Dlaczego nie wolno

30.06.2006
Dyrekcja EZG powinna pomyśleć nad tym, aby amatorom brydża i canasty „podarować” jakiś spokojny kącik w jednej z kawiarni, informował Elbląski Głos Wybrzeża z 30 czerwca 1956 r.
Niemal we wszystkich większych miastach w Polsce, w wielu kawiarniach zorganizowane zostały tzw. Kąciki brydżowe, ku wielkiemu zadowoleniu amatorów tej gry, a właściwie sportu – jak pisze „Przekrój”. Zwyczaju tego nie wprowadzono dotychczas w „konserwatywnym” Elblągu, a prośby nielicznych klientów kawiarni „Bałtyckiej”, którzy chcą wyłamać się spod zakazu i usiłują rozegrać „roberka”, kończą się ostrą interwencją kierownictwa lokalu, które wzywa nawet... milicję. Zastanawia nas więc jedno: Czy istotnie z Elbląga zrobiono już taki „grajdołek”, że nie wolno nawet pograć w brydża? Czy to czasami nie przesada? A jeśli nie, to dyrekcja EZG powinna przecież pomyśleć nad tym, aby amatorom brydża i canasty „podarować” jakiś spokojny kącik w jednej z kawiarni. Wchodząc w położenie nieszczęśliwych „sportowców”, proponujemy przeznaczyć na ten cel mały pokój w „Słowiańskiej” (w kawiarni) lub na piętrze baru „Elblążanka”. Weźmy przykład z Grand Hotelu w Sopocie, gdzie każdy może grać w brydża ile dusza zapragnie.
oprac. Olaf B.

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter