Nazwa jarmarku to nie przypadek – to właśnie w Pasłęku znajduje się XIV-wieczny kościół św. Bartłomieja. To tam odbywa się uroczysta msza odpustowa. Natomiast w bliskim sąsiedztwie tego zabytku rozstawiają się kramy, odgrywane są scenki historyczne, stoją dyby i scena przeznaczona na występy. Nie brakuje warsztatów prowadzonych przez odtwórców historycznych ani turnieju miast, ważnego punktu w harmonogramie imprezy.
- Najpierw się modlimy, a potem się cieszymy – mówił Wiesław Śniecikowski, burmistrz Pasłęka, którego można było spotkać na niedzielnej (20 sierpnia), VI edycji jarmarku św. Bartłomieja.
Jak dodał włodarz miasta tegoroczna, szósta edycja tej imprezy, ma dla pasłęczan wymiar szczególny – wpisuje się w obchody 720-lecia miasta.
- Fajne jest w tym wszystkim to, że wystawiają się tutaj organizacje pozarządowe, nie tylko z terenu gminy Pasłęk, ale i z sąsiednich gmin, a nawet z sąsiednich województw. Ciekawy jest turniej gmin, to bardzo widowiskowe. W tym roku mamy również wyjątkowo wielu wystawców. Zapisanych było 30, ale niektórzy przyjechali bez zgłoszenia, inni dzwonili jeszcze wczoraj wieczorem, żeby móc przyjechać - tłumaczyła Grażyna Wasilewska, prezes Stowarzyszenia Wspierania Aktywności Lokalnej Kuźnia Pruska. To ono jest organizatorem jarmarku św. Bartłomieja. - Chcielibyśmy, żeby szedł on w stronę rękodzieła, staramy się na to nastawiać.
Wśród osób, które prezentowały wyroby na jarmarku, była pani Barbara Wilińska z Młynar. Na swoim stoisku pokazała gliniane naczynia różnej wielkości, maski inspirowane Wenecją, sowy, żaby, ptaszki i wiele innych.
- To ceramika z gliny, wypalana dwukrotnie. Najpierw dana rzecz musi wyschnąć, trwa to do dwóch, trzech tygodni. Później mam około dwa, trzy dni na poprawki. Po wyschnięciu idzie ona do pieca, pierwszy wypał trwa od sześciu do ośmiu godzin. Później przychodzi czas na szkliwienie, dwie, trzy godziny i jest wypalona – tłumaczyła pani Barbara i dodała, że tworzenie w glinie daje jej radość, która przenosi się na inne dziedziny życia.
Kilka metrów dalej do gry w gry z tradycją i historią zapraszał Piotr Adamczyk. Chętni mogli sprawdzić się w zabawach zręcznościowych (w tym w dwóch odmianach bilardu japońskiego) czy zapoznać z grami planszowymi, których rodowód sięga nawet i starożytności.
Jarmark to okazja do zagrania w ciekawą grę (fot. mw)
- Wbrew pozorom nie są one trudne – mówił Piotr Adamczyk. - Od 12 lat zajmuję się grami planszowymi i widzę, że jest coraz większa moda na nie. Można to zaobserwować w całej Polsce, na imprezach historycznych, w muzeach, gdzie organizuje się stałe spotkania z grami historycznymi i kąty do grania. Widać, że to się coraz bardziej rozwija. Na jarmarkach ludzie przychodzą, pytają, dziwią się, że coś takiego istnieje, ale trzeba to traktować jako okazję do pokazania, że istnieje coś innego niż standardowa trójca, chińczyk, warcaby oraz szachy i że ten świat jest o wiele bogatszy.
Jak rękodzieło, to i żywność tradycyjna. Tej w Pasłęku nie zabrakło: na stoiskach można było zjeść kromkę chleba ze smalcem, zakupić miód, skosztować domowej roboty ciasta.
Jarmark potrwa do godz. 22. O godz. 20 odbędzie się przedstawienie teatralne "Stara baśń", natomiast na godz. 21 zaplanowano pokaz tańca z ogniem.