Jedna szkolna rodzina i cieknący dach (Ze szkolnej kroniki SP w Łęczu, odc. 2)

1
2 godziny
temu
Jedna szkolna rodzina i cieknący dach (Ze szkolnej kroniki SP w Łęczu, odc. 2)
8 października Szkoła Podstawowa w Łęczu będzie obchodzić 80. urodziny. Z okazji jubileuszu będziemy publikować artykuły z historii szkoły i Łęcza oparte na szkolnej kronice. Dziś odcinek o pierwszych szkolnych latach. Zobacz też zdjęcia ze szkolnej kroniki z wycieczki do Warszawy w roku szkolnym 1959/60.

Szkoła, do której chciało się wracać

Nie wiemy, kto pod koniec lat pięćdziesiątych prowadził szkolną kronikę w Łęczu. Wiemy natomiast, jak patrzył na świat. Nie zaczynał od liczb. Nie wyliczał godzin lekcyjnych ani szkolnych obowiązków. Każdy kolejny rok rozpoczynał od dzieci.

Od samego rana słońce zaczyna przygrzewać. Wkoło tak pięknie. Z dala jedynie dochodzą głosy rozbawionej dziatwy szkolnej, która z taką niecierpliwością wyczekiwała rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Na boisku tyle hałasu i wrzawy, radosnego śmiechu…

Czytając kolejne karty kroniki z lat 1958-1961, coraz wyraźniej można odnieść wrażenie, że ma ona dwóch narratorów. Pierwszym jest kronikarz – uważny obserwator szkolnej codzienności. Drugim jest epoka, która przynosi obowiązkowe akademie, pochody, oficjalne uroczystości i język swoich czasów. Oba głosy przeplatają się niemal na każdej stronie. Ale kiedy kronikarz zaczyna pisać o dzieciach, szkoła przestaje być instytucją. Staje się domem.

Najpiękniej widać to we wrześniu. Czytając te słowa, trudno uwierzyć, że zapisano je ponad sześćdziesiąt lat temu. Wrześniowe emocje niewiele się przecież zmieniły.

Szczególnie wzruszający jest opis pierwszoklasistów:

26 par oczu patrzy ciekawie. Starają się uśmiechać, lecz jakaś niepewność kryje się w ich oczętach. Teraz są ze swymi rodzicami, lecz za chwilę zostaną same. Kończy się jednak ten nastrój uroczysty, a ze 133 młodych piersi wzbijają się pieśni radosne, która całą tę gromadkę łączy w jedną szkolną rodzinę.

Trudno o bardziej czuły opis pierwszego dnia szkoły. Nadal są dzieci odważne i takie, które kurczowo trzymają rodzica za rękę. Nadal jest ciekawość i niepewność. I nadal ktoś musi sprawić, żeby po kilku minutach poczuły, że są u siebie.

Na kolejnych kartach kroniki coraz częściej pojawiają się nazwiska młodych nauczycielek – Danuty Machcińskiej, Michaliny Bąk, później Krystyny Piaseckiej. Przyjechały do Łęcza na początku swojej zawodowej drogi. Dla kronikarza były częścią szkolnej wspólnoty.

…tu stawiały swe pierwsze kroki i tu, przezwyciężając wszelkie trudy, stworzyły sobie ognisko domowe i dziś znów z zapałem przystępują do pracy.

Jedna szkolna rodzina i cieknący dach (Ze szkolnej kroniki SP w Łęczu, odc. 2)
Zdjęcie grupki harcerzy pełniących funkcje porządkowe podczas wyborów do rad narodowych i posłów na sejm. Rok szkolny 1960-61
To zdanie ma dziś szczególną wartość. Czas pokazał, że dla niektórych z nich Łęcze rzeczywiście stało się domem.

Najdłuższy zapis z tamtych lat nie dotyczy jednak wizytacji ani wyników nauczania. Kronikarz poświęcił go szkolnemu przedstawieniu „Świniopas” Hansa Christiana Andersena.

«Świniopas» Andersena to rzecz naprawdę piękna, ale i szalenie trudna. Niejednokrotnie już przygotowywaliśmy różne inscenizacje, ale tyle wkładu pracy nie kosztowało nas jeszcze żadne przedstawienie. Trudno było to wszystko przygotować, ale w końcu cel osiągnięto. Po przedstawieniu wszyscy byli zachwyceni grą małych aktorów…

Przedstawienie grano nie tylko w Łęczu. Dzieci występowały także w okolicznych miejscowościach. A kronikarz zakończył ten opis zdaniem, które chyba najlepiej oddaje atmosferę tamtej szkoły:

Szkoda, że tyle czasu trzeba poświęcić na wystawienie jednej sztuki, bo nie ma możliwości częściej uprzyjemnić ludziom życie.

[Nie napisał: realizowaliśmy plan pracy . Napisał: „uprzyjemnić ludziom życie”.

A życie codzienne nie zawsze było łatwe. Na jednej z kart kroniki pojawia się krótka notatka:

Wygląda to okropnie. Cieknie prawie połowa dachu. Jak my dalej będziemy uczyć, to naprawdę ciekawe.

Kilka słów. Bez narzekania. Bez patosu. Budynek szkoły coraz wyraźniej przestawał odpowiadać potrzebom.

Dzisiaj wiemy, że był to ostatni etap historii starego budynku. Kronikarz jeszcze o tym nie wiedział. Zapisywał po prostu codzienność – taką, jaka była. I może właśnie dlatego jego opowieść wciąż porusza. Nie pisał o wielkiej historii. Pisał o dzieciach, nauczycielach i szkole, do której chciało się wracać.

Była też codzienna, cicha praca, której nie oglądała publiczność. Nie zawsze przynosiła efekty, jakich oczekiwano. Ale i na to kronikarz znalazł jedno krótkie zdanie:

Postanowiliśmy szczególnie zwrócić uwagę na tych uczniów i pomagać im przy odrabianiu lekcji.

Bez wielkich deklaracji. Bez pedagogicznych haseł. Po prostu szkoła....

 

W następnym odcinku

Na kolejnych stronach kroniki coraz częściej pojawia się jedno słowo: nowa szkoła. Marzenie mieszkańców Łęcza zaczyna nabierać realnych kształtów.

opr. Katarzyna Monist-Łaba na podstawie kroniki Szkoły Podstawowej w Łęczu

Fotoreportaż

Kliknij, żeby zobaczyć więcej zdjęć

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem...

Przepiękne! Jakby czytało się kronikę szkoły Ani z Zielonego wzgórza. Koniecznie zidentyfikujcie Autora.
ydu (2026.07.24)

info

5  
  0



Reklama X