Rozumiem też wobec tego, że ustawione w ubiegłym roku ogrodzenie wokół placu zabaw w parku to wyrzucone pieniądze, bo psów i tak nie można wprowadzać do parku...
Rozumiem potrzebę sprzątania po psach, ale zakaz wchodzenia do parku i psów i jakichkolwiek zwierząt to paranoja. Wiadomo, że są miejsca, gdzie z psem się nie wchodzi (choć powinien być respektowany wyjątek dla osób niepełnosprawnych), ale deptaków i ogrodów osiedlowych nie ma, bo są parkingi (i kupy pod oknem...) oraz zakazy wyprowadzania psów na osiedlu. Na chodnikach chyba teraz przyjdzie psom się załatwiać. Poza tym, co z bezpańskimi? Rozumiem, że pies ma być na smyczy, że w kagańcu (ten groźny), ale że w ogóle ma go nie być? Czy w takim razie to pierwszy krok to zakazu posiadania zwierząt?
W Holandii nikt nie każe sprzątać po psach, bo foliowe torebki długo się rozkładają i są przez to nieekologiczne. Za to są pracownicy, którzy mają specjalne urządzenie – rodzaj „odkurzacza” zbierającego odchody. Są one następnie przetwarzane na nawóz do miejskich zieleńców. To oczywiście dla nas zbyt zaawansowane... Widzę, że nasze władze na siłę chcą pozbyć się piętna zaścianka, tylko raczej narażają się na pośmiewisko na arenie międzynarodowej.
Sprzątanie i smycz TAK! Zakaz wprowadzania NIE!
Dorota Kobryń-Szczepańska
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter