I ja byłem uczniem Technikum Mechanicznego (Odc. 1: Bruce Lee i narodziny polskiego rocka)

25
3 godziny
temu
I ja byłem uczniem Technikum Mechanicznego (Odc. 1: Bruce Lee i narodziny polskiego rocka)
Typowa klasa elbląskiego TM-u z początku lat 80. XX w. Więcej w tekście
Był wrzesień 1982 – początek nowego roku szkolnego. W kraju trwał najdziwniejszy okres w powojennej historii Polski - stan wojenny. Na ulicach było szaro, w sklepach jeszcze bardziej szaro, a w telewizji – jeśli ktoś miał szczęście – dwa programy i Dziennik Telewizyjny o 19:30, z którego płynęły nieustające zapewnienia, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Na dobre skończyło się dzieciństwo i tak jak wielu innych rówieśników musiałem włożyć na siebie mundur szkolny Technikum Mechanicznego (TM). Mój mundur był po starszym bracie. Tak się zaczynała dla mnie 5-letnia edukacja w budynku przy ul. Komeńskiego. Opowiem ją w kilku „free style’owych” odsłonach. Ale zanim zacznę - inwokacja: „Mamo! – dziękuję, że mnie posłałaś do tej szkoły!" - pisze Daniel Lewandowski, absolwent TM.

Wprowadzony 13 grudnia 1981 roku stan wojenny paradoksalnie zapoczątkował prawdziwą eksplozję, a następnie „złotą dekadę” polskiego rocka. Muzyka ta stała się dla młodego pokolenia jedyną przestrzenią wolności, buntu oraz ucieczki od szarej i szorstkiej rzeczywistości tamtych czasów. Ówczesne władze uznały muzykę rockową za „wentyl bezpieczeństwa”, woląc, by zbuntowana młodzież krzyczała pod sceną, zamiast manifestować na ulicach przeciwko ZOMO. Państwowe radio (na czele z radiową Trójką) i telewizja zaczęły masowo promować młode zespoły. A my szybko oraz bezgranicznie pokochaliśmy polski rock i zaczęliśmy się z nim utożsamiać.

 

Szkoła kontra rock i moda

Do Technikum Mechanicznego im. gen. Karola Świerczewskiego w Elblągu każdego ranka wkraczała armia młodych ludzi, którzy byli przekonani, że przyszłość należy do rocka. Oficjalnie byliśmy uczniami różnych specjalności technicznych. Nieoficjalnie – członkami różnych muzycznych plemion walczących o dominację na szkolnych korytarzach.

Tymczasem TM miał swoje ugruntowane zasady. Przy wejściu dyżurujący nauczyciele dokonywali kontroli niczym straż graniczna na przejściu między Wschodem a Zachodem.

- Mundurek? - jest

- Tarcza szkolna i oznaczenia klasowe? -

Błyszczące guziki?

- Kapcie? - są

- Ogolony?no, powiedzmy

- A co to za fryzura?!

 

Fryzury przez niektórych nauczycieli uważane były za największe zagrożenie dla socjalistycznego ładu edukacyjnego. Byli i tacy pedagodzy, którzy marzyli o uczniu przypominającym młodego przodownika pracy. Ale wiem, że dyrekcja marzyła o uczniu przypominającym przyszłego inżyniera.

 

Tymczasem z każdej klasy wyłaniali się kandydaci na członków „Republiki”, „Lady Pank”, „Depeche Mode”, „Duran Duran” albo przynajmniej lokalnego zespołu garażowego. Codziennie rano odbywał się więc spektakl pod tytułem: „Jak wyglądać jak Grzegorz Ciechowski i jednocześnie nie zostać odesłanym do domu?”

Najbardziej kreatywni uczniowie opracowali system wielowarstwowy. W domu włosy stawiano na cukier z wodą, lakier lub bliżej nieokreślone substancje chemiczne. Przed szkołą fryzurę ugniatano, zimą chowało pod czapką. Po przejściu kontroli w najbliższej łazience następowała rekonstrukcja artystyczna przy pomocy grzebienia pożyczonego od kolegi. W ciągu kilku minut zwykły uczeń technikum potrafił przeobrazić się z wzorowego młodzieńca socjalistycznego w przedstawiciela trendu „New Romantic”.

Największym problemem było jednak ubranie. Dzisiejsza młodzież nie zrozumie dramatu młodego człowieka, który chciał wyglądać jak gwiazda MTV, mając do dyspozycji koszulę flanelową, spodnie dżinsowe marki „Odra”, sweter produkcji krajowej. Jednak dzięki wyobraźni dokonywały się cuda. Jedni zwężali nogawki, inni farbowali koszule. Jeszcze inni naszywali na kurtki własnoręcznie wykonane logo zespołów. W rezultacie połowa szkoły wyglądała jak uczestnicy rockowego festiwalu, który odbył się przypadkiem w pobliskim magazynie GS-u.

 

 

Tramwaj numer 2 – elbląska linia marzeń

Zanim jednak człowiek dotarł do szkoły, musiał przeżyć pierwszą próbę charakteru. Każdy dzień zaczynał się od walki o miejsce w tramwaju linii 2 jadącym w kierunki pętli na ul. Saperów. Słowo „przepełniony” nie oddaje nawet części prawdy. Dzisiejsze normy bezpieczeństwa uznałyby go za eksperyment socjologiczny. W godzinach porannych do wagonu wpychała się taka ilość pasażerów, że prawa fizyki chwilowo przestawały obowiązywać. Podróżowali nim uczniowie Technikum Mechanicznego, ale również uczennice Liceum Ekonomicznego. I właśnie wtedy zaczynał się prawdziwy pokaz mody lat osiemdziesiątych.

Dziewczęta z Ekonomika równie gorliwie kopiowały wzorce popkultury – tak jak i my. W jednym wagonie można było naliczyć około dwudziestu Limahli, piętnaście Urszul, kilku Boy George’ów, paru Grzegorzów Ciechowskich i przynajmniej jednego Michaela Jacksona. Wszyscy oczywiście w wersji elbląskiej.

Każda fryzura była wyzwaniem rzuconym szkolnym regulaminom i możliwościom lokalnych zakładów fryzjerskich. Niektóre dziewczyny miały natapirowane fryzury osiągające wysokość pozwalającą odbierać sygnały radiowe z Kaliningradu. Chłopcy rezonowali równie ambitnie. Największym powodzeniem cieszyły się tlenione kosmyki. Dziewczyny za nimi wręcz przepadały. Niektórzy młodzieńcy poszukiwali silnych wrażeń, więc rozjaśniali całe grzywki, a najbardziej odważni - lub jak kto woli - najbardziej zdeterminowani – całe czupryny. W rezultacie wyglądali tak, jakby podczas remontu mieszkania przypadkiem wpadli głową do wiadra z wybielaczem. Nauczyciele patrzyli na to z wyraźnym cierpieniem. My patrzyliśmy z dumą, ponieważ my marzyliśmy o tym, żeby wyglądać jak gwiazdy estrady.

 

Muzyczne plemiona

Najważniejsza była jednak muzyka. Nie było Internetu. Nie było Spotify. Nie było YouTube. Była za to świętość - cotygodniowa Lista Przebojów Programu Trzeciego. Przy magnetofonach kasetowych Grundig odbywały się operacje o kryptonimie „Nagranie”. Wymagały refleksu pilota myśliwca. Palec spoczywał na przycisku magnetofonu połączonego z radiem specjalnym kablem do nagrywania. Samodzielnie skomponowane kasety ozdabialiśmy okładkami. Były bardziej fantazyjne niż oryginały. Krążyły potem po klasie. Wymienialiśmy się nimi. Odtwarzaliśmy setki razy. Każdy wiedział, jak brzmi zgrana taśma magnetofonowa…

Wyznawcy „Republiki” patrzyli z lekką wyższością na fanów „Lady Pank”. Fanatycy „Perfectu” przekonywali o głębi ich tekstów. Rycerze „TSA” byli przekonani, że metal jest przyszłością ludzkości. Miłośnicy „Maanamu” twierdzili, że Kora jest z innej planety. A zwolennicy „Kombi” wierzyli, że syntezatory już za chwilę przejmą władzę nad światem. I mieli trochę racji… Byli też wierni „Oddziału Zamkniętego” i fanatycy „Lombardu”.

 

Z zagranicy też docierały objawienia. Michael Jackson wykonywał ruchy niemożliwe do odtworzenia przez zwykłego człowieka. Madonna udowadniała, że można wyglądać zupełnie inaczej niż wszyscy. „Pet Shop Boys” sprawiali, że nawet najbardziej zatwardziały rockman zaczynał nieśmiało interesować się muzyką elektroniczną. Potem pojawili się również miłośnicy „Modern Talking”, Italo Disco i zachodniego popu. W szkolnych dyskusjach padały argumenty tak zaciekłe, jakby od wyniku sporu zależały losy świata.

 

Modern Talking i folklor łowicki

Około 1985 roku sytuacja dodatkowo się skomplikowała. Do Polski bowiem dotarł fenomen „Modern Talking”. Nagle wszyscy chcieli wyglądać jak Thomas Anders albo Dieter Bohlen. Pojawiły się słynne bufiaste spodnie w pionowe pasy. Nie wiadomo było, czy inspirowane były modą zachodnią, łowickim folklorem czy zasłonami zdjętymi z okna babci. Jedno było pewne. Były absolutnie niezgodne z regulaminem. I właśnie dlatego cieszyły się ogromnym powodzeniem. Przemycano je do szkoły z pomysłowością godną zawodowych szpiegów. Na szkolnych korytarzach pojawiali się chłopcy wyglądający jak skrzyżowanie gwiazdy Italo Disco z konferansjerem objazdowego cyrku. Do tego dochodziły: szerokie szelki, wywinięte na zewnątrz mankiety marynarek, postawione kołnierze, cienkie krawaty-śledziki noszone za Grzegorzem Ciechowskim oraz absolutny szczyt odwagi modowej – nogawki wsadzone w skarpetki. Jeżeli już skarpetki, to oczywiście białe. Michael Jackson nie pozostawiał w tej kwestii miejsca na kompromisy.

Patrząc dziś na stare zdjęcia, trudno oprzeć się wrażeniu, że wyglądaliśmy jak uczestnicy konkursu „Przebierz się za swoją ulubioną kasetę magnetofonową”.

 

Dyskoteki – centrum wszechświata

Oddzielny rozdział stanowiły dyskoteki międzyszkolne. Tam dopiero można było zobaczyć pełnię kreatywności młodzieży lat osiemdziesiątych. Jeśli szkoła była polem walki między regulaminem a modą, to dyskoteka była całkowitym zwycięstwem mody. Fantazja nie znała granic. Do wspomnianych już wcześniej elementów „image” doliczyć należy biżuterię własnej produkcji, koszule z szerokimi rękawami i stójką, fantazyjne paski nabijane ćwiekami, wyzywający makijaż oraz koniecznie rękawiczki bez palców. Wszystko razem tworzyło estetykę, którą dziś trudno sklasyfikować, ale wtedy wydawała się szczytem światowych trendów.

Na parkiecie rozbrzmiewały takie hity jak „Tora Tora”, „Vamos a la Playa”, „Boys boys”, „” Dolce Vita”, „I like Chopin”, „Tarzan boy”, „„Don't Cry Tonight” i wiele wiele innych.

 

Nikt nie potrzebował efektów świetlnych za miliony. Wystarczała kula dyskotekowa, kilka reflektorów i odpowiednio głośne głośniki. Chłodziliśmy się oranżadą i wodą gazowaną. Nikt nie liczył kalorii. Nikt nie robił zdjęć telefonem. Nikt nie wrzucał relacji do Internetu. Wspomnienia zapisywały się wyłącznie w pamięci organicznej. I może właśnie dlatego zostały tam tak długo.

 

Wejście smoka i mistrzowie kung-fu

Być może od tego powinienem był zacząć moją opowieść, bo tak nakazywałaby chronologia. Skoro się nie udało – umieszczam tę historię w przedostatnim akapicie.

To było w czerwcu 1982, czyli na koniec naszej podstawówki. Na ekrany polskich kin dotarł (9 lat po premierze!) film „Wejście smoka.” Dla młodzieży, w tym dla nas – pierwszoklasistów Technikum Mechanicznego – to było niemal „sacrum” Nic więc dziwnego, że w pierwszej pracy klasowej z języka polskiego na temat „Kogo podziwiasz i kim chciałbyś być?” wszyscy wskazali na Bruce’a Lee. Wszyscy oprócz mnie, bo ja tego filmu jeszcze nie znałem i napisałem na temat „Pana Samochodzika”.

„Wejście smoka” sprawiło, że liczba ekspertów od sztuk walki wzrosła w Elblągu wielokrotnie. Przez kilka miesięcy każdy znał, a nawet demonstrował tajemne techniki kung fu. Pół klasy zapisało się na treningi taekwondo. Na korytarzach wykonywano widowiskowe kopnięcia. W praktyce najczęściej kończyło się to utratą równowagi i kontaktem z podłogą. Ale nie miało to znaczenia. Liczył się duch Bruce’a Lee i styl. A lata osiemdziesiąte były właśnie o stylu.

 

Podróż sentymentalna

Tak wyglądały nasze szkolne lata. Z jednej strony dyscyplina i regulamin, umundurowanie, tarcze szkolne, kontrole fryzur i obowiązkowe golenie. Z drugiej strony eksplozja muzyki, marzeń i pomysłowości.

Żyliśmy w czasach, gdy zdobycie czystej kasety magnetofonowej było wydarzeniem porównywalnym z dzisiejszą premierą nowego smartfona. Zachodni katalog mody przypominał album z innej galaktyki, a para zachodnich dżinsów była skarbem narodowym. To był czas, gdy fryzura mogła zawarzyć na ocenie rocznej ze sprawowania oraz gdy człowiek był przekonany, że najważniejszym problemem świata jest pytanie: Czy w tym tygodniu na Liście Trójki wygra „Republika”, „Perfect” czy „Lady Pank”?

Patrząc z perspektywy czasu, trudno powiedzieć, czy Technikum Mechaniczne w Elblągu wychowało więcej mechaników czy specjalistów od kopiowania kaset magnetofonowych i konspiracyjnego modelowania fryzur.

 

Jedno jest pewne. Choć wokół panowała szarość, niedobory i szkolna dyscyplina, w naszych głowach nieustannie grał rock. Wydawało się nam, że świat stoi przed nami otworem. Potrafiliśmy z flanelowej koszuli stworzyć kreację estradową, a ze starych przeszywanych sztruksów zrobić strój gwiazdy rocka. Z kilku nagranych piosenek ułożyć ścieżkę dźwiękową całej młodości.

I chyba każdy z nas, gdyby dostał dziś taką możliwość chętnie, choć na chwilę, wróciłby do tamtych dni. Wsiadłby jeszcze raz do zatłoczonej „dwójki”. Spojrzał na tłum Limahli, Urszul, Ciechowskich i Michaeli Jacksonów. Poszedł na kolejną dyskotekę. Usłyszał pierwsze takty „Vamos a la Playa”. I może gdzieś przy ścianie sali zobaczyłby tę dziewczynę, która wtedy tak bardzo się podobała. Albo swoją pierwszą miłość.

A potem uśmiechnąłby się do tamtego chłopaka w bufiastych, pasiastych spodniach, białych skarpetkach i z tlenioną grzywką, bo wiedziałby coś, czego on jeszcze nie wiedział: że za kilkadziesiąt lat właśnie te zwyczajne, szkolne dni okażą się jednymi z najpiękniejszych wspomnień życia.

 

Daniel Lewandowski, cdn.

Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym 80-lecia Zespołu Szkół Mechanicznych w Elblągu. Uroczyste obchody odbędą się 2 października, Więcej tutaj. Z tej okazji prezentujemy artykuły dotyczące "Mechanika", jednocześnie zachęcając Czytelników do dzielenia się swoimi historiami związanymi ze szkołą.

.

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem... (od najstarszych)

Pokazuj od
najnowszych
Największe
emocje
Tak było i tyle za 50 lat będą pokazywać że dziś każda nosi pępek na wierzchu, tylko po co to dalej nie wiem :⁠-⁠)
(2026.07.03)

info

6  
  2
Fajne te beztroskie życie "Chłopca bananowca". mnie to mama w 1981 słała do kolejki po 0,5 L oleju staliśmy po 3 godziny. Inni dostawali w Kantynie- ci uprzywilejowani i ich dzieci nie musiały się martwić prozą życia do włożyć do gara. Dziś opowiadają "EE za PRL nie było tak źle a nawet fajnie" - TA ZALEŻY KOMU. By komuś dać w czasach braków innemu trzeba zabrać. To że w 1985 wino kosztował 150 a Vistula 550 zł bo z czasem już nawet tzw czystej zabrakło ( to patrząc okiem beztroskiego imprezowicza) ale też była walka o przetrwanie.
(2026.07.03)
Te czasy nie były łatwe ale na swój sposób piękne : )
:* (2026.07.03)

info

11  
  1
No i pałowanie za złamanie czerwonej flagi miałem w tym czasie :⁠-⁠) dzisiaj mamy zniewieściałe pokolenie takie duże dzieci co płaczą i wszystko trzeba im dać za darmo jak 800+.
(2026.07.03)
Świetny tekst. Ubawiłem się, to też to przeżyłem. Fajne wspomnienie
(2026.07.03)

info

9  
  2
Przecież to są zdjęcia wygenerowane przez czata dżi-pi-ti.. zarówno to zbiorcze zdjęcie gdzie wszyscy wyglądają tak samo jaki to to gościa stojącego na korytarzy w ADIDASACH... litości..
(2026.07.03)
Autor mówi o tym w tekście, że użył sztucznej inteligencji do zilustrowania swojej opowieści
(2026.07.03)
Też byłem uczniem tej szkoły. Dziękuję Daniel!
(2026.07.03)

info

3  
  0
Kazdy chciał byc Brucem Lee. Pamiętam jak po wyjściu z kina kazdy z chłopaków był o głowę wyższy niż w rzeczywistości jet oraz szerszy w klatce piersiowej - tak się napinał. No i potem te kocie ruchy Brucea. Nie wiedziałem że ten film dotarł do Polski tak późno
(2026.07.03)

info

2  
  0
Ja w weekendy robiłem sobie irokeza. Ale tylko w weekendy. Też podwijałam mankiety i nosiłem pasiaste spodnie. Materiał kupiłem na OHP w Pradze. Świetne wspomnienie
(2026.07.03)

info

2  
  0