Reklamoudręka

16.09.2014
Reklamoudręka
Może jest w tym trochę ciągot za "dawnymi, dobrymi czasy", ale wydaje mi się, iż przed wojną w reklamę np. kinową wkładano więcej serca i inwencji - czytamy w Dzienniku Bałtyckim z 16 września 1964 roku.
Bo handlowcy, którym zależało np. na reklamie szpinaku, mówiąc o tym szpinaku prezentowali kinowidzom zabawne przygody Kubusia marynarza, kaczor Donald w swych zajmujących perypetiach reklamował pastę do butów itd. itp. A ponadto - reklamy te zmieniały się, bohaterowie ich przezywali coraz to nowe przygody i widzowie jakoś to znosili.
   Jako bywalec kin gdyńskich od kilku miesięcy trafiam na te same, nudne reklamy oliwskiego Zoo i pralni "Śnieżka". Obie te instytucje uważam za pożyteczne i chwała im za to, że usługi swe i atrakcje oferują bliźnim. Ale - dlaczego przy okazji dręczy się widzów wciąż tymi samymi, źle zrobionymi kreskówkami? Po obejrzeniu takiego cacy po raz dziesiąty człowiekowi nie tylko odechciewa się iść do Zoo i pralni, ale nawet do kina - a przynajmniej tak celuje, aby trafić tu już po reklamach w rezultacie czego spóźnia się na film.
   Reklama kinowa jest rzeczą dobrą i potrzebną - pod warunkiem jednakże, iż utrzymana zostanie na pewnym poziomie. Tego jednak, w przytoczonych wypadkach, nie stwierdziłem.
   
L

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter