Parafia zwróciła bankowi tylko 150 tysięcy. Reszty nie oddała, a diecezja elbląska wystąpiła do sądu o uznanie umowy kredytowej jako nieważnej. Argumentowała, że ksiądz Jan H. nie miał stosownych upoważnień, by zaciągać kredyty.
Jak zeznał ksiądz Jan H., były dyrektor gospodarczy kurii występujący w charakterze strony, w 1993 roku parafia prowadziła budowy i remonty 16 inwestycji oraz szeroką działalność gospodarczą m.in. sklepy, księgarnię i bar. Zatrudnionych tam było około 40 osób.
- Pieniądze z różnych źródeł trafiały na wspólne konto - tłumaczył ksiądz Jan H.
Pieniądze - jak się wyraził - tonęły w instytucjach parafialnych i w działalności gospodarczej.
- Nie było łatwo prowadzić tylu inwestycji na raz i działalności w tylu miejscach, nierzadko sklepy miały długi - wyjaśniał ksiądz. - Trzeba było szukać pieniędzy. Ci, którzy pożyczali, robili to z dobroci. Apele o pożyczki głoszone były także w kościołach i na to była powszechna zgoda.
Sąd usiłować dzisiaj dociec, dlaczego parafia św. Jerzego zaciągnęła kredyt w banku, mimo że dysponowała pokaźnymi pieniędzmi pochodzącymi z kilku bardzo wysokich pożyczek, zaciągniętych wówczas od osób prywatnych. Były to pieniądze rzędu 9.380 mld starych zł czy 20 tys. dolarów.
- Oddawałem pożyczki zaciągając inne. Tu wziąłem, tam oddałem, gotówka stale przepływała - mówił ksiądz Jan H.
Proces będzie kontynuowany.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter