Młoda kobieta ponownie (bo proces toczy się raz jeszcze, od początku) musiała przed sądem opowiedzieć o swojej relacji z oskarżonym, o jego stosunku do Szymonka oraz o tragicznym grudniowym poranku 2008 r. Jej zeznaniom przysłuchiwali się biegli z zakresu psychiatrii i psychologii.
- Rano Tomek zaproponował, że on poda mleko małemu – mówiła dziś w sądzie. – Mleko przygotowałam ja i podałam mu butelkę. Później już nie spałam. Nie pamiętam co robiłam, gdy Tomek był w pokoju Szymonka. Słyszałam lekkie marudzenie dziecka, takie, jakby mały nie chciał pić mleka. Słyszałam też raz czy drugi szurnięcie fotela. I to wszystko. Po jakimś czasie Tomek wrócił z pokoju Szymonka i powiedział, że mały nie chciał pić i zasnął. Tomek po jakimś czasie wyszedł z mieszkania. Po moim telefonie wrócił. Wtedy weszłam do małego do pokoju, a on już nie oddychał. Wybiegłam z krzykiem na klatkę schodową i sąsiadka wezwała karetkę. Przyjechało pogotowie, próbowali reanimować Szymonka, ale im się nie udało. Wcześniej Tomek z sąsiadkami też robili mu sztuczne oddychanie – mówiła przez łzy.
Kobieta przyznała, że oskarżony dobrze traktował jej dziecko. Nie miała do niego zastrzeżeń. Zdarzało się, że podawał małemu mleko, zostawał też z nim czasem na kilka chwil sam w domu, gdy matka musiała wyjść po zakupy.
Związek Marietty z Tomaszem M. trwał około pół roku. Nie mieszkali razem. Mężczyzna nie dokładał się do domowego budżetu. Na obiady chodził do swojej matki. Mariettę – jak twierdzi kobieta – też traktował dobrze.
- Nie było większych awantur czy kłótni – mówiła przed sądem. – Zdarzały się sytuację, że Tomek mnie podduszał ręką, ale uważał to za żarty. Mnie się to nie podobało. Wcześniejszy partner, ojciec Szymonka, mnie bił więc miałam uraz.
- Szymonek był chcianym, planowanym dzieckiem – zapewniała młoda kobieta. – Bardzo chciałam go mieć. Kiedy chodziłam w ciąży ojciec Szymonka został aresztowany więc dziecko wychowywałam sama. Starałam się jak mogłam. Po jego śmierci potrzebowałam pomocy lekarskiej. Obecnie mam kolejne dziecko i normalną rodzinę. Przychodzą chwile, kiedy wszystko wraca, ale staram się radzić sobie z tym sama.
Kobieta przyznała, że łóżeczko jej dziecka stoi w tym samy miejscu, co łóżeczko Szymonka. W nocy, gdy wstaje do malucha nie zapala światła, bo i tak jest jasno od latarni ulicznych. Zasłon nie zasłania, nie robiła tego także przy Szymonku. Zaprzecza, by w pokoju Szymonka na podłodze były porozrzucane zabawki [oskarżony utrzymuje, że potknął się o którąś z nich, gdy trzymał dziecko na ręku – red.]: - Tam nigdy nie było zabawek, może jakieś dwie czy trzy. Szymonek bawił się w dużym pokoju. To było małe dziecko więc bawiło się przy mnie – mówiła.
Sędzia Piotr Żywicki dopytywał o zajście w radiowozie, po tragicznym zdarzeniu w grudniu 2008 r..
- Tomek powiedział, żebym nie płakała, bo on mi zrobi drugiego Szymonka – mówiła kobieta. – Byli przy tym obecni policjanci.
Oskarżony zaprzecza, by coś takiego powiedział.
Kobieta przyznała, że przed Tomaszem M. ostrzegał ją jej były partner: - Mówił, że ta znajomość źle się skończy. Nie brałam jednak tego do siebie, ponieważ on w ogóle był do mnie źle nastawiony – wyjaśniała.
Sędzia pytał też o kontakty oskarżonego z narkotykami. Jego była partnerka twierdziła, że ani dnia poprzedniego, ani rankiem, gdy doszło do tragedii Tomasz M. nie zażywał środków odurzających. – Słyszałam natomiast od znajomego, że po zajściu Tomek był smutny i strasznie płakał i że zażywał narkotyki – mówiła.
Przesłuchanie kobiety będzie kontynuowane na kolejnej rozprawie, która odbędzie się 21 stycznia.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter