UWAGA!

[X]

Komentuj korzystając ze swojego nicka. W tym celu Zaloguj się kontem portElu lub Facebooka
lub zarejestruj konto na portElu.
Anuluj

Konsumenci kultury z grubsza dzielą się na takich co lubią czytać, oglądać, słuchać to co znają, to co jest przewidywalne, jak choćby romanse Danielle Steel, oraz takich co wolą poszukiwania, wolą poznawać "nowe", wolą zapuszczać się z twórcą w rejony, gdzie jeszcze nie byli. Rozumiem, że na swój koncert Sean Noonan "przyciągnął za uszy" tych drugich. W języku polskim, "ciągnąć kogoś za uszy" znaczy tyle co zmuszać go do czegoś, ewentualnie pomagać wybrnąć mu z trudnej sytuacji. W tym wypadku chyba nikogo nie trzeba było ciągnąc za uszy. Także nie do końca jest dla mnie zrozumiałe, dlaczego perkusista pojawiający się na scenie w "stroju bokserskim", z "zielonym zeszytem" i "skądinąd znakomitym kwartetem smyczkowym" u boku, ma od początku gwarantować ciekawe widowisko i czymkolwiek ryzykować. Abstrahując od tego, że widowisko było nie tyle ciekawe, co wprost fascynujące. I tak na zakończenie - Mjjazga nie musi niczego udowadniać, nie musi startować w zawodach o laur sympatii czy popularności. Od samego początku swojego ponad trzyletniego funkcjonowania, Ela i Wojtek robią kapitalne rzeczy, nie tylko muzyczne, ale i plastyczne, literackie, filmowe. Popularność i sympatia gawiedzi jest rzeczą ulotną, przemijającą. Mjjazga już trwale zapisała się w historii elbląskiej muzyki i, przede wszystkim, w sercach miłośników dobrej muzyki. I niech to trwa jak najdłużej. Aha! No i czapki z głów!

Mjjazdżonek