Dzięki działalności Aeroklubu Elbląskiego wiele pokoleń szkoli się, a także zdobywa diamenty w lotnictwie sportowym. Czesław Karczewski, będący w Aeroklubie Elbląskim od 30 lat, zdobył aż trzy diamenty lotnicze. Najmilej wspomina zdobycie drugiego diamentu: - To diament najtrudniejszy dla elblążan, bo można go zdobyć w górach w lotach falowych, gdy wieje wiatr halny.
Sukcesy sportowe kontynuuje młodzież, która już szkoli najmłodsze pokolenie pilotów. Piotr Góra jest wicemistrzem Polski juniorów. Reprezentuje nasz kraj w szybowcowej kadrze narodowej seniorów. Ale już uczy swoich następców jako instruktor szybowcowy.
A dzieci, które marzą, by zostać pilotem w Aeroklubie Elbląskim, nie brakują. Na murawie lotniska czekały w kolejce, by zobaczyć samoloty od środka.
Obchody 50-lecia uświetniły akrobacje grupy litewskich pilotów. Wykonywali ponad naszymi głowami pętle, beczki i obroty, a śmiałków zapraszali na wspólny lot. Goście aeroklubowych urodzin mogli również latać z instruktorami szybowcowymi i skoczkami spadochronowymi.
Z okazji tej skorzystał Andrzej Kempiński. Do skoku skusiło go, jak sam opowiadał tuż przed pierwszym skokiem spadochronowym, samo „w powietrzu latanie”. - W tandemie z pilotem mogą latać niemal wszyscy, także niepełnosprawni. Dzięki takim ludziom jak ja - mówił Marek Tarczyński - mogą przeżyć to samo, co my przeżywamy i uczestniczyć w tym bez większego przygotowania.
Dorobek 50 lat Aeroklubu Elbląskiego reprezentowała starszyzna. Zbigniew Poniewozik pseudonim „Parowóz” jest w lotnictwie od 1968 r. Opowiadał o swoich początkach tym, którzy dziś przeżywali swój pierwszy raz na spadochronie.
- Krajobraz był tak przepiękny, że, lecąc samolotem, zapomniałem, po co ja w tym samolocie jestem. Silnik cichnie, obroty maleją, to znaczy, że trzeba będzie za chwilę wyjść. No i wyszedłem. Jeszcze nie odczuwałem żadnego strachu. Stoję i patrzę. Instruktor mówi: „skok”, a ja stoję i patrzę. On mówi: „skok”, a ja nic. W końcu on mówi: „sp…”. No i zrobiłem wykrok taki niepewny, że nogami poszedłem w dół. I wtedy jak wszystko podeszło mi do góry, oczy zamknięte, zęby zaciśnięte i okrzyk: „Łaaaa!”. To trwało zaledwie kilka sekund, a mnie się wydawało, że całą wieczność. Tego przeżycia nie zapomnę do końca życia.
Monika Łącka-Martuszewska - TVP3
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter