A moim zdaniem... (od najstarszych)
Pokazuj od
najnowszych
najnowszych
Największe
emocje
emocje
a jak ma się do tego tw bolek z matką boską w klapie marynary?
brak tu, wśród dyskutujących, merytorycznego odniesienia się do synodu, w którym główną rolę będą odgrywać świeccy, a nie księża utożsamiani przez niektórych emocjonalnie z całym kościołem:-(
Zgłaszam wniosek o OGRANICZENIE katowania mieszkańców dzwonami kościelnymi w terenie zabudowanym. Sugeruję używanie ich najwyżej raz dziennie przez maksymalnie 30 sekund z wyjątkiem ważniejszych świąt, ślubów i pogrzebów (nie dłużej niż półtorej minuty). Karetki, straż pożarna, czy policja robią mniej hałasu i generują go tylko przez moment w danym miejscu. Przy Św. Jerzym mam 80-84 dB w mieszkaniu przy uchylonym oknie. Teraz już przez 1,5 minuty zamiast 3,ale to po wielokrotnych skargach mieszkańców w urzędach i mediach, bo wcześniej proboszcz skargi mieszkańców miał w głębokim poważaniu. Wszyscy mają zegarki i wiedzą kiedy na mszę iść i bez dzwonu.
Zagubiliście gdzieś panowie w czarnych sukienkach Boga po drodze.
@Unimac - jeśli zrobimy referendum czy wolimy słuchać dzwonów kościelnych czy nawoływania muezzinów - 5 razy dziennie pierwsze przed wschodem słońca. - to sądzę że wybierzemy to pierwsze. Zachód już sto lat walczy z kościołem i obudzi się z ręką w nocniku. Mądry uczy się na cudzych błędach, głupi na własnych, idiota nie uczy si nigdy.
"Gdzieś tak na początku czerwca moja mama udała się z ciotką Zynią, która po ślubie przeszła na prawosławie, do cerkwi prawosławnej w Lipnie, ponieważ nasz kościół nie funkcjonował z powodu braku księdza. W cerkwi leżały siekiery, widły, kosy, młoty, które były święcone przez popa. Moja mama nie miała wątpliwości, że w zbrodniczym celu.
Z rodzicami spotkałem się w Grabinie, gdzie była stacja kolejowa. Okazało się, że wszyscy szczęśliwie przeżyli. Niemcy postawili warunek: albo iść pod banderowską siekierę, albo na roboty do Reichu. Wiadomo, co wybraliśmy. Najtragiczniejszy los spotkał jednak tych, co zostali. Mój wujek, Ukrainiec, Piotr Lebiediuk, u którego mieszkaliśmy po spaleniu naszego domu, został zamordowany jesienią 1943 roku za odmowę zabicia swojej żony Czeszki. Niedługo przed nadejściem Armii Czerwonej, a więc już w 1944 roku, wymordowano resztę jego rodziny. Przeżył tylko siedmioletni Wołodia, który w czasie napadu otrzymał potężny cios kolbą w głowę, a po odzyskaniu przytomności zobaczył makabryczny widok. Jego matka leżała w kałuży krwi poprzebijana bagnetami, podobnie jak jej córka, która w ostatnim geście wyciągała do mamy rękę. Zwyrodnialcy musieli pastwić się nad ofiarami, gdyż nawet na wyciągniętej dłoni dziewczynki widać było ślad bagnetu przybijającego dłoń do podłogi. Wołodia usłyszał głos najmłodszego brata dobiegający spod pierzyny. Zakrwawiony malec mówił, że jest głodny. Chłopiec znalazł jakąś zupę, ale okazało się, że to, co małemu dawał łyżką do ust, wypływało poniżej z poderżniętego gardła. Niestety malec nie przeżył. Najstarsza córka Lebiediuków leżała około 300 metrów od domu dosłownie posiekana z bliskiej odległości kulami.
@poczytajcie.... - Na Nasz Dziennik. pl wspomnienia ocalałego z rzezi wołyńskiej
a czy kiedykolwiek synod cos zmienił? a Reformacja była 500 lat temu. .. Osweicenie 200 lat temu "Ślimak który kwiaty ślini tak ich nie brzydzi jak ta zuchwała, Fałszywa dawna po cezarach wdowa - Kościół bez ducha bożego i Słowa. " Juliusz Słowacki
@hrabia_George - czyli wybór jak między febrą a cholerą. .. zostało już tylko straszenie muzeumanami?