Służę przykładem: z przystanku linii nr 2 rusza tramwaj. Po przejechaniu zaledwie kilku metrów, dwukrotny sygnał dzwonka osadza go na miejscu. Spojrzenia zziębniętych pasażerów kierują się w stronę pomostu, na który wkracza jakaś starsza pani. Wsiada i z miejsca „częstuje” konduktorkę reprymendą, cedząc przez zęby „śpią i nie widzą pasażerów”. Konduktorka rewanżuje się w tym samym tonie. Obustronnie sypią się niezbyt wersalskie słówka. Płacenie za przejazd zmienia się w jawną demonstrację wzajemnej niechęci.
Czy naprawdę był powód? Czy to nie nonsens prowokować taką słowną utarczkę z konduktorką, która znużona kilkugodzinną pracę, mogła nie dostrzec w ciemności spóźnioną pasażerkę?
Moim zdaniem za zatrzymanie tramwaju bardziej na miejscu, niż opryskliwość i impertynencje – byłoby miłe i ujmujące, a tak rzadkie u nas „dziękuję”.
Odważę się to stwierdzić, pomimo że impulsywna pani jest osobą starszą, która może się poczuć dotknięta takim „pouczaniem”. Bierzmy przykład z Warszawy czy Poznania, gdzie pomimo większego tłoku kłótnie, a nawet sprzeczki są już dosłownie unikatami.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter