Kiedy przestaniemy narzekać na telefony?

3
06.07.2001
Piątek, 6 lipca 1951 r. Dziennik Bałtycki nr 184
Tyle już pisaliśmy na temat telefonów i telefonistek elbląskich, mimo to nie widać żadnej zmiany na lepsze. Nie znaczy to jednak, że w Elblągu pracują same złe, nieuprzejme i niegrzeczne telefonistki. Są przecież i takie, których obsługa daje pełne zadowolenie i satysfakcję abonentowi. Trafiają się telefonistki, które potrafią szybko i sprawnie obsłużyć klienta, które znajdą czas, aby powiadomić miłym, grzecznym głosem: " łączę", " dziękuję", lub - " niestety, zajęty". Takich jest nawet większość. Abonenci poznają je po glosie i wówczas nasuwa się myśl; - szkoda, że nie ma książki " pochwał", w której abonenci mogliby wpisać swoje uwagi oraz pochwalić telefonistkę, która przez grzeczną i szybką obsługę, oszczędza czas urzędników, ich nerwy, a tym samym dokłada swoją cegiełkę do budowy Planu 6- letniego. Ale są, niestety, i inne telefonistki, których praca hamuje pracę biur i urzędników, których arogancja i nieuprzejmy ton psuje nerwy i wyprowadza z równowagi interesantów. Np. w dniu 18 czerwca w godzinach popołudniowych na uzyskanie 4 połączeń straciłem 1 godzinę 35 minut na czekanie - ( w jednym wypadku centrala przez 45 minut nie zgłaszała się, mimo, że kostką dawałem sygnały). Nie był to sporadyczny wypadek! Normalnie w godzinach urzędowych przy obsłudze " złej" telefonistki, trzeba czekać do 10 minut na jedno połączenie. O ile biuro musi mieć najmniej 20 rozmów dziennie, to na czekanie traci 3 godziny i 20 minut ( a takich biur jest sporo na terenie miasta). Ile godzin jest zmarnowanych w ciągu jednego dnia? Jak dużo traci na tym państwo. Zdarza się, że zniecierpliwiony abonent prosi nieuprzejmą telefonistkę o połączenie z kierowniczką sali lub inną władzą zwierzchnią. Wtedy z zasady "nie ma" ani kierowniczki, ani naczelnika, albo biedak w ogóle nie otrzyma połączenia, bez wyjaśnienia przyczyny. Telefonistka bez powodu przerywa rozmowy, czy to miejscowa, czy też zamiejscową, a na zapytanie, dlaczego nastąpiło przerwanie słyszy się zawsze odpowiedź - "nikt nie rozłączał, nic o tym nie wiem". Nie wierzę w cuda, a tym bardziej w cuda na poczcie, gdzie telefony " same się wyłączają". Czy nie byłoby wskazane, żeby telefonistka zgłaszając się, podawała swój numer służbowy? Dzięki temu przestałaby ona być zakonspirowana, a wiedząc, że jest znana abonentowi, będzie się starała wówczas sprawniej pracować. Obecnie bowiem, zapytywana o nazwisko lub numer służbowy, nie podaje danych o sobie, aby uniknąć słusznej krytyki. Proponujemy zastanowić się nad ta propozycją i wprowadzić w życie, zanim Elbląg nie otrzyma od tak dawna obiecywanej centrali automatycznej.
oprac. Olaf B.

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem...

fajne są te kawałi sprzed 50 lat. Zapewne niektóre mają swego autora. Prawo i dobre obyczaje nakazują przypomnieć go (lub jego inicjały). Prawda?
Lucjusz (2001.07.06)

info

0  
  0
Święta racja... Opss...
nikt (2001.07.06)

info

0  
  0
Prawda, że Prawda to tłumaczenie Trybuny Ludu... tańsze o 30 gr.
Drzazga (2001.07.06)

info

0  
  0