Ja również kocham Elbląg, który jest moim rodzinnym miastem. Trzymam się go i nie chcę opuszczać. Martwi mnie metamorfoza, jaka zaszła w naszym mieście przez ostatnie kilka lat, a szczególnie oddziały najróżniejszych banków kwitnące na każdym rogu. Oferują nam „wspaniałomyślnie” kredyty, które w efekcie będą się za nami ciągnąć do końca życia. Najpierw bierzemy kredyt na samochód, później na mieszkanie, a następnie na lodówkę, pralkę czy meble. Zanim się obejrzymy, sytuacja z „różowej” staje się „blado-sina”.
Oczywiście nasze banki mają na to rozwiązanie w postaci kredytu konsolidacyjnego. Korzystamy z tej okazji, bo cóż nam pozostaje, i jednocześnie stajemy się „własnością” naszych „dobroczyńców”. To straszne, ale straszniejsze jest, że nasi włodarze nic z tym nie robią. Jesteśmy otumaniani aquaparkami, budowami dróg i innymi wielkimi inwestycjami, mającymi pomóc miastu. Miastu może i pomogą, lecz cóż, że będzie ładne i powabne, jeżeli ludzie w nim żyjący nie będą mieli za co korzystać z tych dobrodziejstw.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter