Sala gimnastyczna w SP 23 kipiała od emocji. Na wniosek prezydenta zorganizowano debatę na temat przyszłości placówki. 250 rodziców i nauczycieli ze szkoły podstawowej nr 23 w Elblągu chciało usłyszeć od władz miasta odpowiedź na pytanie, co dalej z ich placówką. Do szkoły uczęszcza 249 uczniów, można śmiało założyć, że prawie każdy uczeń miał swojego reprezentanta na sali. Nauczyciele z kolei walczą o swoje miejsca pracy.
- Nie planujemy likwidacji szkoły, chcemy ją wzmocnić – te słowa Bogusław Milusz, wiceprezydent Elbląga odpowiedzialny m. in. za oświatę, powtarzał w ciągu spotkania kilkukrotnie.
Rodziców nie przekonał. Szczególnie tych, którzy posyłają tutaj swoje dzieci niepełnosprawne dzieci.
- Moje dziecko nie poradzi sobie w dużej szkole – przekonywała jedna z mam.
- Tu dziecko nauczy się wrażliwości na drugiego człowieka – to opinia kolejnej matki.
- Tu jest wspaniała kadra pedagogiczna, dzięki której moje dziecko robi postępy w nauce, jakich nie robiło w poprzedniej szkole – mówiła inna z matek.
Chcemy, by była kameralna Tymczasem uczniów w szkole ubywa. W 2007r. uczyło się 397 osób, dziś – 246. W rejonie szkoły mieszka 97 uczniów, a 147 jest spoza niego. - Musimy zadać sobie pytanie, czy stać nas na kameralne szkoły? – pytał zebranych Bogusław Milusz.
- My chcemy, aby ta szkoła pozostała kameralna. Nasze dzieci lepiej się czują w małej szkole, a w dużej nie dadzą sobie rady – ripostowała jedna z mam.
Spotkanie przebiegało w burzliwej atmosferze. Rodzice zarzucali urzędnikom błędne przygotowanie analiz finansowych i statystycznych. Duże zastrzeżenia wzbudziła informacja o słabych wynikach uczniów szkoły z egzaminu szóstoklasisty. Wśród rodziców dominowało przeświadczenie, że ich szkoła konkuruje o uczniów z SP 12 i 21.
- Dlaczego szkoły nr 12 i 21 są przepełnione? Przenieście część dzieci tutaj – proponowała jedna z mam.
- Administracja miasta jest rozlokowana w kilku budynkach, a wy chcecie likwidować szkoły – zwracała uwagę inna z matek.
Sytuacja w elbląskiej oświacie jest zła. Od 2007 r. ubyło 4 tysiące uczniów, tymczasem etatów nauczycielskich tylko pięć. Wzrosło za to zatrudnienie w szkolnej administracji. Miasto z własnego budżetu musi pokrywać jedną trzecią wydatków oświatowych (dla porównania w 2007r r. pokrywało jedną czwartą). Na jednego ucznia miasto wydaje 3600 zł (dla porównania Gorzów Wielkopolski – 1000 zł) .
Sytuację w oświacie komplikują jeszcze plany Ministerstwa Edukacji Narodowej, które chce zlikwidować gimnazja i cofnąć sześciolatki z powrotem do przedszkoli. Wszystko to powoduje, że nie wiadomo, ilu uczniów będzie w pierwszych klasach podstawówek w roku szkolnym 2016/17.
- Nie jestem w stanie zadeklarować państwu, że możecie rozpocząć rekrutację do klas pierwszych, ponieważ nie wiem, ile będzie pierwszaków w Elblągu – mówił wiceprezydent Milusz.
Na pytania rodziców odpowiadał wiceprezydent Bogusław Milusz (fot. AD)
Dyrekcja szkoły proponuje Kompromisem, jaki zaproponowała dyrekcja szkoły jest utworzenie (lub przeniesienie) trzech oddziałów przedszkolnych do budynku szkoły. Powstałby wtedy zespół szkolno-przedszkolny, a przedszkolaki byłyby naturalnymi „klientami” pierwszych klas podstawówki. W przypadku realizacji takiego scenariusza nie byłoby konieczne przeniesienie do SP nr 23 Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 2. Na takie rozwiązanie nie zgadzają się natomiast pracownicy i dyrekcja sąsiedniego przedszkole nr 13 z ul. Kosynierów Gdyńskich, którzy również protestują przeciwko planom władz miasta.
Zamieszanie w elbląskiej oświacie trwa, mimo że władze miasta deklarują, że żadne decyzje w sprawie reorganizacji jeszcze nie zapadły. Mleko się jednak rozlało: w placówkach, których zmiany mają dotyczyć, rodzice i nauczyciele piszą petycje, zbierają podpisy. Zapowiadają, że będą protestować do skutku.