Hipnotyzer Leszek Możdżer, czyli finał Jazzbląga
Leszek Możdżer podczas koncertu oddał hołd panteonowi polskich kompozytorów jazzowych. Nie zabrakło fortepianowych interpretacji utworów Michała Urbaniaka, Zbigniewa Namysłowskiego, Tomasza Stańki, Krzysztofa Komedy czy Jan Ptaszyna Wróblewskiego. Nie mogło oczywiście zabraknąć utworów Chopina na czele z „Etiudą rewolucyjną”, ale na publiczności duże wrażenie zrobiła również jazzowa interpretacja „Enjoy the silence” Depeche Mode.
Utwory pianista przeplatał krótki opowieściami, pełnymi humoru i filozoficznego podejścia do życia. W wielu kompozycjach używał różnego rodzaju rekwizytów, kładąc je na struny fortepianu, by uzyskać wyjątkowe dźwięki. Nie zabrakło metronomu czy zwykłego sznurka, którym jak wahadło wprowadzał w publiczność w swoisty trans.
- To jest rytm. Synkopa po łacinie to niemoc, brak świadomości, omdlenie. Również termin medyczny po angielsku - syncope oznacza właśnie omdlenie. Jak się patrzy na wahadło, to jest tak zwany swing. W momencie kiedy ono zmienia kierunek, to na ułamek sekundy zamiera w bezruchu. I to jest właśnie słaba część. Natomiast tak zwany down beat jest tu, czyli idealnie w pionie – mówił artysta na przykładzie sznurka, którego używał jako wahadła, tłumacząc zawiłości rytmu. - Czas jako siła życiowa podróżująca od bezruchu do ruchu, albo od ruchu do bezruchu, czyli od życia do śmierci. Tam jeszcze są różne inne polaryzacje między emocją a formą, czyli między formą a treścią, czyli męskie i żeńskie, wiadomo. Męskie to forma, żeńskie to treść. Jako muzycy robimy mnóstwo problemów, z których się państwu nie zwierzamy. Ale tak jak mówiłem, jest to siła, której nie da się kontrolować, ona po prostu przepływa i sama sobie wybiera, którędy chce przepłynąć – opowiadał, wprawiając publiczność w doskonały nastrój.
Licznie zgromadzona publiczność, gdyby tylko mogła, nie wypuściłaby artysty z Galerii EL. Skończyło się na dwóch bisach, w sumie kilku dodatkowych utworach.
- Życzę państwu szczęścia, czyli uczucia rodzącego się z części. Bycie częścią całości, zdefiniowanie sobie swoich części i z tej części czerpanie poczucia bycia częścią całości – tak z publicznością pożegnał się Leszek Możdżer, nagradzany długimi i głośnymi brawami.