W grudniu ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Elblągu wydał wyrok w sprawie pożyczki udzielonej przez Elbląskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej księdzu Janowi H. W sprawie, w której pozwanymi byli ksiądz Jan H., parafia św. Jerzego (jako poręczyciel) i diecezja elbląska, sąd uznał, że to Barbara Sz. przekroczyła swoje kompetencje pożyczając z firmowych pieniędzy 189 tysięcy zł księdzu Janowi H. i że to ona powinna je oddać przedsiębiorstwu wraz z odsetkami. W praktyce oznaczało to, że EPEC nie odzyska swoich pieniędzy, ponieważ trudno wyobrazić sobie, aby kobieta pozostająca obecnie bez pracy była w stanie zgromadzić kilka miliardów starych złotych.
Tymczasem adwokat skazanej odwołał się od wyroku.
- Moja klientka jest niewinna, bo nie może odpowiadać za decyzje banku czy przedsiębiorstwa, które obracały czekiem i wekslem nieważnymi z prawnego punktu widzenia. Elbląskie hospicjum, na które były wystawione, nie posiadało osobowości prawnej - stwierdził mecenas Roman Nowosielski.
Jak dodał mecenas, weksel i czek zostały podpisane przez dwie osoby, z których jedna nie miała do tego uprawnień.
Błąd popełniły więc - jak mówi Nowosielski - zarówno bank, wykupując czek i weksel od księdza Jana H., jak i zakład, który później zwrócił pieniądze bankowi, chociaż nie miał obowiązku tego robić.
Wyrok w sprawie sąd wyda już 10 października.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter