Pomysł, żeby to właśnie perkusista grał pierwsze skrzypce, może wydawać się nieco szalony, wręcz dziwaczny. No bo jak to? Przecież jest bas, gitara, wokal...Tak podpowiada logika, która steruje wieloma artystami i zespołami. Całe szczęście są też tacy, którzy wymykają się regułom i robią coś wbrew ogólnie przyjętym zasadom. Takim muzykiem jest Sean Noonan, który wczoraj (22 października) pojawił się w Mjazzdze.
Właściwie od początku było wiadomo, że będzie to ciekawe widowisko. Człowiek, który zakłada na siebie strój boksera, ma duży zielony zeszyt, w którym zapisane są opowieści, przed sobą ma perkusję, a z boku skądinąd znakomity kwartet smyczkowy, czyli A Gambler's Hand String Quartet, wiele ryzykuje. Jak się jednak okazuje ryzyko popłaca, bo to, co zrobił Sean Noonan z umysłami słuchaczy to majstersztyk. Zlepek dźwięków i genialnie skopiowanych skojarzeń, odpowiednie proporcje pomiędzy słowem a muzyką, tak zwana sceniczna charyzma i wyobraźnia – to wszystko sprawia, że obok twórczości tego nowojorczyka nie można przejść obojętnie.
Nie wszystkim wszystko musi się podobać, ale eksperymentować warto zawsze. Zapuszczać się tam, gdzie jeszcze nikt nie był, szukać i konfrontować, sprawdzać pewne granice, by choć przez chwilę znaleźć się w innym świecie. Takimi koncertami Mjazzga udowadnia, że nie chce być tylko i wyłącznie miejscem popularnym oraz lubianym, ale i takim, które ma coś do powiedzenia. I za tę odwagę chapeau bas.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter