Kulisy Olimpii oczami byłego prezesa i szefa

9
22.04.2026
Kulisy Olimpii oczami byłego prezesa i szefa
Maciej Romanowski. Fot. Mateusz Bryl
W ramach cyklu „Poniedziałki z historią” w budynku klubowym Olimpii Elbląg odbyło się spotkanie, które trudno nazwać zwykłą rozmową o piłce nożnej. Bardziej adekwatne będzie określenie: wielowątkowa opowieść o zarządzaniu klubem sportowym w warunkach permanentnego kryzysu, o odpowiedzialności społecznej i o tym, jak sport przenika życie prywatne, zawodowe i polityczne.

Gościem wydarzenia był Maciej Romanowski, były prezes sekcji piłki nożnej Olimpii Elbląg, szef rady sponsorów, samorządowiec, obecny Starosta Elbląski, fizyk z wykształcenia i człowiek, który - jak sam podkreśla - „zawsze pracował zespołowo, bo w sporcie i w życiu samotnie niewiele się wygrywa”.

 

Sport, który zostaje w człowieku

Już na początku rozmowy wybrzmiała refleksja, która nadała ton całemu spotkaniu. Romanowski mówił o szacunku do piłkarzy nie w tonie deklaratywnym, ale bardziej osobistym. Zwracał uwagę, że kibice widzą wynik, tabelę i błąd w meczu, ale rzadko codzienność zawodnika: kontuzje, ból, życie rodzinne podporządkowane treningom, wyjazdy zamiast spotkań z bliskimi.

To właśnie sport - jak podkreślał - nauczył go pokory i systematyczności. Co prawda dziś patrzy na futbol z perspektywy zarządzania, to wciąż mówi językiem człowieka, który wie, czym jest uraz kręgosłupa, walka o powrót do sprawności i konsekwencje decyzji podjętych na boisku. W jego przypadku ta refleksja jest szczególnie osobista, bo jako młody chłopak, w klasie maturalnej, doznał poważnej kontuzji kręgosłupa (uraz L5), która do dziś wpływa na jego życie. Sport nie jest więc dla niego abstrakcją, ale doświadczeniem fizycznym i egzystencjalnym.

 

Olimpia w kryzysie i decyzja, która zmieniła kierunek

Kluczowym momentem rozmowy było wspomnienie roku 2004, w którym Romanowski objął funkcję prezesa sekcji piłkarskiej, dokładnie 22 stycznia. Klub znajdował się w stanie głębokiej niestabilności finansowej i organizacyjnej. Olimpia funkcjonowała w realiach ciągłej sinusoidy: raz nadzieja, raz niepewność, raz sportowy awans, raz konieczność ratowania podstaw działania.

Chwilę po przejęciu klubu pojawiły się informacje o powstaniu grupy sponsorów, wśród których byli Stolpłyt, Kam, Kon-Mar i Andrex, którzy przy zadłużeniu przedstawianym w mediach jako 60 tysięcy złotych mieli uzdrowić finanse i zapewnić dalsze istnienie Olimpii.

– Istotną rolę odegrał tu Leszek Wójcik, który przekonywał, żeby nie rezygnować, deklarując wsparcie finansowe, a z czasem grupa sponsorów stopniowo się powiększała, tworząc model oparty na wielu podmiotach, ponieważ w realiach północnej Polski, poza ośrodkami takimi jak Białystok, Trójmiasto czy Szczecin, trudno o jednego silnego sponsora strategicznego, a prawdziwie duży kapitał i poważne finansowanie futbolu koncentrują się dopiero w Warszawa, dlatego Olimpia zbudowała swoją stabilność na szerokiej, rozproszonej bazie wsparcia, przypominającej swoistą finansową „stonogę” - podkreślał Maciej Romanowski.

 

Między polityką, samorządem a boiskiem

Romanowski nie ukrywał, że zarządzanie w klubie piłkarskim było w jego przypadku naturalnym przedłużeniem pracy samorządowej. Wcześniej był burmistrzem Pasłęka przez dwie kadencje, a następnie wicestarostą elbląskim. To doświadczenie - jak mówił - nauczyło go patrzenia na sport nie tylko jako emocję, ale także jako element polityki lokalnej, infrastruktury i budżetu.

W jego narracji stadion nie jest tylko miejscem gry, bardziej narzędziem społecznym: odciąga młodzież od bierności, buduje wspólnotę i tworzy przestrzeń bezpieczeństwa. Jednocześnie podkreślał, że współpraca z władzami miasta była i pozostaje jednym z fundamentów funkcjonowania klubu. Bez niej nie da się utrzymać żadnej struktury sportowej w dłuższej perspektywie.

 

Ludzie, którzy tworzą klub

Jednym z najmocniejszych fragmentów spotkania były wspomnienia o ludziach Olimpii. Romanowski wielokrotnie wracał do nazwisk trenerów, zawodników i działaczy, podkreślając, że klub zawsze był projektem zbiorowym.

Po spadku z III ligi zdecydowano się kontynuować współpracę z trenerem Andrzejem Biangą. Maciej Romanowski wspomina: – Spadliśmy z ligi, a mimo to Andrzej został z nami, bo była między nami nić porozumienia i zwyczajnie się rozumieliśmy, szczególnie w duecie z Jerzy Filanowicz, z którym tworzył nierozerwalny tandem. To były najpiękniejsze lata mojej działalności, pełne wyjazdów, przeżyć i zwycięstw, budowane przez ludzi, którzy często pracowali społecznie, z pasją i oddaniem, w realiach skromnych, ale prawdziwych. Bianga później potwierdził swoją klasę także w futsalu, dochodząc do pracy z reprezentacją, a ja do dziś z sentymentem wracam do tamtych czasów, bo to była po prostu wyjątkowa drużyna ludzi.

Mówił też o młodym wtedy bramkarzu Bartoszu Białkowskim, który później zrobił międzynarodową karierę:

– Wielu zawodników wychowanych i ukształtowanych w Olimpii zrobiło karierę międzynarodową, można wymieniać nazwiska, bo pamiętam, jak poznałem Białkowskiego, miał wtedy szesnaście czy siedemnaście lat, grał już w pierwszym zespole i po raz pierwszy widziałem bramkarza, który wychodzi do połowy boiska, co było czymś niespotykanym.

Wspomniano również rok 2009, wówczas Olimpia wygrała trzecią ligę i awansowała do drugiej ligi, a promocję przypieczętowała w meczu w Morągu z tamtejszym Huraganem. Niewątpliwie historyczny wyjazd, bo z Elbląga pojechało około sześciuset kibiców i atmosfera była wyjątkowa, wręcz pompatyczna. W tym samym sezonie drużyna zdobyła także Wojewódzki Puchar Polski. Dzień przed finałem trener Tomasz Wichniarek poinformował o odejściu z klubu, wskazując jako powód kwestie rodzinne. Maciej Romanowski podkreślał, że była to postać, z którą dobrze się współpracowało i którą oceniał bardzo wysoko, a sama decyzja miała charakter osobisty, związany z sytuacją rodzinną i potrzebą obecności w domu, bez potrzeby dopisywania dodatkowych interpretacji, choć w przestrzeni publicznej pojawiały się domysły, wzmacniane przez narastające w tym czasie zawirowania organizacyjne i finansowe wokół klubu.

Równolegle tamten okres naznaczony był dużym napięciem. Tuż przed startem w drugiej lidze pojawiło się realne zagrożenie nieprzystąpienia do rozgrywek, a atmosfera wokół klubu stawała się coraz bardziej nerwowa. Dochodziło do protestów kibiców, które sięgały nawet sytuacji pod mieszkaniem ówczesnego prezydenta Elbląga Henryka Słoniny, co wymusiło publiczne apele o uspokojenie emocji i podkreślenie konieczności zachowania granic. Jednocześnie nie brakowało wydarzeń o zupełnie innym wymiarze, jak wyjazd do Mławy, gdzie po meczu z Mławianką Mława doszło do wybicia szyb w klubowym autobusie. Sportowe sukcesy splatały się z napięciami organizacyjnymi i emocjami wykraczającymi daleko poza boisko.

 

Kulisy Olimpii oczami byłego prezesa i szefa
Fot. Mateusz Bryl
Sponsoring, globalizacja i realia futbolu

Duża część rozmowy dotyczyła finansów, które Romanowski traktuje bez iluzji. Podkreślał jak globalizacja zmieniła lokalny sport. Decyzje central dużych koncernów przeniosły środki poza region, a kluby takie jak Olimpia musiały nauczyć się funkcjonowania w warunkach rozproszonego finansowania.

W 2009 roku przedłużenie umowy ze Specjalem uspokoiło sytuację, jednak nie zmieniało faktu, że klub nie posiadał jednego strategicznego sponsora i opierał się na rozproszonym modelu finansowania, nazwanego podczas spotkania kolokwializmem „składak”. Specjal był wówczas marką silnie związaną z regionem, dysponującą budżetem promocyjnym, który jednak był dzielony pomiędzy różne inicjatywy sportowe i społeczne. W późniejszych latach odbywały się rozmowy, aby część środków była ponownie kierowana do lokalnej społeczności i klubu, podkreślając społeczną rolę biznesu i potrzebę wspierania środowiska, które tworzą pracownicy i mieszkańcy regionu, jednak wraz z postępującą globalizacją i centralizacją decyzji biznesowych środki zaczęły być coraz bardziej redukowane, a procesy zarządcze przenosiły się z poziomu lokalnego do dużych ośrodków decyzyjnych, takich jak Warszawa czy Wiedeń, co w praktyce osłabiało regionalne finansowanie sportu i jeszcze wyraźniej pokazywało brak jednego dużego sponsora zdolnego utrzymać klub w długiej perspektywie.

Nie zabrakło też refleksji o rosnących kosztach organizacji meczów: ochronie, logistyce, noclegach, regulacjach federacyjnych i wymaganiach infrastrukturalnych. W jego ocenie futbol w niższych ligach stał się bardziej profesjonalny, ale też znacznie droższy i trudniejszy do utrzymania.

 

Złoty strzał

– Raz się zdarzyło, że był złoty strzał, za prezesa Guminiaka. Udało się pozyskać sponsora strategicznego, czyli Orlen. Byliśmy w gabinecie u Daniela Obajtka i w ciągu piętnastu minut załatwiliśmy 480 tysięcy złotych na sezon, z akcentem młodzieżowym. Umowa była na trzy lata, ale po dwóch latach zmieniła się władza w Orlenie i kontrakt przerwano. W takich momentach jest bardzo trudno, bo człowiek zachłystuje się pieniędzmi, zaczyna marzyć o wielkich rzeczach, a później tych pieniędzy nagle brakuje i robi się dramat, którego nie da się łatwo zasypać - opowiadał Maciej Romanowski, dodając: – Dlatego budowanie grupy sponsorów było dla mnie zadaniem podstawowym, a drugim było ułożenie relacji z władzami miasta, bo tych prezydentów przeżyłem chyba sześciu.

Romanowski podkreślał przy tym, że w rozmowach z samorządem Olimpia nigdy nie jest przedstawiana wyłącznie jako klub piłkarski, lecz jako ważny element lokalnego życia społecznego, które przyciąga młodzież, daje alternatywę dla bierności i tworzy bezpieczną przestrzeń wspólnego przeżywania emocji. Wbrew stereotypom stadion nie jest areną chaosu, bardziej uporządkowaną przestrzenią, w której kluczową rolę odgrywają kibice, uznawani za największą siłę i najcenniejszy kapitał klubu. W tym kontekście były prezes zwrócił również uwagę na obecnego prezydenta Elbląga, Michała Missana, podkreślając jego wyczucie sportu i zrozumienie jego roli w życiu miasta.

Ogólnie kibice zajmowali w tej opowieści miejsce szczególne. Romanowski mówił o nich z szacunkiem, ale i świadomością odpowiedzialności, zaznaczając, że są „najsilniejszym elementem klubu”. Przywoływał zarówno momenty wspólnego świętowania, jak i trudniejsze chwile napięć społecznych, podkreślając, że relacja na linii klub–kibice pozostaje jednym z najbardziej wrażliwych, ale zarazem kluczowych elementów funkcjonowania całej sportowej struktury.

 

Fuzje, konflikty i długie procesy

Jednym z kluczowych wątków była również wieloletnia historia prób integracji środowiska piłkarskiego w Elblągu, która ostatecznie doprowadziła do zmian organizacyjnych i fuzji dwóch Olimpii, chociaż istniały lata, że negocjowano także połączenie z Concordią. Romanowski podkreślał, że takie procesy nigdy nie są szybkie ani proste. Wymagają czasu, rozmów, kompromisów i - jak to ujął - „docierania się jak w małżeństwie”.

 

Zakończenie: sport jako suma decyzji

Spotkanie zakończyło się krótką „grą pytań i odpowiedzi”, w której Romanowski wprost potwierdził m.in. że Olimpia była w 2004 roku realnie zagrożona, a także że w jego ocenie klub wciąż ma potencjał sięgnięcia wyższych lig. Najważniejszy wniosek z całej rozmowy nie dotyczył jednak tabeli, wyników czy awansów. Był prosty i konsekwentnie powtarzany: sport to nie jest pojedynczy człowiek, nie jedna decyzja i nie jeden sezon. To suma ludzi, ich charakterów, ale także odpowiedniej inżynierii finansowej, wymieszanej z emocjami i odpowiedzialnością.

qba

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem...

Złoty strzał od Orlenu HAHAHA. Oj było tych złotych strzałów za prezesa Obajtka i PISu
(2026.04.22)

info

5  
  6
Najgorsze jest to, że cała ta czerwona banda nigdy nie została rozliczona i teraz mamy czarzastych i cały ten poesbecki syf. Prezesi, dyrektorzy i likwidatorzy oni wszyscy powinni być w więzieniu i mieć zakaz działalności. Tak Czesi oczyścili swój kraj... U nas niestety esbecy po prostu przejęli wszelką władzę.
(2026.04.22)
I oczywiście cenzura.... 🤣🤣🤣
(2026.04.22)

info

3  
  0
uPOlityczniony zarząd klubu i efekty mamy jakie mamy. Lanserka za to pierwszorzędna
(2026.04.22)
Nie byłeś nie słyszałeś, nie komentuj. Olimpia to skarb. Próby niszcznia klubu przez paru marnych piłkarzy z pomocą Weszło są bez szans. A gdzie są ich przewodnicy - menadżerowie. To dopiero kupa cwaniaków. Wcisną cię do klubu i dyla, a powinni pomóc.
(2026.04.22)
Kolejny mecz i kolejny blamaż, a tu dziadek bzdety opowiada. Rozgonić tych wszystkich dziadków.
(2026.04.22)

info

4  
  0
Potrzebny jesteś człowieku tak samo jak starostwa powiatowe w państwie z gówna i patyków. Tylko do brania kasy. Czemu ma ten wywiad służyć? Tragedia.
(2026.04.23)
Mieć tożsamość to przywilej. Olimpia ma. Trzeba przypominać. Po to są te spotkania. Przyjdź na kolejne to może zrozumiesz.
(2026.04.23)
o kim gadasz? i gdzie oni są no gdzie?
(2026.04.23)



Reklama X