Nie pożałowałem! W Ratuszu Staromiejskim bardzo podekscytowana gospodyni spotkania zaanonsowała bowiem pana Brauna jako wybitną postać polskiej sceny politycznej, na widok której doznaje dziwnego mrowienia. Ja bym tego nie leczył, Braun jest młodym i przystojnym człowiekiem, ma prawo wywoływać podobne objawy. Pan Grzegorz z kolei bardzo skromnie przedstawił się jako gawędziarz, który bywa reżyserem. Od razu poczułem bliskość z człowiekiem, ponieważ ja bywam felietonistą. Talentu gawędziarskiego faktycznie najzagorzalszy wróg z tzw. mediów ściekowych nie może mu odmówić, opowieść toczył gładko, zgrabnie przeskakując z wątku na wątek. A to było o intronizacji Chrystusa Pana na króla Polski, a za chwilę przypowieść o Piłsudskim, który jak się okazuje był farbowanym lisem i wcale nie wysiadł z czerwonego tramwaju na przystanku niepodległość, tylko jako zaprzysięgły socjalista odbierał ziemianom dwory, młynarzom młyny, a piekarzom piekarnie. Co gorsza ten proceder zapoczątkowany przez Marszałka podobno trwa do dziś.
Na szczęście Piłsudskiemu do końca się nie udało, dzięki czemu żołnierze Armii Krajowej mogli, jak się im w lesie przykrzyło, wpaść do dworu na herbatkę. To fakt, chociaż dodałbym, że polski ziemianin zawsze coś w kredensie do herbatki jeszcze znalazł.
Muszę przyznać, że waga jaką przywiązuje pan Braun do świętego prawa własności budzi mój największy szacunek i uznanie. Mam jednak nieodparte wrażenie, graniczące z pewnością, że jak już wybierzemy go na Naczelnika Państwa Polskiego, to nie pozwoli, żeby na to prawo powoływali się nasi „starsi bracia w wierze” [JP II].
Gawęda pana Grzegorza okraszona była odmienianym przez wszystkie przypadki słowem reżim. Reżimowa telewizja, reżimowa prasa, reżim to, reżim tamto. Na moją nieśmiałą uwagę, że w kraju rządzonym przez prawdziwy reżim nikt by panu reżyserowi nie pozwolił kręcić filmów, a i takie spotkanie w skądinąd reżimowym gmachu raczej nie doszłoby do skutku, otrzymałem dosyć kuriozalną odpowiedź. Proszę mnie nie pytać o jej sens i logikę wywodu, ale konkluzja była taka, że pan Braun woli gubernatora Franka niż Tuska, ponieważ zawsze lepiej rozmawiać z oficerem prowadzącym niż agentem. Młodzieży gimnazjalnej dla porządku przypomnę, że Hans Frank to zbrodniarz wojenny, który w czasie okupacji zarządzał z nadania Hitlera tzw. Generalną Gubernią. Mógłbym tu się długo rozwodzić nad tym, że Tusk rządził nami, przyznaję - nie całkiem zgodnie z oczekiwaniami, ale jednak w wyniku demokratycznych wyborów. Boję się jednak, że ten argument może nie trafić do każdego politycznego gawędziarza. Warto więc uświadomić panu Braunowi, że gdyby to Hans Frank lub jego następcy, a nie Donald Tusk sprawowali rządy w Polsce, to jego kandydat na króla najpierw musiałby nosić żółtą gwiazdę na piersi, potem zostałby potraktowany cyklonem B, a na koniec jego prochy użyźniłyby królewskie włości.
W tym momencie spotkania musiałem niestety opuścić salę. Jestem już w wieku podwyższonego ryzyka i stężenie oparów absurdu unoszących się w powietrzu mogło mnie łacno zabić. Proszę więc pana Brauna żeby nie traktował tego jako taniej demonstracji, tylko zwykłą, życiową konieczność.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter