Kiedy kilka lat temu rozpoczęły się pierwsze podpalenia, ludzie zaczęli te zdarzenia kojarzyć z grupami miejscowych, a potem przyjezdnych z Elbląga oraz Trójmiasta przestępców, którzy mieli i wymuszać opłaty w zamian za "spokój" podczas prowadzenia wakacyjnego biznesu - sklepu, dyskoteki, smażalni. Czy faktycznie dochodziło do prób wymuszenia haraczy? Według policji nie.
- Owszem mówiono wtedy, że pożary były wzniecane w celu wymuszenia haraczy, ale nie była to prawda - powiedział komendant Komendy Powiatowej Policji w Nowym Dworze Gdańskim Zbigniew Ressel. - Ustalono i zatrzymano piromana, który ze względu na swoją chorobę (a nie zapędy haraczownicze) dokonywał podpaleń. Sprawa trafiła do sądu, udowodniono mu 11 tego typu przestępstw. Z tego co wiem, do dzisiaj przebywa w areszcie. Od dwóch lat nie słyszałem o ani jednej próbie wymuszenia, nie mamy żadnych tego typu sygnałów.
- Przypominam, że w tym przypadku policja może działać dopiero po otrzymaniu oficjalnego zgłoszenia. Myślę, że rozmowy naszych dzielnicowych z właścicielami punktów handlowych powodują, że wiedzą oni jak się w takich przypadkach zachować - dodał Ressel.
Zdaniem policji historia haraczy okazała się więc wymyśloną plotką, mającą "usprawiedliwić" kilkanaście podpaleń.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter