W elbląskim muzeum dobiega końca generalny remont i modernizacja budynku gimnazjum, ale i skrzydła południowego. Zeszliśmy już do podziemia, by usiąść w szkolnej ławie i
„dotknąć” historii w wirtualnej rzeczywistości. Tym razem przetestowaliśmy escape room, który jesienią otworzy się dla zwiedzających. W skrzydle południowym (podziemia przy dziedzińcu muzealnym) na ścianie złowieszczy plakat: „Strzeż się amerykańskiego imperializmu”. Wchodzimy...
Escape room to gra przeniesiona z popularnej zabawy online do świata rzeczywistego. Gracz zostaje osobiście wrzucony w wir wydarzeń i sam musi rozwikłać zagadki, by wydostać się z pokoju.
- Musimy tu coś znaleźć – wyjaśnia tajemniczo Mirosław Marcinkowski z Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu. - Zaraz zadzwoni telefon i będzie można wysłuchać pierwszej podpowiedzi. Trzeba znaleźć klucz i klamkę, by przejść dalej (podpowiadamy: przejście do następnego pomieszczenia ukryte jest w szafie). Dalej, należy podłączyć kabelki, by zapaliła się lampa. W kolejnym pomieszczeniu czekają skrzynie, w kącie siedzi szkielet, a z radia płynie przebój Jana Kiepury „Brunetki, blondynki - ja wszystkie was dziewczynki...”. To też jest wskazówka.
- Zasady gry mogą być modyfikowane, by odwiedzający nie podpowiadali rozwiązań kolejnej grupie – zastrzega Mirosław Marcinkowski.
Pozostając w podziemiach wchodzimy na teren pracy archeologów. To kolejna wystawa – tym razem dotycząca historii ukrytej w ziemi.
- Jej celem jest pokazanie, jak pracują i co dokładnie robią archeolodzy - wyjaśnia nasz przewodnik. - Na ekranie będzie emitowany film z lat 80. XX w. z elbląskich wykopalisk. We wrześniu będziemy układać tu różne przedmioty wydobyte z ziemi.
Podążamy przez wykopaliska na starówce. Jest więc i drewniana ulica, fragment drewnianego domu i latryna. W dużych, oszklonych skrzyniach eksponowane będą duże ilości zabytków we fragmentach.
- Mamy w swoich zbiorach nie tylko te ładne znaleziska. Są też i „masówki”, czyli skorupy, kości zwierzęce, pozostałości drewna. Wykopuje się ogromne ilości takich przedmiotów – wyjaśnia Mirosław Marcinkowski.
Interesująco prezentuje się też nowa wystawa w budynku Gimnazjum związana z Żuławami. Już od progu pachnie ziemią.
- Bo wchodzimy na żuławskie pole – mówi nasz przewodnik. - Prezentujemy tu krótkie, tekstowe informacje o tym, czym są Żuławy, dalej przechodzimy przez cmentarz, aż do domu żuławskiego. Towarzyszą nam obrazy z przedwojennych filmów nakręconych na tych terenach.
O żuławskim domu opowiada Mirosław Marcinkowski (fot. Michał Skroboszewski)
Wchodzimy do zrekonstruowanego żuławskiego domu.
- To trochę co innego niż gdziekolwiek indziej w Polsce – zapewnia Mirosław Marcinkowski. - Można zobaczyć, czym była tzw. ciemna kuchnia [z oknem, które wychodziło na izbę – red.]. To centralne pomieszczenie w domu. Tu się przygotowywało posiłki i paliło w piecu.
Dalej są izby mieszkalne, wyposażone w oryginalne meble z Żuław, które elbląskie muzeum ma w swoich zbiorach. Jest i piękny, kaflowy piec z 1798 r. - częściowo zrekonstruowany. Ozdobiony kaflami z bardzo charakterystycznym ornamentem tzw. wiązanki kwiatów przewiązanej wstążką.
- Gospodarze na Żuławach byli bardzo bogaci – zauważa Mirosław Marcinkowski. - Wystrój ich domów praktycznie nie różnił się od kamienic mieszczańskich.
Muzeum szykuje więcej atrakcji dla mieszkańców i turystów. To miejsce, które z pewnością należy polecać gościom, a gospodarzom nie wypada go nie znać.