Dziś (18 października) w Bibliotece Elbląskiej odbyła się uroczysta sesja Rady Miejskiej, ostatnia w tej kadencji. W sumie, jak wyliczył przewodniczący Marek Pruszak, przez cztery lata radni spotkali się na 35 sesjach zwyczajnych, 6 nadzwyczajnych oraz na 4 uroczystych. Złożyli 889 interpelacji, zapytań i wniosków do prezydenta. - To dosyć dużo - przyznał przewodniczący Pruszak.
Czy radni są zadowoleni ze swojej pracy? Czy mogą, choćby przed sobą, powiedzieć, że "zadanie zostało wykonane"?
- Te cztery lata były smutne - stwierdził Andrzej Tomczyński, radny Sojuszu Lewicy Demokratycznej. - Większość rady wiadomo, kto miał. A tam, gdzie prezydent nie jest z partii, która wygrywa wybory, robi się mu schody. Przez cztery lata, żeby nie dać człowiekowi absolutorium, które dotyczy tylko i wyłącznie budżetu miasta? Dla mnie to jest skandal! Były też i inne zachowania niewłaściwe. Powinno się zlikwidować interpelacje - kontynuował radny Tomczyński. - To się załatwia między sesjami, bo każdy radny ma miesiąc na to, by iść do prezydenta czy rozmawiać z dyrektorami departamentów. Poza tym, nie donosi się do CBA. Nie mówi się, że wiadukt na Zatorze grozi zawaleniem, co już jest absurdem. Ci, co nic nie zrobili, a zadłużyli miasto, robią teraz zadymę, by postawić kandydata Wróblewskiego w złym świetle, żeby go obrzydzić. Jaki on jest każdy wie - dla niektórych jest fajny, dla niektórych nie. Mnie też nie wszyscy lubią, ale tu nie o to powinno chodzić.
Co, mimo braku porozumienia, udało się zrobić w tej kadencji?
- Wiele rzeczy, dzięki prezydentowi, zostało zrobione: rondo Grottgera, Rawska, Łęczycka, 500-metrowy odcinek jezdni na ul. Wyżynna przy SP 25, place zabaw, w Stagniewie jest zrobiona ulica - wylicza radny SLD. - Ja jestem szczęśliwy, że mogłem spełniać obowiązki i służyć mieszkańcom. Dla mnie upolitycznianie urzędów miasta, sesji Rady Miasta jest złem, które powinno się wyplenić.
O braku porozumienia w minionej kadencji mówił także Paweł Fedorczyk, radny klubu Prawa i Sprawiedliwości: - To była trudna kadencja i być może taki też scenariusz rysuje się na kolejną. Oby nie, bo nie pociągnie się daleko, gdy większość rady swoje, a prezydent swoje. Bez współpracy nie idziemy ani o krok do przodu, a przecież mamy służyć elblążanom. To jest bardzo szczytna idea, ale jak mamy to robić, skoro radni zgłaszają wnioski, a później się okazuje, że są ignorowani.
Co jednak udało się dla miasta i mieszkańców zrobić?
Marek Pruszak i Witold Wróblewski (fot. Anna Dembińska)
- W czterolatce coś tam zawsze się zrobi, są inwestycje, ale tu diabeł tkwi w szczegółach - wskazywał radny PiS. - Niestety, ta kadencja, jak żadna inna, była w cieniu sporów i konfliktu. Nie wiem, czy elblążanie zdążyli to dobrze zauważyć, ale od wewnątrz wyglądało to nieciekawie.
Jaka rada dla przyszłej rady?
- W samej radzie nie musi się nic zmieniać, jest tradycja, są zwyczaje, jest wreszcie prawo, które wskazuje, jak mamy pracować - wylicza Paweł Fedorczyk. - Nie liczę na wiele, a na pewno nie na to, że ludzie się nagle zmienią i będą się przyjaźnić. Życzyłbym więcej otwartości. Jaki by nie był prezydent, czy z PiSu czy nie z PiSu, trzeba dojść do jedynego słusznego wniosku - my elblążanom łaski nie robimy, że mamy się dogadać - zakończył stanowczo radny PiS.
W nieco łagodniejszym tonie o mijające kadencji Rady Miejskiej mówił radny Platformy Obywatelskiej Antoni Czyżyk:
- To były dobre cztery lata, bo mimo różnych zawirowań udało się w Elblągu zrealizować parę zadań inwestycyjnych ważnych dla miasta - mówił. - Ale myślę, że te cztery lata pokazały, że winniśmy trochę otworzyć Elbląg na sprawy społeczne i na działania, które powinny wypełniać te powstałe już inwestycje ludźmi. Co się nie udało? Trochę projektów, często uzależnione od rzeczy ustawowych, państwowych upadło, a także część tych, w które wchodziła polityka. Praca radnego powinna być ponad podziałami politycznymi i to jest temat dla przyszłej rady - zauważył radny PO.
O odcięciu lokalnego samorządu od różnic politycznych mówił także Marek Burkhardt, który do Rady Miejskiej wszedł z komitetu Witolda Wróblewskiego: - Było ciężko - przyznał. - Pomysłów mieliśmy dużo, ale gorzej z ich realizacją, bo trzeba było 25 głosów poparcia, z czym, zwłaszcza w ostatnim okresie, nie było. Nawet drobne historie nie mogły ujrzeć światła dziennego. Wewnątrz sytuacja jest niezdrowa, bo można było więcej, a jednak nie można było. Nowi radni powinni się dogadać, bo sprawy miasta są najważniejsze, a nie jakieś politykierstwo.
Prezydent Witold Wróblewski podziękował radnym za współpracę: - Za to, co w czterech latach mogliśmy wspólnie zrealizować i podjąć wiele tematów, które nie zawsze były łatwe, jak połączenie szpitali w jedną jednostkę organizacyjną czy MOSiRu z CSB, ale jak widzimy dobrze to funkcjonuje.
Witold Wróblewski życzył wszystkim startującym w wyborach sukcesu.
Podczas dzisiejszej sesji wręczone zostały pamiątkowe orzełki z okazji 100-rocznicy odzyskania niepodległości dla wszystkich radnych, także tych, którzy pełnili tę funkcję krótko. CI, których w radzie już nie ma to: Jerzy Wilk, Jerzy Wcisła, Marek Mital, Zdzisław Dubiella, Małgorzata Adamowicz.
Prezydent podziękował swoim wiceprezydentom, a przewodniczący Rady Miejskiej swoim najbliższym współpracownikom.