Wybrany wątek opinii

Panie mecenasie Krzysztofie Kanty Sąd nie musi odpowiadać na pytanie czy zielone światło zwalnia z myślenia kogokolwiek. Uczestnikami ruchu drogowego są różni ludzie, nie tylko kierowcy. Są również piesi niedowidzący, niesłyszący, niepełnosprawni ruchowo, dzieci, osoby o ograniczonym postrzeganiu i analizowaniu. Oni również mają zielone światło, które oznacza dla nich bezpieczną drogę. Spróbuj pan panie mecenasie wytłumaczyć takim osobom, że zielone światło wcale nie oznacza bezpiecznego przejścia, bo trafi się szaleniec w karetce, dla którego życie samobójcy będzie ważniejsze niż bezpieczeństwo innych. Albo wnioskuj pan o zmianę edukacji dzieci, bo do tej pory w szkołach uczą je czerwone - stój, zielone - idź śmiało. W tym przypadku kierowca karetki trafił w samochód, innym razem może trafić dziecko lub osobę starszą, niepełnosprawną? Wtedy też panie mecenasie Krzysztofie Kanty zadasz tak błyskotliwe pytanie?
mec.Sokor (2016.04.14)
Panie mec. Sokor (ciekawe od czego to skrót?). Przypominasz mi pan scenę z filmu Miś. "A gdyby to pańska matka tamtędy szła?" Gdybanie to domena ludzi cierpiących na przewlekłe zaparcia. Obydwa pojazdy miały prawo wjazdu na skrzyżowanie. Jeden - bo miał zielone światło, a drugi - bo był uprzywilejowany w ruchu drogowym. Który nie zachował ostrożności? To jest przedmiotem sprawy. A nie rozważanie, co by było, gdyby tamtędy przechodziła pielgrzymka głuchoniewidomych daltonistów w wieku przedszkolnym. Zielone rzeczywiście nie zwalnia z myślenia. Jak panu ktoś powie w szkole, że maszyna do krojenia mięsa jest całkowicie bezpieczna, ale zapomni dodać, że tylko wyłączona, to co będzie? Będziesz pan zadek łokciem podcierał?
(2016.04.14)
Może ostro napisał, ale się z nim zgadzam. A to "gdybanie" pozwala właśnie zadać sobie fundamentalne pytania i wyobrazić różne scenariusze i pomyśleć jak je rozwiązać. W takich przypadkach nie da się zrobić tak, żeby było dobrze wszystkim, trzeba wybrać mniejsze zło - albo będziemy się wlec i puścimy wszystkie samochody i delikwent umrze, albo będziemy pędzić, by ratować życie delikwenta i ryzykujemy kolizję. Potrafię sobie wyobrazić nagany i wieszanie psów na kierowcy karetki, gdyby przejeżdżał przez to skrzyżowanie 20 km/h i nie zdążył. Ten wypadek powinien byś iskrą zapalną do dyskusji na temat priorytetów i bezpieczeństwa, a nie do wzajemnego oskarżania przez zwolenników obu stron.
(2016.04.14)
Jestem nauczycielem. Do tej pory śmiało przechodziłam na zielonym świetle z moją klasą. Obecnie boję się - a nóż znów będzie jechać ktoś bez wyobrażni i mózgu!! Ja odpowiadam za te dzieci - strach się bać.
wwww (2016.04.15)
Powrót do komentarzy