Ferdynand Gottlob Schichau urodził się 30 stycznia 1814 roku w Elblągu. Na swój sukces zapracował nie tylko ciężką pracą, lecz także dzięki zmysłowi do interesów. Prawie wszystko, czego się dotknął, zamieniało się w przysłowiowe złoto. Gdy miał 23 lata, dzięki pożyczce ojca otworzył warsztat budowy maszyn, w którym zajmowano się budową i naprawą maszyn parowych dla przemysłu, pras hydraulicznych i sprzętu rolniczego. Z czasem wybudował w naszym mieście stocznię, która produkowała okrętowe maszyny parowe, parowozy, statki pasażerskie i handlowe, pogłębiarki i holowniki. Z biegiem lat stocznia Schichaua wyspecjalizowała się w budowie torpedowców i niszczycieli, ale budowała także krążowniki i pancerniki, w tym największy niemiecki pancernik I wojny światowej – „Baden”. Zakłady Schichaua posiadały swoje filie w Gdańsku, Królewcu, Piławie (dzisiejszy Bałtijsk), a nawet w Rydze i pod koniec wojny I wojny światowej zatrudniały łącznie 43 tysiące robotników. Schichau słynął jako dobry pracodawca. Zapewniał dobre warunki robotnikom, dbał o ich zdrowie, dokładając do zakładowej kasy chorych. Rozwijał szkolnictwo zawodowe, wniósł spory wkład finansowy w rozbudowę infrastruktury miejskiej Elbląga, szkół i sierocińców. Założył kasę ubogich. W obliczu tak potężnych zasług, jak by nie było, naszego krajana, dziwi fakt, że Schichau pozostał dziś postacią zapomnianą. Nie mówi się o nim w szkole. Niewiele o nim wie przeciętny elblążanin, nie wspominając już o przedstawicielach młodego pokolenia. A ci, którym wydaje się, że wiedzą o nim trochę więcej, twierdzą, że jest on bohaterem niemieckim, któremu współcześni elblążanie nic nie zawdzięczają. Twierdzą, że działał na chwałę swojego kraju i to on powinien go gloryfikować, że gdyby ten zacny biznesmen dożył czasów II wojny światowej, byłby zapewne odznaczany przez Hitlera, że jego zakłady produkowały maszyny na potrzeby wojny, więc nie może on zostać patronem polskiej ulicy.
Czy fakt, że Schichau był Niemcem i działał na rzecz rozwoju niemieckiego Elbinga, tak bardzo go dyskwalifikuje w pretendowaniu do patronowania polskiej szkole czy ulicy?
– Myślę, że nie ma bardziej zacnego elblążanina niż Schichau, który zasługiwałby na to, by jego nazwiskiem nazwać elbląską ulicę – mówi elbląski naukowiec, dr Michał Glock. – Ci, którzy podważają tę kwestię, nie wykazują najmniejszej znajomości historii. Schichau, tworząc przemysł w Elblągu, tak naprawdę stworzył współczesny Elbląg. To zakłady Schichaua zdeterminowały układ architektoniczny dzisiejszego Elbląga – dodaje. – Za komuny nadawanie ulicom nazw niemieckich nie wchodziło w grę. A teraz? Uważam, że ta nowo wybudowana ulica przy byłej stoczni Schichaua powinna jak najbardziej nosić imię Ferdynanda.
Okazuje się jednak, że nawet dziś upamiętnienie postaci Schichaua w naszym mieście wcale nie jest takie łatwe. Przed kilku laty starania o nadanie szkole imienia Ferdynanda Schichaua czyniło Gimnazjum nr 9, które przed wojną nosiło imię tego wielkiego przedsiębiorcy. Szkoła poczyniła ogromne starania, by przywrócić do życia jej dawnego patrona, nie spotkało się to jednak z pozytywnym odzewem Urzędu Miasta, który w odpowiedzi rzekł, że są inni elblążanie, którzy bardziej zasługują na upamiętnienie w Elblągu.
Parowóz z zakładów Schichaua. (fot. WS)
– Schichau do wszystkiego doszedł samodzielnie, był samoukiem – mówi dr Michał Glock. – Rzadko zdarza się, żeby tak wielkie firmy, jak zakłady Schichaua, powstały praktycznie bez żadnego większego wkładu pieniędzy. Jest to ewenement w skali Europy. Schichau wydał gigantyczne pieniądze na rozbudowę Elbląga, na rozbudowę dzielnic robotniczych. Podejrzewam, że w historii nie było w Elblągu większego inwestora – dodaje. – Zapewnił pracownikom mieszkania, bo wychodził z założenia, że jeżeli pracownicy będą mieć zapewniony byt, to będą lepiej pracować, będą wydajniejsi. Dziś Elbląg nie ma takiego potężnego pracodawcy i chyba już nigdy mieć nie będzie. Schichau rozwijał też produkcję na Wschód, drugim odbiorcą jego produktów byli właśnie Rosjanie.
Mało kto wie, że pod Monachium mieszka ponad 90-letnia prapraprawnuczka Ferdynanda Elisabeth, która, mając na względzie miejsce urodzenia i działalności swojego przodka, obiecała, że po jej śmierci część dokumentów po wielkim dziadku trafi do szkoły, której przed wielu laty Schichau był patronem.
Miejmy nadzieję, że kwestia upamiętnienia postaci wielkiego elblążanina w obliczu okrągłej rocznicy jego urodzin stanie się przyczynkiem do dyskusji i rozważań władz naszego miasta i że wkrótce doczekamy się ulicy Ferdynanda Schichaua, szkoły jego imienia, a może nawet postawimy mu pomnik, jak to uczynili cztery lata po jego śmierci wdzięczni pracownicy schichauowskich zakładów.