają przepisów ustawy o języku polskim. Skierowali wnioski do sądu przeciwko dziewięciu z nich. Przedsiębiorcy musieli w sumie zapłacić grzywnę w wysokości 3200 zł.
Jak wyjaśnia Radosław Rzepecki z elbląskiej Delegatury Inspekcji Handlowej, na terenie naszego kraju w obrocie z udziałem konsumentów używa się języka polskiego. - Dotyczy to nazewnictwa towarów i usług, ofert, instrukcji obsługi, warunków gwarancji, informacji o właściwościach towarów i usług i innych informacji dla konsumentów oraz ostrzeżeń, a także faktur, pokwitowań i rachunków - mówi Radosław Rzepecki. - Obcojęzyczne opisy towarów i usług, oferty, ostrzeżenia, informacje dla konsumentów muszą być sporządzone również w polskiej wersji językowej. Powyższe wymogi nie obowiązują, jeżeli informacje, ostrzeżenia, instrukcje obsługi przedstawione są w powszechnie zrozumiałej formie graficznej. Jednak, gdy formie graficznej towarzyszy opis obcojęzyczny, to musi on być również sporządzony w języku polskim. Przepisy ustawy o języku polskim nie dotyczą nazw własnych, nazw handlowych, znaków towarowych, oznaczeń miejsca pochodzenia towarów i usług, a także obcojęzycznych dzienników i czasopism, książek, programów komputerowych z wyjątkiem ich opisów i instrukcji, oraz twórczości naukowej i artystycznej. Inspekcja Handlowa kontroluje przestrzeganie przepisów ustawy o języku polskim w obrocie z udziałem konsumentów. - W 2006 r. sprawdzaliśmy przestrzeganie przepisów ustawy o języku polskim w toku 312 kontroli - mówi Radosław Rzepecki. - Inspektorzy stwierdzili nieprawidłowość w tym zakresie w dziewięciu placówkach detalicznych, co było podstawą do skierowania wniosków do sądu o ukaranie przedsiębiorców. Musieli oni zapłacić grzywnę w wysokości 3200 zł.
A

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem...

I bardzo dobrze ! A dlaczego używa się słowa diler, a nie handlarz, sprzedawca ? A te wszystkie "być trendy, coool, shop, e-maile, "być na topie", tunning itd. A gonić to słowne barachło precz, bo niedługo będziemy mówili tak jak te czarne pastuchy z Harlemu.
Ignacy Zbrzeźny. (2007.02.13)

info

0  
  0
Cóż z tego skoro takie "autorytety" jak telewizja, prasa i radio uprawiają to amerykańskie tumaństwo z uporem maniaka, bełkocząc po amerykańsku i niestety zachowując się także w tym języku, co jest tak bliskie nam słowianom jak hebrajski ziomkostwu niemieckiemu.
AborygenMiejscowy (2007.02.13)

info

0  
  0
gnębią mały detal bo tam mogą się wyszaleć. właściciel jest zastraszony i stoi na baczność podczas kontroli. a ileż to takich artykułów bez opisów w języku polskim jest w marketach, tego juz nikt nie widzi, bo tam ich zjedzą zanim podejdą do kontroli.
(2007.02.14)

info

0  
  0
No to podczas walentynek ta straz jezyka polskiego powinna mieć sporo pracy
(2007.02.15)

info

0  
  0
Dziewice polszczyzny nie rozumieja, ze jezyk to twor zywy: zeby sie rozwijac, musi tworzyc i asymilowac nowe slowa i regoly. Niestety polskie slownictwo jest ubogie. Dla przykladu, eskimosi maja 76 slow na snieg. Gdyby nie ewolucja jezykow, w tym rowniez polskieigo (choc odbywa sie to z oporami), musiliebismy sie porozumiewac cmoknieciami i mlaskaniem.
cheers (albo: czijers) (2007.02.16)

info

0  
  0
aborygen - wobec nagminnych manifestacji twojego zamilowania do rusycyzmow, twoj post jest kolejnym, bezwstydnym swiadectem hipokryzji
(2007.02.16)

info

0  
  0
Niech pan Radosław Rzepecki wyjaśni ile kosztowało nas podatników te 312 kontroli , kary ściąnięte to 3200 PLN -- NIEBYWAŁY SUKCES ! - tak trzymać !
bufor (2007.02.17)

info

0  
  0
Język polski ciągle się zmienia i dostosowuje do potrzeb posługującej się nim społeczności. Czynniki wywołujące zmiany znajdują się nie tylko w samym języku, ale także poza nim, w różnych dziedzinach życia społecznego w sztuce, modzie, życiu politycznym. Przejmowanie obcych wyrazów czy struktur językowych dokonuje się już od najdawniejszych czasów. Wyrazy angielskie na większą skalę zaczęły napływać do naszego języka po zakończeniu I wojny światowej. Zostały wtedy rozszerzone kontakty handlowe, polityczne, rozbudowano marynarkę... Po II wojnie światowej zapożyczenia angielskie zaczęły odgrywać dużą rolę w polszczyźnie. Największy udział mają w terminologii technicznej i naukowej. Więc nie rozumiem w czym problem p. Ignacy i Aborygenie Miejscowy. Pozdrówka ;)
M@ya (2007.02.23)

info

0  
  0
Ależ problem nie w wyrażeniach i określeniach, których w naszym języku brakuje. To zrozumiały proces, który ma miejsce we wszystkich językach świata. Chodzi o bełkocik subkultury medialnej, podobny do łaciny kuchennej, powstający na zasadzie małpowania zachowań rodem z przygłupich filmów i programów lub małpowania zachowań różnego rodzaju indywiduum, które za wszelka cenę chcą zaistnieć w świadomości społecznej. Toż ten język nie może kształtować podstaw języka polskiego, a mam ciągle nieodparte wrażenie patrząc w okienko TV i wsłuchując się ulicę, że kształtuje.
AborygenMiejscowy (2007.02.23)

info

0  
  0