Historia pewnego malarza

20.06.2012
Stara to prawda jak świat, że byleby dobrze i w porę ruszyć głową można i z kamienia pieniądze wycisnąć. A co dopiero mówić o łatwowierności ludzkiej - czytamy w Dzienniku Bałtyckim z 20 czerwca 1962 roku.
Taką właśnie dewizę wyznawał Albin B., mężczyzna w sile wieku, lat 51, stanu wolnego, zamieszkały "w całej Polsce", ale nie meldowany aktualnie nigdzie. Sam według wersji podanej w milicji zalicza siebie do branży artystycznej. Zawód: malarz - samouk. Z racji więc aspiracji artystycznych w poszukiwaniu pięknych widoków, wędrował po całej Polsce, aby wreszcie szczególnie pokochawszy Wybrzeże, tu "właściwie" uprawiać swoje malarstwo.
   Ponieważ nie zawsze można sprzedać "zachód słońca nad olchami", praktyczny pan Albin w trosce o upowszechnienie kultury i zarobek osobisty, dźwigał pod pachą pokaźnych rozmiarów portret, a na sercu fotografię. W każdej wiosce czy małym miasteczku demonstrował portret i fotografię i oświadczał, że prowadzi jednoosobowe przedsiębiorstwo artystyczne, w którym wykonuje się portrety z fotografii, wystarczy wpłacić drobna zaliczkę. Po zatrzymaniu go przez milicję okazało się, że Albin B. ma przy sobie cały plik fotografii z których miał wykonać portrety, że od przeszło 100 osób pobrał zaliczki na poczet przyszłej pracy sięgające od 10 do 100 zł, że w zamian wydawał pokwitowania na których każdy mógł przeczytać, że Albin B. zamieszkały w Nowym Dworze Gdańskim przy ul. Sikorskiego pod numerem 34, 71 lub 46 ewentualnie w Poznaniu. Korzystając z naiwności ludzkiej pobierał zamówienia na portrety, których nigdy nawet przez chwilę nie śniło mu się wykonać, co pewien czas opuszczając jednak nasze tereny. Obecnie odpoczywa "w odosobnieniu".
   
.

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter