- Jakie to uczucie – być najszybszym elblążaninem i to drugi raz z rzÄ™du? - Marcin Spustek: To ogromna satysfakcja, wygrać u siebie. Każda chwila, którÄ… poÅ›wiÄ™ciÅ‚em na trening daÅ‚a efekty w postaci tego wyniku.
- A masz dopiero 19 lat! - KtoÅ› powiedziaÅ‚by, że "aż" 19 lat. W tym roku koÅ„czÄ™ wiek juniora, zaczynam okres mÅ‚odzieżowca i jest to przygotowanie do biegania seniorskiego. Wydaje mi siÄ™, że dawno nie byÅ‚o w ElblÄ…gu takiego biegacza, który dotrwaÅ‚by do tego momentu, a u mojego trenera [CzesÅ‚awa Nagy – red.] to chyba dopiero trzeci zawodnik. WczeÅ›niej w grupie treningowej byÅ‚o wiele osób, tak naprawdÄ™ zostaÅ‚y tylko dwie osoby w moim wieku, sÄ… też mÅ‚odsi, którzy dopiero dochodzÄ…. Mam nadziejÄ™, że razem z trenerem popracujemy jeszcze kilka lat, na razie nie zamierzam zmieniać klubu.
- A więc od ilu lat biegasz? I na jakie dystanse? - Rozpocząłem szósty rok treningów. Stawiam na długie dystanse, w tym sezonie jest to dziesięć kilometrów, w poprzednich latach biegałem od trzech do pięciu kilometrów. Dalszym etapem będą dłuższe biegi na ulicy, a także półmaratony i maratony, ale do tego długa druga.
- Jak bardzo długa? - Żeby biegać te dystanse na poziomie, który będzie mnie satysfakcjonował muszę, wbrew pozorom, nabrać szybkości na krótszych odcinkach. Niektórzy kojarzą ją to tak, że jest ona potrzebna na mniejszych odległościach, na przykład stu metrów, ale dla maratończyka pięć kilometrów to dystans, który przebiega się bardzo szybko. Dlatego trzeba mierzyć siły na zamiary, wiadomo, że maraton nie jest najłatwiejszy.
- Pamiętasz ten moment, w którym zdecydowałeś, że będziesz biegał wyczynowo? - Właściwie od początku wiedziałem, że nie będzie mnie satysfakcjonowało bieganie tylko dla biegania. Im dłużej trenowałem, tym bardziej byłem zmotywowany, żeby iść wyżej i wyżej. Każdy sezon był trudny, zdarzały się kontuzje, choroby i chwile zwątpienia, ale jakoś przetrwałem. Jeszcze mi się to nie znudziło, mimo nieudanych Mistrzostwach Polski, na których zająłem 12 miejsce na dystansie pięciu kilometrów.
- Ale to chyba dobry wynik? Być dwunastym, najszybszym człowiekiem w kraju... - U nas jest tak, że aby pojechać na Mistrzostwa Polski najpierw trzeba zrobić wynik. Jest tu bardzo wąskie sito selekcji. Dlatego w Elblągu nie ma zbyt wielu lekkoatletów, bo trudno osiągnąć to minimum na danym dystansie, które pozwoli pojechać na mistrzostwa. A co dopiero walczyć o medale, gdzie na pięć kilometrów startowało 30 najlepszych osób w Polsce. Na Przełajowych Mistrzostwach Polski byłem szesnasty, a startowało tam ponad 100 osób. Nie satysfakcjonuje mnie to jednak. Jak się jest ambitnym to jest tak, że zawsze jest coś wyżej.
- Które zawody zapadÅ‚y Ci w pamiÄ™ci szczególnie? Które sÄ… dla Ciebie ważne? - W ubiegÅ‚ym roku wygraÅ‚em Bieg NiepodlegÅ‚oÅ›ci [w tym roku Marcin zajÄ…Å‚ drugie miejsce, ale i tak byÅ‚ najszybszym elblążaninem – red.] i to byÅ‚ dla mnie duży impuls do dziaÅ‚ania. I tak siÄ™ to potoczyÅ‚o, że skÅ‚oniÅ‚em siÄ™ w stronÄ™ biegów ulicznych. Pomaga mi to poprawić mojÄ… sytuacjÄ™ materialnÄ….
- A propos spraw materialnych. Bieganie uchodzi powszechnie za tani sport, ale jak to wyglÄ…da w przypadku zawodowca? O jakich kosztach mowa? - JeÅ›li chce siÄ™ być lepszym biegaczem i osiÄ…gać coraz lepsze wyniki caÅ‚y czas trzeba podnosić poprzeczkÄ™. Ponadto, tak jak wspominaÅ‚em, ciężko przejść przez sito kwalifikacji, dlatego trzeba mocno trenować. A jeÅ›li chce siÄ™ to robić – trzeba mieć wsparcie. ZaczÄ…Å‚em taki okres w życiu, gdzie do wszystkiego muszÄ™ dopÅ‚acać, bo nie jestem objÄ™ty żadnym szkoleniem i nie dostajÄ™ żadnego stypendium. JeÅ›li starczy mi funduszy, żeby móc siÄ™ dalej rozwijać, to bÄ™dÄ™ trenowaÅ‚. A jeÅ›li nie – bÄ™dÄ™ musiaÅ‚ wybierać: albo praca, albo bieganie. OpÅ‚aty startowe sÄ… wzglÄ™dnie niskie, ale trzeba inwestować w dobry sprzÄ™t, czyli w ubrania oraz w buty, które muszÄ… być odpowiednio amortyzowane. Przy dystansie ponad 100 kilometrów tygodniowo trzeba je zmieniać co trzy, cztery miesiÄ…ce, a ich koszt waha siÄ™ miÄ™dzy 300 a 400 zÅ‚. Do tego dochodzÄ… skarpetki, spodnie do biegania, koszulki, kurtka i musi być tego dużo, bo jak siÄ™ ma dwa treningi dziennie to trzeba mieć co zmieniać. Ważna jest również suplementacja, bo nawet jeÅ›li ktoÅ› dobrze siÄ™ odżywia i patrzy na to, co je, to i tak bÄ™dzie mu brakowaÅ‚o mikro- i makroelementów. Dla porównania moi rywale, z którymi walczÄ™ na Mistrzostwach Polski, jeżdżą na jeden obóz miesiÄ™cznie. Koszt obozu waha siÄ™ od 1000 do 1200 zÅ‚. Ja pojadÄ™ na jeden obóz zimowy i to bÄ™dzie wszystko w tym roku. Mam nadziejÄ™, że ktoÅ› bÄ™dzie chciaÅ‚ mnie wesprzeć, bo wydaje mi siÄ™, że warto, by ElblÄ…g miaÅ‚ siÄ™ czym poszczycić w tej dziedzinie.
- Rozumiem, że klub nie ma funduszy, by pomóc... - Jest dużo sekcji, więc z miasta nie dostajemy zbyt wielu pieniędzy, a poza tym w Elblągu inwestuje się w piłkę nożną i w piłkę ręczną. Nie można jednak zapominać o innych dyscyplinach, bo jeśli młodzi ludzie nie będą mieli perspektyw, to nie będą garnąć się do sportu. Wiem to po sobie, wielu moich znajomych, którzy zaczynali treningi razem ze mną, już nie trenuje. Nawet jeśli mieli większy talent rezygnowali, bo wiedzieli, że będzie im ciężko podołać finansowo. Jestem bardzo wdzięczny trenerowi, bo jak czasami brakowało mi pieniędzy, to potrafił je wyciągnąć dosłownie "z podziemi", żebym mógł pojechać na obóz. Jest ciężko, nie ma co ukrywać.
- Jak wyglÄ…da tygodniowy rozkÅ‚ad treningów? Zawodowy biegacz trenuje caÅ‚y rok? - Sezon lekkoatlety – biegacza jest dÅ‚ugi, trwa od stycznia do grudnia. Jest podzielony na okres przygotowawczy, startowy oraz okres roztrenowania. Jak zaczynaÅ‚em to biegaÅ‚em pięć razy w tygodniu na dystansie od piÄ™ciu do oÅ›miu kilometrów. Teraz jest to od 100 do 120 kilometrów tygodniowo, do tego raz w tygodniu mamy trening sprawnoÅ›ci na sali. JeÅ›li chce siÄ™ biegać na dobrym poziomie to trzeba tak pracować, w szczególnoÅ›ci w miesiÄ…cach zimowych. Z reguÅ‚y trenujÄ™ sam, już siÄ™ przyzwyczaiÅ‚em do tego, że moim partnerem treningowym sÄ… sÅ‚uchawki i muzyka.
Marcin podczas tegorocznego Biegu Niepodległości (fot. arch. Michał Kuna)
- No dobrze, ale jak się zmotywować do tak regularnego biegania? Pogoda niespecjalnie zachęca do wychodzenia z domu. Jaki jest Twój sposób na to, żeby chciało się chcieć? - Często rozmawiam z trenerem, który mnie motywuje. Czasami wystarczy fakt, że jeśli nie pójdę i nie zrobię treningu i zacznę sobie odpuszczać, to się to odbije na formie. Trzeba być systematycznym i mieć wszystko poukładane. W ubiegłym roku było o tyle dobrze, że trenował ze mną kolega, więc był element rywalizacji. Poza tym zawsze lepiej męczyć się z kimś niż samemu (śmiech).
- Domyślam się, że dieta też się liczy, więc na hamburgera z kolegą raczej nie pójdziesz? - No nie (śmiech)... Choć przyznam, że lubię takie rzeczy, więc ewentualnie po sezonie. Poza tym wiadomo, że jeśli zjem coś takiego raz, to nic się nie stanie, ale chodzi o to, żeby nie była to norma. Z takiego "śmieciowego" jedzenia trudno czerpać energię. Dieta biegacza opiera się w dużej mierze na węglowodanach, czyli na kaszach, makaronach, ziemniaki też są obecne, ale tylko raz w tygodniu, a jeśli mięso, to białe, chude, musi być lekkostrawnie i energetycznie. Karkóweczki i kiełbaski nie wchodzą w grę.
- Ulubiona trasa? - Mówi się, że Szklarska Poręba to kolebka polskiego biegania. Jest tam taka trasa, nad Reglami, która jest idealna do biegania. W górach robi się na przykład wycieczki biegowe, które pomagają wyrobić wytrzymałość, co przydaje się na przykład do podbiegania pod górki.
- Z tego, co mówisz wyłania się obraz dyscypliny trudnej, wymagającej momentami ekstremalnej siły woli. Czemu więc ją lubisz? - To trudne pytanie... Chyba po prostu dlatego, że daje mi to satysfakcję. Z bieganiem jest tak, że jak zje się łyżeczkę, czyli zrobi się dobry wynik , zajmie dobre miejsce, to człowiek chce więcej.
- Masz biegowego idola?
- Tak, to Mo Farah, który reprezentuje Wielką Brytanię. Kiedyś dostałem jego autobiografię i przeczytałem ją jednym tchem.
- A co poza bieganiem? Jak to pogodzić na przykład z nauką? - Studiuję zaocznie fizjoterapię w Elblągu, bo trzeba mieć plan B. Po karierze sportowej z czegoś trzeba żyć. Jak się jest na szczycie to jest bardzo fajnie, ale jak przychodzą kontuzje i nie można zdobywać kolejnych miejsc, to już niewielu pamięta o takich osobach... Po tych pięciu latach treningów jestem nauczony, że jeśli mam jakieś zaliczenie albo egzamin, to wiem, że będę na niego przygotowany. Wyniosłem to z czasów szkoły średniej. Wychodziłem rano do szkoły, wracałem, robiłem trening, a ok. godz. 19 zaczynałem naukę.
- Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na rozrywkę? - Czasami uda się gdzieś wyjść, ale grafik jest tak napięty, że czasami nie mam czasu zjeść, a co dopiero rozrywka...
- Kiedyś znajomy, który sam jest trenerem, powiedział mi, że dobry szkoleniowiec to taki, który potrafi zganić, ale i odpuścić zawodnikowi, zabrać go na pizzę. Kim dla Ciebie jest trener? - Mam trudny charakter, zawsze mam swoje zdanie i dążę do tego, by je wyrazić, więc czasami sprzeczamy się z trenerem, ale to jedna z ważniejszych osób w moim życiu. Zawsze wpajał nam, że najpierw jest szkoła, a potem trening. Jest życzliwy, serdeczny i wie o życiu wiele, czasami padają z jego strony gorzkie słowa, ale tak bywa, nie zawsze jest kolorowo. Jego praca nade mną, jako zawodnikiem oraz mój upór dają efekty. Jestem mu za to ogromnie wdzięczny.