"Najdogodniejszym miejscem do przezimowania jest kora na kilkuletnich kłodach, która w wyniku rozkładu łyka nie jest już trwale związana z podłożem i łatwiej jest się pod nią dostać. Pozostałości po poprzednio żyjących tam lokatorach – chodniki, korytarze czy stare koleby poczwarkowe - umożliwiają wejście i znalezienie względnie bezpiecznego schronienia" - pisze Grzegorz Okołów w swoim tekście "Spanko pod korą", który został
zamieszczony w Echach Leśnych, nr 4 (622) 2015. Jak wylicza autor w takim miejscu chętnie zimują ślimaki, świdrzyki czy pomrowy, a także drobne skorupiaki, takie jak stonogi, wije, drewniaki, skulice.
To tu chowają się również owady drapieżne, takie jak biegacz wręgaty czy gąsienicznik motylowiec, który zimować lubi w gromadzie. Jak podaje Grzegorz Okołów pod jednym płatem kory można znaleźć od kilku do kilkunastu osobników. Czasami w takim miejscu schronienie znajdują również młode zaskrońce, a także traszki zwyczajne.
Jak tłumaczy autor przeczekanie zimy pod korą wydaje się rozwiązaniem idealnym, ale w naturze nie ma stuprocentowej gwarancji przetrwania.
"Zagrożeniem wcale nie muszą być wielcy drapieżcy – równie istotnym mogą okazać się organizmy znacznie mniejsze. Ukryte, praktycznie unieruchomione w stanie hibernacji owady, stają się łatwym celem ataku dla pasożytniczych roztoczy, uaktywniających się właśnie w temperaturze bliskiej zeru" – wyjaśnia Grzegorz Okołów.