Kobieta zaginęła w Kolnie w czerwcu 2000 roku. Mąż twierdził, że gdy wieczorem kładł się spać była w domu, rano zniknęła. Sprawę początkowo prowadziły prokuratury w Kolnie i Łomży. Umarzały ją, a kobietę uznano za zaginioną. Do roku 2008 nic się nie działo. Przełom nastąpił, gdy do działania przystąpił V Wydział Śledczy Prokuratury Okręgowej w Elblągu.
- Prowadziliśmy postępowanie od nowa – mówi prokurator Jerzy Waryszak, szef wydziału. – Niektórych rzeczy nie udało się odtworzyć, w ponad 90. procentach opieraliśmy się na dowodach zebranych dziesięć lat temu. Udało nam się je usystematyzować i ułożyć w łańcuch poszlak, które wskazywały na sprawstwo męża. Prokuratorzy przyjęli tezę zabójstwa. Małżonkowie byli przed rozwodem, czekał ich podział majątku, gdy kobieta zniknęła. Nie udało się jednak odnaleźć jej ciała.
Pod koniec 2009 r. elbląscy prokuratorzy przygotowali akt oskarżenia przeciwko Markowi W. Oskarżyli go o zabójstwo żony, a inną osobę o pomoc w ukryciu jej zwłok. Sprawą zajął się Sąd Okręgowy w Łomży. 23 września tego roku zapadł wyrok.
- Sąd uznał, że kobieta nie zaginęła, a została zamordowana – mówi Jerzy Waryszak. – Winą obarczył jej męża. Uznał jednak, że Marek W. w bliżej nieustalonych okolicznościach pozbawił żonę życia nieumyślnie i za to wymierzył mu karę 5 lat więzienia. Drugą oskarżoną osobę uniewinnił. My nie zgadzamy się z takim wyrokiem i dlatego złożyliśmy apelację w sądzie w Białymstoku – kontynuuje prokurator. – Podtrzymujemy swoją tezę, że Marek W. nie tylko pozbawił żonę życia, ale działał z zamiarem zabójstwa. Uważamy także, że ta druga osoba jednak z nim współdziałała.
Wyrok łomżyńskiego sądu nie jest prawomocny. Elbląscy prokuratorzy przyznają, że to trudna sprawa, a proces poszlakowy. Stoją jednak przy swoich tezach.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter