Pod okolicznościowymi artykułami w elbląskich serwisach internetowych przeplatają się mniej lub bardziej racjonalne argumenty, nie brakuje emocjonalnych wypowiedzi, a czasami wręcz inwektyw. Tymczasem już w 1946 roku problem - wyzwolili czy zdobyli, został jednoznacznie i ostatecznie rozstrzygnięty przez najwyższy i niepodważalny autorytet. Dokonali tego sami ojcowie założyciele pomnika na cmentarzu przy ulicy Agrikoli – Rada Wojenna 2. Armii Uderzeniowej. Na umieszczonej przez nich tablicy stoi jak byk napisane o „овладении”. Długa lista polskich znaczeń tego słowa zaczyna się od zdobycia, a kończy zniewoleniem.
Kogo jak kogo, ale to szacowne gremium trudno podejrzewać o zakłamywanie historii. Po pierwsze sami tam walczyli, a więc wiedzieli czy zdobywali, czy wyzwalali, a po drugie gdyby się pomylili, to spotkałaby ich zasłużona kara, a tablica zostałaby szybko wymieniona. W późniejszych, słusznie minionych czasach cenzura udawała, że nie widzi tego nieprawomyślnego stwierdzenia.
Wokół pomnika rozsypane są groby żołnierzy z całego rozległego imperium Stalina. Większość z nich oddała życie w dobrej wierze, walcząc ze znienawidzonymi faszystami. Nie mieli żadnej wiedzy, ani tym bardziej wpływu na plany swojego wodza zawładnięcia cała wschodnią Europą. Spór toczy się o to czy byli to bohaterowie i wyzwoliciele, czy rabusie i gwałciciele. Zwolennicy jednej i drugiej tezy okopali się mocno w swoich poglądach i nie dopuszczają myśli, że historia nigdy nie jest czarno-biała. Lubię do tych okopów wrzucić granat w postaci opowieści jednej z moich ciotek. Zazwyczaj robi to duże zamieszanie w dyskusji. Wywieziona na przymusowe roboty do Gdańska, została wyzwolona przez jeden z oddziałów Armii Czerwonej. Już następnego dnia uciekając przed hordą zwyrodniałych sołdatów, którzy domagali się wdzięczności w naturze, rzuciła się pod wojskową ciężarówkę. Jakiś inny sołdat za kierownicą w ostatniej chwili zrobił unik i tylko ją potrącił. Mógł zostawić ją w przydrożnym rowie i nikt by mu złego słowa nie powiedział. Zamiast tego zabrał ciężko ranną dziewczynę do szpitala polowego, gdzie zapewne nie brakowało im roboty przy rannych żołnierzach. Otoczono ją troskliwą opieką, zoperowano i dożyła zacnego wieku. Morał z tego taki, że w każdym narodzie są bohaterowie, kanalie i zwykli przyzwoici ludzie.
Oczywiście polityka historyczna Rosji nie dopuszcza żadnych niuansów. Obowiązuje dogmat niepokalanego żołnierza wyzwoliciela i takim historiom prawdziwi patrioci dają zdecydowany odpór. Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że rosyjski odpowiednik naszego IPN-u nie wsadzi mnie na dwa lata, za przypisywanie narodowi rosyjskiemu odpowiedzialności za gwałty popełniane na ludności cywilnej wyzwalanych i zdobywanych terenów. Ponieważ nie jestem historykiem, ani artystą, a przytoczone fakty trudno byłoby mi udowodnić, to na wszelki wypadek postanowiłem najbliższy mundial oglądać przed telewizorem. Tym bardziej, że coraz trudniej mi uwierzyć w brak podatności tamtejszych sądów na polityczne naciski.