Królewiec: region zmilitaryzowany, ale ilość wojska zmniejsza się

3
58 minut
temu
Królewiec: region zmilitaryzowany, ale ilość wojska zmniejsza się
Widok na tzw. Wioskę Rybacką w Królewcu (fot. RG)
Profesor Uniwersytetu Warmińsko Mazurskiego, dr hab. Krzysztof Żęgota od wielu lat zajmuje się problemami poradzieckiego wschodu. W rozmowie z nami dzieli się swoimi wrażeniami odnośnie codzienności życia w obwodzie królewieckim. Mówił między innymi o tym, jak zmieniło się życie mieszkańców w obwodzie po 2022 roku, czyli od czasu rozpoczęcia agresji Rosji na Ukrainę.

Region nadal pozostaje silnie zmilitaryzowany, choć liczba stacjonujących tam żołnierzy miała spaść z 20-30 tys. do poniżej 10 tys., ponieważ część sił skierowano przeciw Ukrainie. Sankcje, zamknięte granice i utrudniony transport pogłębiły inflację oraz problemy z zaopatrzeniem. Fabryka „Avtotor”, wcześniej montująca auta zachodnich i azjatyckich marek, przestawiła się na samochody chińskie, lecz jej produkcja spadła z około 200 tys. do poniżej 50 tys. pojazdów rocznie.

- Granice obwodu z Polską i Litwą niemal zamarły. Dawniej mieszkańcy Królewca jeździli tam na zakupy, na wypoczynek, do uczelni. Przy okazji mieli możliwość konfrontacji rosyjskiej propagandy z rzeczywistością. Dziś dorasta pokolenie słabo znające najbliższych sąsiadów.

- Wielu mieszkańców prywatnie chciałoby powrotu do relacji sprzed 2014 lub 2022 roku – mówi dr hab. Krzysztof Żegota, profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. - Nie zniknęły też odwołania do niemieckiego dziedzictwa, choć władze wzmacniają przekaz wojenny. Pozostaje dylemat: sankcje mają uderzać w agresora, ale odcięcie obwodu od Zachodu ogranicza także wpływ Polski i Litwy na jego mieszkańców. A zwykły mieszkaniec Królewca niczym się nie różni od przeciętnego Rosjanina mieszkającego w Moskwie czy Krasnojarsku. W obwodzie jak i w całej Rosji mieszkańcy mają tożsamość państwa rosyjskiego. W rosyjskich mediach obwód jest z reguły przedstawiany jako najbardziej na zachód wysunięta część Rosji.

- W polskich mediach dużo się mówi o zmilitaryzowaniu obwodu. Czy w tych rozważaniach nie giną nam czasami zwykli ludzie tam mieszkający.

- W jakiejś mierze pewnie giną. Bo rzeczywiście w Polsce z reguły przedstawia się obwód jako militarny przyczółek Rosji. Jest to akurat prawdą. Chociaż paradoksalnie agresja na Ukrainę spowodowała zmniejszenie ilości wojsk na terenie Obwodu. Przed rokiem 2022 było to 20-30 tysięcy żołnierzy. Część z tego kontyngentu została skierowana na front. W pewnym momencie ta liczba spadła do poniżej 10 tysięcy. Czyli paradoksalnie to zagrożenie militarne nawet się zmniejszyło. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to nadal region silnie zmilitaryzowany. To silnie wpływa na codzienne życie zwykłego mieszkańca obwodu. Tam praktycznie każdy ma jakiś związek z armią bądź służbami specjalnymi. To wpływa na mentalność zwykłych mieszkańców Królewca i regionu.

- Zmniejszająca się liczba żołnierzy w obwodzie podkreśla obłudę rosyjskiej propagandy, która głosi zagrożenie z Zachodu, a jednocześnie zmniejsza ilość wojska, w najbardziej na zachód wysuniętym regionie. Królewiec gnębi także inflacja wywołana wojną. Czy ta inflacja jest większa czy mniejsza niż w pozostałej części Rosji? Jak to odczuwają tamtejsi mieszkańcy?

- Poziom wzrostu cen osiągał już nawet kilkanaście procent. To nie odbiegało od wskaźników ogólnorosyjskich. Choć wszelkie zawirowania w gospodarce rosyjskiej w dwójnasób uderzają w taki odizolowany obszar jak obwód królewiecki. Peryferyjność powodowała, że nie opłacało się tu sprowadzać wielu towarów z głębi Rosji. Tańszy był bowiem import z krajów sąsiednich. Wskutek sankcji import tych towarów jest jednak utrudniony. To spowodowało wzrost cen żywności, produktów chemicznych, materiałów budowlanych, materiałów biurowych, a nawet papieru.

- W królewieckich sklepach pojawiły się niebieskie karteczki z „cenami dla mieszkańców obwodu”. W tym programie uczestniczy już ponad 400 sklepów. Czy to nie jest próba wprowadzania reglamentacji tylnymi drzwiami?

- To nieco przypomina lata dziewięćdziesiąte i czasy podobnej reglamentacji w obwodzie. Wtedy były to czasy wielkiego kryzysu gospodarczego w Rosji. Teraz ludzie łączą to z wojną na Ukrainie. To próba łatania dziur w gospodarce regionu. To może pomóc w ratowaniu bilansu towarowego, ale tylko na bardzo krótką metę. Na dłuższą metę takiego sposobu reglamentacji nie da się utrzymać.

- Przed agresją na Ukrainę w Królewcu jedną z wiodących firm był „Avtotor” - przedsiebiorstwo zajmujące się montażem zachodnich marek samochodowych. Firma ta jednak w wyniku sankcji została odcięta od dostaw dotychczasowych partnerów. Jednocześnie jest utrudniony kontakt z resztą kraju. „Avtotor” który zaczął składanie samochodów chińskich staje się zbyt drogi dla Rosjanina, w pozostałej części Rosji. Teraz więc firma pracuje w praktyce tylko na wewnętrzne potrzeby regionu. Czy jednak tu popyt nie jest zbyt mały w stosunku do możliwości produkcyjnych? Czy więc nie szykują się jakieś większe zwolnienia w zbyt teraz dużej załodze?

- Władze starają się za wszelką cenę wymusić na firmach utrzymywanie stanu zatrudnienia. Na początku wojny w Ukrainie nawet pojawiały się pomysły by pracowników „Avtotor” zatrudniać w innych branżach. Czy też przekazywać im fabryczne działki ogrodnicze. Byle tylko nie pozostawali na formalnym bezrobociu. W roku 2023 firma wpadła w największe kłopoty. Bo importowane części się skończyły, a nowych dostaw, z racji na embarga, nie było. Wtedy „Avtotor” przerzucił się na montowanie samochodów chińskich. Produkcja ta jednak była kierowana głównie na wewnętrzny rynek obwodu. Bo sankcje obejmowały także tranzyt gotowych samochodów przez Litwę. A ich transport morzem oznacza znaczne zwiększenie kosztów. To wszystko skutkuje zmniejszeniem ilości złożonych w Królewcu samochodów. Obecnie ich ilość to nie więcej jak 25 procent tego, ile było ich jeszcze 10 lat temu. To pokazuje, jak ekonomika regionu ucierpiała na wojnie.

- Najnowszym problemem ekonomicznym Rosji są braki paliw spowodowane ukraińskimi atakami na rafinerie i składy gotowych wyrobów. Czy obejmują one także obwód królewiecki?

- Po chwilowym załamaniu rynku transporty paliw docierają jak na razie bez problemów morzem. Tyle, że jest to paliwo albo importowane, albo też produkowane w Rosji, ale zdecydowanie gorszej jakości. Choć już pojawiają się pogłoski, że rychło będzie trzeba będzie tu wprowadzić jakiś model ograniczeń w dystrybucji paliw. W każdym razie nawet tamtejsi dziennikarze zauważyli zwiększające się kolejki do dystrybutorów stacji benzynowych.

- Armia rosyjska bardzo dobrze płaci swoim rekrutom. Tworzy to rozziew w dochodach pomiędzy rodzinami żołnierzy i cywilów. Czy to nie tworzy jakichś podziałów społecznych także w obwodzie? Tym bardziej że w Królewcu i okolicach już jest relatywnie dużo kombatantów tej wojny.

- Wcale nie mniej nie wróciło. I pewnie nie wróci. A jednocześnie władze Rosji unikają powszechnej mobilizacji. Czyli jedynym czynnikiem nakłaniającym do zaciągnięcia się są pieniądze. Tu zarobki sięgają nawet w przeliczeniu do 15- 20 tysięcy złotych miesięcznie. Jak na warunki rosyjskie są to kosmiczne kwoty. Więc ten czynnik finansowy jest chyba najważniejszy do ewentualnej rekrutacji. Tyle że w warunkach już wcześniejszego zmilitaryzowania obwodu nie skutkuje to jakąś zmianą socjologiczną. Więcej pieniędzy w wojsku, to także więcej pieniędzy do wydania. Trudno na tej podstawie sugerować jakiś wzrost nastrojów nakłaniających do buntu przeciw władzom. Choć ogólna sytuacja polityczna w całej Rosji jest nieprzewidywalna.

W obwodzie władze centralne, obawiając się jakichś protestów, zdecydowały się na rekonstrukcję lokalnego rządu i powołanie nowego ministerstwa bezpieczeństwa regionalnego. Ministrem został związany ze specsłużbami Dmitrij Kononow. Pod niego podlegać ma lokalna obrona cywilna oraz oddziały mające służyć do ewentualnego tłumienia potencjalnych demonstracji. To sygnał, że władze rosyjskie starają się skonsolidować obwód i „dmuchać na zimne” z obawy przed nagłą zmianą nastrojów społecznych.

- Przed rozpoczęciem pełnoskalowej agresji na Ukrainę, granicę polsko-rosyjską przekraczało rocznie około 3.5 miliona ludzi. Teraz liczba tych przekroczeń jest symboliczna. Jak wpływa ten brak kontaktu z sąsiednim krajem na mieszkańców obwodu? Czy oni to jakoś zauważają, komentują?

- Oczywiście, że jest to zauważalne w tamtejszym społeczeństwie. Pewnie dalej chcieliby jeździć do Polski. Bo przecież tu robili zakupy, studiowali, wypoczywali, a nawet wielu pracowało -szczególnie w trójmiejskich firmach. Liczba 3,5 miliona dotyczyła roku 2019. W roku 2015 było to nawet sporo ponad sześć milionów przekroczeń. Ta granica rzeczywiście żyła. Rosjanie z Królewca z upodobaniem wykupowali w Polsce wczasy. Chętniej to czynili niż w „wielkiej Rosji”. Teraz ta granica „zasnęła”. Obecnie z przejść granicznych obwodu korzystają głównie posiadacze paszportów innych krajów europejskich narodowości rosyjskiej. Głównie to posiadacze paszportu niemieckiego. Rosyjska propaganda przedstawiała Polskę czy Litwę jako państwa upadłe i biedne. Takie wiadomości były jednak konfrontowane przez mieszkańców obwodu na podstawie własnych obserwacji. Teraz nie mają już takiej możliwości konfrontacji rzeczywistości z propagandą.

- Kogo jednak oni za to winią? Czy władze swojego kraju czy też państwa Zachodnie na czele z Polską?

- Rosjanie, także ci z Królewca, są konformistami. Oficjalnie starają się nie eksponować jakiejkolwiek krytyki wobec władz. Na łamach mediów królewieckich widzimy jednak często w komentarzach pod tekstami, które teoretycznie nie dotykają władz, jakieś stwierdzenia dające wiele do myślenia. Ot choćby o kryzysie z zakupem paliw nie mówi się, że to skutek działań Ukraińców. W użyciu są jakieś zwroty „wytrychy”, choćby o tym, że zbyt mało tankowców dostarcza wyroby naftowe do obwodu. Z drugiej strony w mediach gloryfikuje się weteranów agresji na Ukrainę, którzy albo zginęli na froncie, albo też udało im się jakoś wrócić. Spotyka się to z bardzo różnym przyjęciem obywateli. Publicznie promowane zbiórki pieniężne, mające na celu wspomaganie żołnierzy, przynoszą bardzo mierne rezultaty.

Królewiec: region zmilitaryzowany, ale ilość wojska zmniejsza się
W obwodzie władze centralne, obawiając się jakichś protestów, zdecydowały się na rekonstrukcję lokalnego rządu i powołanie nowego ministerstwa bezpieczeństwa regionalnego - mówi dr hab. Krzysztof Żęgota, prof. UWM

- Królewiec to część byłych Prus Wschodnich. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych zapanowała tam moda na snobowanie się na przedwojenny okres niemiecki. W codziennym użyciu nazwa miasta brzmiała Kenig. Wiele firm miało w nazwie to samo słowo. Choćby tamtejszy potentat transportowy, „Kenig Avto”. W jakim teraz kierunku poszła tożsamość historyczna mieszkańców obwodu?

- Ta tendencja była bardzo żywa w latach dziewięćdziesiątych. Wtedy wszyscy tam liczyli, że reminiscencje historyczne wpłyną na szybszy rozwój ekonomiczny regionu. To miała być przynęta na inwestorów niemieckich. To trwało jeszcze w pierwszej dekadzie tego wieku. Wtedy Rosja bardzo intensywnie współpracowała gospodarczo z Niemcami. Mieszkańcy zaś Królewca uważali się za takich bardziej „zachodnich” Rosjan. Elementem tego było sięganie także do tradycji kulturowych dawnych Prus. To między innymi popularne nazywanie Kaliningradu, Kenigiem. Obecnie jest to zdecydowanie rzadsze, ale ciągle widoczne. To jakby oderwanie się od generalnie antyzachiodniej retoryki władz. W tym przekazie propagandowym Zachód jest zgniły i na pograniczu upadku. Nie należy jednak wykluczać jakiejś zmiany oficjalnej retoryki. Można sobie wyobrazić, że Rosja owszem nadal będzie pogardzała Zachodem, ale z Niemcami będzie chciała współpracować. To może pozwolić mieszkańcom obwodu na utrzymanie jakichś reminiscencji proniemieckich.

- Jak w obwodzie podchodzi się do tego, że polska nazwa stolicy regionu to Królewiec, a nie Kaliningrad?

- Odbierane jest to jako akt polityczny ze strony Polski czy Litwy. Podkreślane w mediach jest to, że przecież Polsce przez wiele lat nazwa Kaliningrad jakoś nie przeszkadzała. Choć to między innymi podpis Kalinina widnieje pod rozkazem o morderstwie katyńskim.

- W roku 2019 praktycznie ustał wielomilionowy strumień wjazdów Rosjan z obwodu do Polski. Czy oni jeszcze myślą o powrocie „starych czasów” na granicy? A może już tak się odgrodzili od nas mentalnie, że taki powrót nie byłby możliwy?

- Rzeczywiście w Królewcu rośnie już nowe pokolenie, które nie przekraczało granicy z Polską. W związku z tym ich wiedza o sąsiadach jest dość szczątkowa. Jednocześnie zintensyfikował się ruch wewnątrz Rosji. Wielu mieszkańców obwodu jeździ teraz zamiast do Gdańska do Petersburga czy Moskwy. Królewiec stał się także dla wielu Rosjan celem turystycznych peregrynacji. Lotnisko w Chrabrowie pod Królewcem bije obecnie rekordy odprawianych osób. W ubiegłym roku było to ponad 5 milionów pasażerów. To jakoś dyskontuje zamknięcie granic zewnętrznych. Musimy więc znaleźć kanał komunikacyjny, by przekonać Rosjan, że to ich władze są winne obecnej sytuacji.

Rozmawiał Krzysztof Szczepanik

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem...

Bla, bla, bla...
(2026.08.03)

info

1  
  4
Najważniejszy jest aspekt, w jakim kierunku wszystko pójdzie po przegranej przez Rosję wojnie. Czy wtedy wrócimy do czasów "sprzed"? Tego raczej nie wie nikt, nawet ten Pan...
pilots (2026.08.03)

info

2  
  0
W Polsce w pewnych mediach propaganda mówi to samo co rosyjska. Na blokadach były nawet transparenty które prosiły by putin pomógł obalić rząd w Polsce
Bracia Rosjanie (2026.08.03)

info

0  
  0



Reklama X