- Około godz. 1.30 w nocy ktoś zadzwonił na numer 112 do Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Olsztynie i powiedział, że w szpitalu wojewódzkim w Elblągu podłożony jest ładunek wybuchowy - powiedział nam asp. Krzysztof Nowacki z zespołu prasowego KMP Elbląg, dodając: - Sytuacja była bardzo podobna do tej, która miała miejsce 25 marca w szpitalu przy ul. Komeńskiego. Nie podjęto jednak decyzji o nocnej ewakuacji pacjentów i personelu szpitala wojewódzkiego - kończy policyjny rzecznik.
Na miejscu, podobnie jak dwa dni wcześniej, zjawiły się wszystkie służby. Strażacy z JRG1 zabezpieczyli teren i rozwinęli linie wodne. Do pracy przystąpili funkcjonariusze z patrolu minersko-pirotechnicznego, policjanci kryminalni oraz z prewencji. Sprawdzono wszystkie pomieszczenia w budynku szpitalnym, jak i teren przyległy. Cała akcja zakończyła się około godz. 4.45, nic podejrzanego nie znaleziono. Alarm okazał się fałszywy.
W związku z tym, że jest to kolejny w krótkim czasie alarm bombowy w Elblągu, nasuwa się wiele pytań. Kto i dlaczego znowu zabawił się kosztem zdrowia czy życia często obłożnie chorych ludzi? Co powoduje, że znajdują się "żartownisie" wpadający na pomysł poinformowanie o podłożeniu bomby? Czy groźba kary nawet 8 lat więzienia na takich ludzi zupełnie nie działa?
Ale nie mogą czuć się bezkarni, bo ręka sprawiedliwości ich dotknie. 26 marca policjanci ustalili i zatrzymali kobietę podejrzaną o wywołanie alarmu w szpitalu przy ul. Komeńskiego.
- 34-letnia kobieta została przesłuchana i przyznała, że poinformowała służby o bombie dlatego, że chciała, by jej mąż opuścił szpital - informuje Jakub Sawicki z zespołu prasowego KMP w Elblągu. - Małżonek był pacjentem jednego z oddziałów, a ona chciała, by już wrócił do domu. Dziś kobieta zostanie doprowadzona do prokuratury, gdzie usłyszy zarzut fałszywego zaalarmowania służb ratowniczych.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter