Rok do roku władze miejskie i policja apelują, by pozostawić samochody i korzystać ze środków komunikacji zbiorowej. Bo i tak wjazd na ulicę Łęczycką będzie zamknięty dla ruchu indywidualnego, a teren wokół bram wjazdowych szczelnie zabezpieczony znakami zakazu zatrzymywania się. To brzmi logicznie, lecz życie jak zwykle pokazuje coś całkowicie innego.
Po pierwsze, jak mieszkańcy mają skorzystać z autobusów, skoro jest ich za mało? 1 listopada każdy pojazd wyglądał jak puszka sardynek – palca nie było gdzie wsadzić. Jeżeli proponuje się genialne rozwiązanie (przecież w dodatku nie darmowe), to powinno się przygotować odpowiednią ilość pojazdów. Dodatkowo apel o pozostawienie pojazdów. No tak, ale gdzie je pozostawić? Miasto nie przygotowało specjalnych parkingów Park & Ride, czyli położonych przy kluczowych przystankach i pętlach komunikacji miejskiej. A nie na każdym przystanku autobusy zatrzymywały się. Na przykład jak ktoś z ulicy Bema chciałby dostać się na cmentarz Dębica, to najpierw musi pojechać w głąb miasta, by tam przysiąść się w autobus ku nekropolii. Na Bema sardynki nie zatrzymywały się, bo niby po co? Nikt nie chce wysiąść i nikt już nie wejdzie.
Osobną kwestią jest pytanie, skąd się brały samochody wokół cmentarza Dębica? Przecież zapowiadano zakaz ruchu. Chyba obowiązywała cudowna zasada: parę aut nie zaszkodzi. Uważam, że takie arbitralne regulowanie ruchu powoduje tylko wzmożony i niepotrzebny ruch samochodów. Ludzie myślą „A może się uda. Jak się uda, to jeszcze zaparkuję na zakazie zatrzymania i rozjeżdżę trawnik. Bo i tak dzisiaj policja nie wystawia za takie rzeczy mandatów”. I to jest akurat smutna prawda. To tylko przyzwyczaja Polaków do subiektywnego ocenia, który znak czy przepis przestrzegać, a który nie.
Ale jak tu nie robić takich rzeczy, skoro nawet władza lekceważy te przepisy. Dużym, czarnym samochodem widocznym na zdjęciu porusza wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Elblągu. Jest on zaparkowany na trawniku, w miejscu zakazu zatrzymywania się z możliwością jego odholowania na koszt właściciela. Czy tak się stało, tego nie wiem. Ale koloru nadaje tutaj jeszcze reklama umieszczona na pojeździe – szkoły nauki jazdy. Teraz wiadomy jest powód niskiego poziomu umiejętności młodych kierowców.
Bardzo proszę, by władze miejskie przyjrzały się ponownie regulacjom, które od lat wprowadza się na drogach w okresie Święta Zmarłych. Życie pokazuje, że są one wadliwe i nie do końca się sprawdzają.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter