A moim zdaniem... (od najstarszych)
Pokazuj od
najnowszych
najnowszych
Największe
emocje
emocje
Waszmość ze zdjęcia, przypomina mi nieco Jana Nowaka Jeziorańskiego... Pozdrawiam!
Już pierwsze słowa Pana tekstu, wskazywały, że chodzi o prof. Wrodecką. Byłam w klasie, która naukę w II LO rozpoczęła w 1964r i również Pani Kazimiera była naszą wychowawczynią. Wymagano od nas wiele i to procentuje do dzisiaj. Byłam słaba z matematyki i do dzisiaj, co jakiś czas, śni mi się p. Alej Jakubowski. Miało wspominam lata spędzone w liceum i bardzo doceniam trud wykładowców. Swoją wdzięczność wyrażam zapalając znicze na Ich grobach. Na cmentarzu przy ulicy Agrykola spoczywają p. Andrzejewska, p. Dymczak, p. Gdulewicz i p. Świeżyńska.
@Renata 63 - Urocze zdjęcie. Bezpretensjonalne, szczere, bez pozowania. A to przecież stan wojenny! Fryzury i moda dziś nadal aktualne. Czuję ten klimat!
Matura 2004,wychowawca S. Kalinowski ps. "Kali" hehe to były czasy. :)
Po latach myślę, że czasy I połowy lat 70 tych nie były takie tragiczne nawet w totalnie prowincjonalnym Elblągu. Było 7 kin, w pon DKF w Orle, a w czwartek Studyjne w Światowidzie, sala koncertowa Zamech na 900 osób i częste koncerty, były dwa duże bary piwne : Texas i Arizona gdzie brataliśmy się z menelami. I LO miało piekny budynek i było wtedy bardziej elitarne, oraz miało fajny klub w piwnicy. A u nas w II LO były tylko dwa korytarze, Kamczatka i sala gimnastyczna. Obecni licealiści raczej w niczym nie przypominają nas z tamtych czasów. Po maturze kto nie zdał na studia to jesienią był w kamaszach na dwa lata. Młodzi teraz tego i wielu innych rzeczy nie doceniają i tylko narzekają.
Dopiero po maturze na studiach w innym mieście w akademikach zaczęło się poważne, dorosłe życie i nie każdy kto był dobry w liceum dawał sobie radę z innym trybem nauki na uczelni. Po studiach były trzy drogi, odważniejsi za granicę, inni w Polskę, a reszta z powrotem do Elbląga, który był już województwem i pręznie się rozwijał, a po przejściu na emeryturę okazał się całkiem znośny do życia, bo wszędzie blisko i do lekarza, szpitala, sklepu, kościoła i cmentarza.
Ta pani nie była super, nasza młodość może była
Jaka Kamczatka? Za moich czasów (lata 60-te) budynek męskiego internatu nazywano „ getlownią”, od nazwiska ówczesnego nauczyciela zpt p. Gierka.
Też jestem absolwentem II LO, z lat 60-tych. Potwierdzam, iż spośród nauczycieli tamtego czasu oryginalnością wyróżniała się Kazimiera Wrona/Wrodecka. Zdania na jej temat są podzielone, ja akurat zapamiętałem wymienioną z arogancji, szpanerstwa i prymitywnych odzywek w stosunku do chociażby spokojnych, cichych dziewcząt. Normą było na lekcjach rzucanie przez p. Wronę kredą w kierunku uczniów, a na przerwach - szuranie po podłodze za dużymi o kilka numerów buciorami. Moją pasją była i jest nadal geografia. Mimo tego na lekcjach geografii u wymienionej z odpowiedzi i kartkówek otrzymywałem co najwyżej ocenę dostateczną i nie pomógł tu trik weryfikacyjny w postaci zamiany kartek na kartkówce z siedzącym obok mnie skądinąd dobrym uczniem - on otrzymał ocenę dobrą, a ja, niedostateczną. Zdawałem też maturę z geografii i tu w ocenie komisji pod przewodnictwem dyrektora p. Z.Sztuby wypadłem całkiem przyzwoicie. Dlatego dziwi mnie gloryfikowanie p. K.Wrony. Oby jak najmniej tego typu pedagogów!
Jeśli już miałbym kogokolwiek wyróżnić z nauczycieli tamtych lat to z pewnością za obiektywizm i wysoką kulturę osobistą panów Tadeusza Goldera (fizyka) i Tadeusza Trojanowskiego (historia).
Darku, Palestro ! Fachowe wspomnienie o szkole która dawała możliwość startu wyżej i to wykorzystałeś.
@Wiatr od morza...