Elżbieta Krzesińska (1934-2015): wspomnienie

7
13.01.2016
Elżbieta Krzesińska (1934-2015): wspomnienie
Elżbieta Krzesińska-Duńska (fot. archiwum)
29 grudnia, po długiej chorobie, w wieku 81 lat zmarła Elżbieta Krzesińska, z domu Duńska, złota medalistka olimpijska z Melbourne i srebrna z Rzymu. Wychowywała się i dorastała w Elblągu. Tu odkryto jej talent do sportu. Dzisiaj została pochowana na warszawskich Powązkach. Gdy zdobyła pierwszy po wojnie złoty medal olimpijski dla Polski (Melbourne, 27 października 1956), elblążanie szaleli z radości. To była nasza Ela – z Elbląga. Tu zaczęła skakać, tu zdała maturę, tu mieszkali jej rodzice (przy ul. Polnej prowadzili sklep).
Cztery lata wcześniej Polska podzieliła się w dyskusji na temat jej długiego, złotego warkocza. Przez ten warkocz, który zostawił ślad na skoczni, nie stanęła na podium w Helsinkach. Pani Ela nie uległa presji i warkocza nie ścięła. Zrobiła to później.
   Na ostatnich swoich igrzyskach w Rzymie Elżbieta Krzesińska znów zadziwiła świat. Jechała po drugie olimpijskie złoto i pewnie przywiozłaby je, gdyby nie pomoc udzielona konkurentce. Ukrainka Wiera Kriepkina miała problemy z rozbiegiem i po trzech próbach zajmowała odległe miejsce. Dzięki radom udzielonym przez Polkę, skoczyła najdalej. A pani Ela umiała cieszyć się drugim miejscem - "Zwycięstwo osiągnięte z myślą, że przegrał ktoś lepszy, jest nic nie warte" - powiedziała po konkursie dziennikarzom. Przez wiele lat wiązała ją przyjaźń z Kriepkiną.
   
   Czekolada za trening
   W opowieściach pani Eli zawsze na początku był Elbląg. Jako wysoka, szczupła i jak sama wspominała „płaska jak deska” dziewczyna, unikała sportu i zajęć w-f. Brała od matki zwolnienia z zajęć. Zdenerwowało to nauczyciela (Witolda Truszkowskiego) i ten zagroził dwóją, jeśli nie weźmie udziału w zawodach. Boso i w szkolnym fartuszku na skoczni przy basenie miejskim, skoczyła niewiarygodnie daleko. Dostała piątkę i za namową nauczyciela i przyjaciół zaczęła chodzić na treningi. Ale nie bezwarunkowo – za każdy udział żądała tabliczki czekolady. I dostawała ją.
   Problemem były również kolce. Młoda Ela nie chciała w nich skakać, bo obawiała się, że wbiją się jej w deskę na rozbiegu i się od niej nie oderwie. Po latach ciepło i serdecznie wspominała swoje szkolne lata w Elblągu: „Profesor Stanisław Sywula, geograf, przedwojenny oficer z krzaczastymi brwiami, obwisłym wąsem, w żołnierskim szynelu zawsze rozpiętym na piersi, przypominał nam Józefa Piłsudskiego i uczył nie tylko geografii, ale i patriotyzmu, ksiądz Żynel parskał na nas, kiedy śpiewaliśmy już tylko piosenki radzieckie, a nie „Czerwone maki na Monte Cassino”. Fizyk recytował wiersz Gałczyńskiego o fladze, która jest biało-czerwona i nigdy nie będzie czerwona.”
   Te elbląskie nauki sprawiły, że u Elżbiety Krzesińskiej na zawsze pozostał głęboki patriotyzm. „Skakałam dla siebie i dla wszystkich Polaków” – tak napisała w swojej autobiograficznej książce pt.: „Zamiatanie warkoczem” (1994). W zamian otrzymywała dowody uznania, jak choćby telegram, który nadszedł z wyspy Timor zaraz po zdobyciu medalu w Melbourne: "Wzruszeni do łez, przy dźwiękach Jeszcze Polska nie zginęła - Bóg zapłać ci nasze dziecko - Perkowie".
   
   Nie porzuciła sportu
   Po maturze uzyskanej w II LO w Elblągu wyjechała na studia medyczne do Gdańska. Mimo namów, by poświęciła się wyłącznie sportowi, nie porzuciła ich i nigdy nie korzystała z ulg w nauce. Z wielkim wysiłkiem, wbrew przeciwnościom i opinii wielu nieprzychylnych ludzi, łączyła sport z nauką, a także z macierzyństwem. Pomimo anemii i innych kłopotów ze zdrowiem. Jak sama o sobie mówiła, była uparta. Niezależna i zbuntowana, zawsze pragnęła postawić na swoim, często wbrew woli trenerów i działaczy. Chciała, by sport sprawiał frajdę, był zabawą i radością, dlatego buntowała się przeciwko wojskowemu reżimowi na zgrupowaniach. Wiedziała, co jest dla niej najlepsze. Sama sobie wybrała trenera – męża Andrzeja Krzesińskiego. Tylko jemu ufała i dzięki niemu osiągała najlepsze wyniki.
   Elżbieta Krzesińska lubiła przyjeżdżać do Elbląga, choć nie miała już tu rodziny, ale – jak powiedziała w rozmowie telefonicznej – „Każdy człowiek w wieku dojrzałym, a już jestem emerytką, wraca wspomnieniami do lat młodości. W moim przypadku ten szczególny okres w życiu wiąże się bardzo konkretnie z Elblągiem. Wspominam koleżanki, kolegów, nauczycieli i profesorów z tamtych lat. (…) Z nostalgią i dumą oglądam coraz piękniejsze miasto swojego dzieciństwa i pierwszego, najważniejszego w życiu skoku…”. Bywała w Elblągu, była tu na jubileuszu II LO. Miała też przyjechać w styczniu…
   Elżbieta Krzesińska zmarła 29 grudnia 2015 roku. Została dziś pochowana na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach.
   
   
Juliusz Marek, Telewizja Elbląska

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem...

"Zwycięstwo osiągnięte z myślą, że przegrał ktoś lepszy, jest nic nie warte" - brawo, brawo, brawo! Wileki szacunek dla p. Eli.
sz@rak (2016.01.13)

info

13  
  0
Właśnie tacy ludzie jak Pani Elżbieta Duńska Krzesińska powinni być honorowani obywatelami naszego dumnego miasta.
(2016.01.13)

info

26  
  1
Jak ten czas leci, tyle naprawdę wspaniałych osób odchodzi. .. .. Szanujmy czas, ludzi i wspomnienia. .. A może i za życia też będą mogli mieć tę chwile radości z tego iż mieszkają w Elblągu? Miejmy szacunek nawet dla nieznanych.
(2016.01.13)

info

16  
  0
Może warto podjąć trud organizacji w Elblągu turnieju lekkoatletycznego, którego patronką byłaby "Złota Ela"- Duńska-Krzesińska.
TeżEla (2016.01.13)

info

15  
  0
Mieszkała na tej dzielnicy co Heniek Szndala Panczenista
(2016.01.13)
Mieszkał tam też Roman Ryckie - trener kadry panczenistów, January Kosakowski - zapaśnik, Waldemar Korsz - ciężary.
byłymieszkaniecPolnej (2016.01.14)
Dla niej a raczej jej medalu wydano znaczek pocztowy, najszybciej na świecie bo na drugi dzien po zdobyciu rekordu
(2016.01.16)

info

1  
  0